Telewizja

Ten telewizor dowodzi, ile można jeszcze wycisnąć z paneli LCD. Ale i tak nie będzie Was pewnie na niego stać

TP
Tomasz Popielarczyk
12

Ostatni bastion plazmy upadł. Panasonic konsekwentnie przeszedł na panele LCD i... jak na razie wychodzi na tym całkiem nieźle. Kiedy inni producenci rozwijają całą otoczkę, a więc usługi, aplikacje i inne gadżeciarskie rozwiązania, Japończycy stawiają na to, żeby jakość obrazu w ich telewizorach on...

Ostatni bastion plazmy upadł. Panasonic konsekwentnie przeszedł na panele LCD i... jak na razie wychodzi na tym całkiem nieźle. Kiedy inni producenci rozwijają całą otoczkę, a więc usługi, aplikacje i inne gadżeciarskie rozwiązania, Japończycy stawiają na to, żeby jakość obrazu w ich telewizorach onieśmielała. Taki ma też być najnowszy model AX900, który dosłownie zwala z nóg - zarówno swoimi możliwościami jak i ceną.

Kiedy ponad pół roku temu rozmawiałem z Maciejem Pączka, dyrektorem ds. marketingu na Europę Wschodnią i Centralną, usłyszałem dość jasno, że Panasonic każe swoim klientom płacić trochę więcej za swoje produkty, ale jest w stanie w zamian zaoferować jakość obrazu nieporównywalną z konkurencją. Odejście od plazm postawiło tą deklarację pod dużym znakiem zapytania. Bo czy z paneli LCD można wycisnąć więcej? Okazuje się, że można.

Panasonic AX900 to perełka w ofercie japońskiej firmy, na którą zapewne większość czytających ten artykuł nigdy się nie zdecyduje. Najmniejsza, 55-calowa wersja tego modelu kosztować ma 20,7 tys. zł. Największa, 85-calowa - 69 tys. zł. To telewizor dla tych, którzy nie liczą się z kosztami i są gotowi przeznaczyć na ekskluzywny sprzęt każde pieniądze (można się doszukiwać tu pewnej analogii do ludzi, którzy kupują najdroższe samochody ekskluzywnych marek). Panasonic w ten sposób aspiruje właśnie do miana marki elitarnej. Czy skutecznie? Co otrzymujemy w zamian?

Całkiem sporo, bo choć mamy do czynienia z panelem LCD (IPS w wersji 55, i 65-calowej oraz VA w 85-calowej), to producentowi udało się go maksymalnie podkręcić na tyle, by jakość obrazu stała się jego głównym atutem. Oczywiście idzie to w parze z rozdzielczością 4K, funkcjami 3D, jasnością sięgającą 700 nitów oraz tylnym podświetleniem diodami LED. To wszystko dopakowano nowymi systemami kontroli podświetlenia oraz technologią upscalingu, która ma świetnie dawać sobie radę z podnoszeniem jakości obrazu FHD do Ultra HD. Nie bez znaczenia jest też autorski system Local Dimming Ultra. W rezultacie AX900 nie analizuje przychodzącego sygnału wideo w tradycyjnych matrycach 3 x 3, ale w obrębie 5 x 5 pól miejscowego przyciemniania, a następnie dopasowuje poziom jasności każdego poszczególnego pola w zakresie wielu wartości.

Wisienką na torcie jest natomiast aplikacja mobilna, która pozwala na kalibrowanie ustawień telewizora lub wgrywanie otrzymanych wcześniej od kogoś ustawień (jeżeli w sieci szybko pojawią się pliki konfiguracyjne tworzone przez pasjonatów, będzie to hit. Jednak do tego potrzeba rozszerzenia tej funkcji na niższe modele). Nie zabrakło też oczywiście sztandarowych funkcji TV Anywhere, Info Bar, My Stream i innych, o których szerzej pisałem po konferencji Panasonic Convention w wiosną br.

Po co inwestować w LCD skoro jest OLED? Panasonic daje jasno do zrozumienia, że stworzył telewizor, który może śmiało rywalizować na tym polu z ekranami OLED. Zarówno pod względem kontrastu (i tym samym głębi obrazu) jak i odwzorowania kolorów. To po prostu rozwiązanie całkowicie pozbawione kompromisów - tak jakościowych jak i cenowych. Wczoraj prezentowano je w Warszawie, a we wrześniu miałem okazję podziwiać ten model podczas targów IFA i muszę przyznać, że robi piorunujące wrażenie, a wręcz pozwala się zakochać w jakości obrazu. Sęk w tym, że jest to miłość całkowicie platoniczna.

Czy to ma sens? Patrząc na AX900 z perspektywy zwykłego konsumenta, nie widzę najmniejszego - i piszę to jako posiadacz Panasonica AS650. Znacznie większe emocje budzą u mnie propozycje LG z segmentu OLED czy nawet zakrzywione ekrany Samsunga. Sęk w tym, że ten telewizor nie jest adresowany do zwykłych konsumentów, a raczej do ekstremalnych maniaków, którzy są gotowi na taki wydatek. To jednocześnie swego rodzaju laurka, którą Panasonic będzie mógł się chwalić przez najbliższy rok czy dwa, mówiąc: "Nie płaczcie za plazmami, nie patrzcie za OLED-ami, tylko spójrzcie co potrafimy wycisnąć z LCD!".

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

TVpanasonicSmart TVtelewizory