23

Telestartup – praca na odległość – Antypracy ciąg dalszy

Autorem tekstu jest Michał Śliwiński Trochę ponad rok temu Grzesiek poprosił mnie o napisanie felietonu o tym, jak to udaje mi się zarządzać moim startupem na odległość. Od tego czasu nasza firma trochę urosła (prawie dwukrotnie) i trochę więcej się nauczyłem w temacie prowadzenia biznesu na odległość. Z tego powodu chętnie zgodziłem się na napisanie […]

Autorem tekstu jest Michał Śliwiński

Trochę ponad rok temu Grzesiek poprosił mnie o napisanie felietonu o tym, jak to udaje mi się zarządzać moim startupem na odległość. Od tego czasu nasza firma trochę urosła (prawie dwukrotnie) i trochę więcej się nauczyłem w temacie prowadzenia biznesu na odległość.

Z tego powodu chętnie zgodziłem się na napisanie małej „aktualizacji” mojego poprzedniego artykułu. Co więcej, kilka tematów chciałbym bardziej zgłębić. Zacznijmy od podstawowego pytania:

Czy wy Ciągle nie macie biura? Kiedy Wy „dorośniecie”?

Biuro jest, bo tego wymaga prawo, Urząd Skarbowy, i takie tam… ale nikt do niego nie chodzi. Czyli nie mamy biura. Kiedy dorośniemy? Mam nadzieję, że nigdy, w myśl słów piosenki Alphaville: „I want to be forever young” :-)

W naszej firmie w najlepszym przypadku 2 osoby mieszkają w jednym mieście… a 1/4 firmy mieszka za granicą. Biuro nie ma sensu i im bardziej rośniemy, tym mniejszy sens będzie miało.

OK, jak już to sobie ustaliliśmy, czas przejść do aspektów praktycznych zarządzania kilkunasto-osobową firmą na odległość:

Nowe osoby muszą się przyzwyczaić

Wprawdzie już podczas rekrutacji pytam się nowych osób na ile wyobrażają sobie pracę z domu. Jaki to będzie miało wpływ na nich, innych domowników, partnera/partnerkę, dzieci, itd. Często osoby są bardzo podekscytowane tą możliwością, jednak pierwsze miesiące okazują się jednak dosyć „ciężkie”. Trzeba z nimi rozmawiać, wspierać, i dać czas. Po kilku miesiącach większość z ludzi nabiera tempa, ustawia sobie swoje nowe „stanowisko pracy” i jest bardzo zadowolona.

Dzielimy się „best practices”

Jestem fanem produktywności. Oprócz aplikacji, prowadzę o tym magazyn i video show… lubię testować różne techniki… i chociaż piszę o tym otwarcie na moim blogu, i tak chętnie omawiam je z moim zespołem podczas naszych cotygodniowych spotkań lub podczas naszych zjazdów firmowych.

Tak samo nakłaniam ich aby się dzielili swoimi spostrzeżeniami. Omawiamy techniki typu „pomidor”, „nie-kalendarz”, „filtry rodzinne”, „dzielenie dnia na pół” i inne. Dzięki temu dzielimy się własnymi doświadczeniami i uczymy się od siebie nawzajem.

Trzeba pozwolić zespołowi „wykumać” współpracę

To była dla mnie najfajniejsza niespodzianka podczas ostatniego roku pracy. Wprawdzie mieliśmy ustawione pewne systemy i kanały komunikacji w zespole takie jak Skype, Teamspeak, itd… ale nagle okazało się, że niektórym programistom fajnie się „siedzi na GTalku”, oprócz tego okazało się, że komentarze w Github są też świetną formą komunikacji… ja odkryłem nagle moc iMessage i Facetime i bardzo mocno go używamy podczas szybkich rozmów… czyli generalnie uczymy się nowych sposobów i patrzymy co działa a co nie.

Z tego większość takich sugestii wypływa od „nowych” w naszym zespole. Daje to powiew świeżości, inną perspektywę… i lepszą produktywność. Co więcej, niektórzy z nowych członków zespołu pracowali w mniejszych lub częściej większych firmach i wiedzą co i tam działało lub nie i chcą to próbować przenieść do nas, więc eksperymentujemy. Nie ukrywam, że bardzo lubię taką inicjatywę i widzę, że faktycznie można się ciągle jeszcze wiele nauczyć.

Regularne spotkania są bardzo ważne

Generalnie spotkania mają złą famę… i powinno się ich ilość minimalizować. Zgadzam się. Jednak regularne spotykanie się z kluczowymi ludźmi jest bardzo ważne. Z moim CTO i moją szefową działu wsparcia klienta „spotykamy” się na FaceTime raz w tygodniu. Z innymi współpracownikami raz lub dwa w tygodniu. Z każdym raz w miesiącu na koniec miesiąca.

To wprawdzie zabiera trochę czasu, ale jest bardzo ważne. Nagle w takiej rozmowie wypływają tematy, które nam umknęły „gdzieś między zadaniami”, a trzeba się nimi zająć. Pojawiają się nowe pomysły, nowe idee… i utrzymujemy „bliskość” między sobą pomimo „odległości”.

A jak Wy pracujecie na odległość?

Coraz więcej firm pracuje w ten sam sposób jak my, pewnie niektórzy z Was też… dajcie znać jak Wam idzie, co u Was „działa”, co się nie sprawdziło, jakie są Wasze doświadczenia. Chętnