54

Ten nieszczęsny zakaz fotografowania (część II)

Wyciągasz aparat cyfrowy, robisz zdjęcie i nagle staje obok Ciebie urzędnik lub przedstawiciel służb mundurowych, żądając skasowania fotografii lub zapłaty za możliwość ich wykonywania? Jest duża szansa, że trafiłeś właśnie na kłamcę, złodzieja lub dyletanta. Jak się bowiem okazuje, mamy w Polsce do czynienia z mariażem nieznajomości przepisów, kulawego prawa i postsocjalistycznych sentymentów. A jeśli […]

Wyciągasz aparat cyfrowy, robisz zdjęcie i nagle staje obok Ciebie urzędnik lub przedstawiciel służb mundurowych, żądając skasowania fotografii lub zapłaty za możliwość ich wykonywania? Jest duża szansa, że trafiłeś właśnie na kłamcę, złodzieja lub dyletanta. Jak się bowiem okazuje, mamy w Polsce do czynienia z mariażem nieznajomości przepisów, kulawego prawa i postsocjalistycznych sentymentów. A jeśli można przy tym uszczuplić kieszeń naiwnego fotografika, to hulaj dusza, piekła nie ma!

Podsumowaniem poprzedniej części artykułu niech będzie niniejszy cytat:

Nie ma w polskim prawie aktu prawnego, który w sposób wyczerpujący regulowałby wszystkie związane z fotografowaniem problemy prawne. Na niektóre pytania, które pojawiają się w praktyce, prawo nie daje wręcz żadnej odpowiedzi. Pozostawia to duże pole do interpretacji, częstokroć zależnej w znacznym stopniu od okoliczności faktycznych danej sprawy. Rozważanie takich kwestii w oderwaniu od stanu faktycznego jest tym trudniejsze, że w sytuacjach, z którymi mają do czynienia fotografowie, bardzo często dochodzi do konfliktu ich praw i wolności z prawami innych osób (takimi jak prawo do prywatności, prawo własności, prawo do wizerunku, prawa autorskie i inne). (źródło)

Panowie z kolei mają nie po kolei?

Jak często zatrzymuje się fotografików na terenie dworców czy bocznic kolejowych, wiedzą przede wszystkim tak zwani „urban eksplorerzy” (o urbeksie szerzej pisałem tutaj), ale też zwykli turyści.

Zaczęło się od kilku niewinnych zdjęć, a skończyło się na komisariacie. Wrocławską plastyczkę spotkały nie lada kłopoty za to, że robiła zdjęcia na dworcu we Wrocławiu. (…) Pani Agnieszka wraz z mężem Leszkiem przyjechała na dworzec by odebrać z pociągu ojca. Cybulski poszedł zobaczyć, o której przyjeżdża pociąg. W tym czasie jego żona amatorskim aparatem chciała zrobić kilka zdjęć w holu dworca. (…) Według relacji Cybulskich, do kobiety podeszli policjanci i zażądali wyjaśnień, kto jej zlecił fotografie, kto za nie płaci, komu chce je sprzedać. Nie pomogło tłumaczenie, że zdjęcia robi, bo po prostu to lubi. (źródło)

Sytuacja ta miała co prawda miejsce aż pięć lat temu, jednak do dziś nie pozostaje wyjątkiem. Aparat fotograficzny czy kamera wywołują zaskakujące reakcje służb mundurowych – od policji, przez Służbę Ochrony Kolei, po prywatne firmy ochroniarskie. Oto przykład z roku 2011.

Chcesz zrobić zdjęcie lub nagrać wywiad na Dworcu Głównym PKP w Krakowie? Jeśli nie masz pisemnej zgody dyrekcji, zatrzyma cię ochrona dworca. Przekonał się o tym Konrad Myślik, publicysta, znawca Krakowa. W zeszłym tygodniu umówił się w budynku dworca PKP na nagranie wywiadu dla radia. Była to kolejna z serii rozmów poświęconych ciekawym miejscom w mieście, tym razem miała dotyczyć właśnie dworca. – Staliśmy wewnątrz budynku, na środku. W trakcie nagrania nagle podeszło do nas dwóch panów z firmy ochraniającej dworzec i oświadczyło, że na nagrywanie trzeba mieć zgodę dyrekcji dworca – opowiada Myślik. – Myślałem, że śnię! PKP jest przecież publiczną spółką, dworzec miejscem ogólnodostępnym, więc jaka zgoda?! Zresztą to był wywiad radiowy, nic nie filmowaliśmy. (źródło)

Jak się okazuje, w przypadku takich reakcji ze strony służb mundurowych, mamy do czynienia z jawnym nadużyciem i na upartego możemy z tym pójść do sądu, żądając stosownego zadośćuczynienia. Dlaczego? Otóż Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 23 listopada 2004 r. w sprawie przepisów porządkowych obowiązujących na obszarze kolejowym, w pociągach i innych pojazdach kolejowych usuwa podstawę prawną do wprowadzania zakazu fotografowania.

Wedle starego rozporządzenia odpowiedni zarządca (stacji, kolei, dworca etc.) mógł zabronić fotografowania, filmowania, a nawet… szkicowania obiektów ołówkiem! Za narysowanie wagonu w zeszycie w kratkę można więc było wylądować w areszcie. I choć brzmi to jak skecz Monty Pythona, pamiętać należy, że miniony system polityczny cierpiał na ciężki przypadek spiskowej teorii dziejów, w związku z czym osoba fotografująca dworzec, stację benzynową czy most po prostu musiała być szpiegiem działającym na rzecz wrednych imperialistów ze zgniłego Zachodu. Zapis ten jednak usunięty został 23 listopada 2004 roku (aż piętnaście lat po transformacji systemu politycznego!).

I choć milicja zmieniła się w policję, a i cały poprzedni system odszedł w niebyt, socjalistyczna mentalność została i pokutuje – właśnie w urzędach i pośród służb mundurowych. Tymczasem jednak nieznajomość prawa niezmiennie szkodzi – i to w tym przypadku urzędasom i krawężnikom usiłującym się na to prawo powoływać (oczywiście nie każdy urzędnik to urzędas, a policjant to krawężnik – mówię tylko o tych delikwentach, którzy próbują w bezprawny sposób nadużywać władzy powołując się przy tym na nieistniejące przepisy).

Tak więc odprowadzając na pociąg ukochaną cioteczkę możesz jej śmiało zrobić pamiątkowe zdjęcie, na tle nowego Pendolino. A co jak przybiegnie do nas pan ochroniarz, pani policjantka, SOK-ista lub znerwicowany zawiadowca? Proste. Poprośmy o podanie podstawy prawnej zakazu robienia zdjęć na dworcu na tle nowego Pendolino. Z pewnością jej nie znajdą. Za to my mamy prawo poprosić osobę „interweniującą” aby podała swoje imię i nazwisko oraz numer służbowy. Przyda się jak nic do napisania skargi. Jeszcze jedna ważna uwaga. Zdjęcia i sprzęt jest Wasz i nie ma najmniejszego powodu, aby „interweniującym” pokazać, że naprawdę zrobiliście zdjęcie cioci, a nie strategicznego transformatora z lat 60. (źródło)

Tu jednak wspomnieć należy o jednym poważnym zastrzeżeniu. Otóż paragraf 1. punkt 18. mówi, iż na obszarze kolejowym, w pociągach i innych pojazdach kolejowych zabrania się prowadzenia działalności gospodarczej, w tym prowadzenia akwizycji, handlu lub innej działalności zarobkowej, bez zgody zarządcy lub przewoźnika kolejowego.

Co to ma wspólnego z fotografią? Jak się okazuje, ma i to wiele. Przepis skonstruowany jest bowiem tak, że można podeń podciągnąć robienie zdjęć w celach zarobkowych. Warto o tym pamiętać. Jeśli robicie zdjęcie dworca, by podzielić się nim w sieci np. na Facebooku czy w serwisie sxc.hu, nikt nie ma Wam prawa tego zabronić. Jeśli jednak tę samą fotografię umieścicie na iStock czy Shutterstock, gdzie na publikowanych materiałach zarabiacie, może być to podciągnięte pod wspomniany paragraf (casus: Poznań).

Od kilku dni rzeczywiście nie można robić zdjęć wnętrza poznańskiego dworca, przynajmniej bez zgody dyrektora oddziału do spraw zarządzania rejonem dworców. Uzyskanie zaś zgody uzależnione jest od uiszczenia… opłaty. – Obowiązek zgłaszania zamiaru robienia zdjęć oraz dokonania opłaty dotyczą fotografów, którzy robią zdjęcia parom ślubnym albo też agencjom, które zamierzają nakręcić reklamę, korzystając z wnętrz dworca – tłumaczy Piotr Kryszak, rzecznik spółki PKP. (źródło)

Sęk w tym, że w momencie, gdy wykonujecie fotografię, nikt nie jest Wam w stanie udowodnić, że ma to cokolwiek wspólnego z działalnością zarobkową. Chyba że stalibyście z Polaroidem, robili zdjęcia turystom i na miejscu je sprzedawali. Słowem – jak to się obecnie mawia w wyższych kręgach podwórkowych, mundurowym, którzy próbują Wam zabronić wykonywania zdjęć na terenach kolejowych, możecie powiedzieć grzecznie, by turlali dropsa (ale powtarzam – grzecznie!). Pamiętać jednak musicie, że nie wszystko, co wolno Wam fotografować, wolno potem publikować. Między jednym a drugim istnieje spora różnica…

Ponadto pamiętać należy o dyferencji między obiektem użyteczności publicznej, jak dworzec, a obiektem zamkniętym, jak, dajmy na to, parowozownia. To, że możemy do woli fotografować obiekty kolejowe, nie oznacza, że wolno nam wkraczać bez pozwolenia na tereny zamknięte. Nie ma natomiast żadnych przeciwwskazań, by fotografować je z zewnątrz. W takim przypadku ani ochrona obiektu, ani policja nie może przedsiębrać żadnych kroków, by nam w robieniu zdjęć przeszkodzić. Co ciekawe, mamy również prawo fotografować mundurowych w trakcie ich pracy.

Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji powiedział, że „umundurowanego policjanta w miejscu publicznym można filmować, fotografować i nagrywać i nikt nie potrzebuje na to jakiekolwiek zgody”. (źródło)

 Ciąg dalszy jutro!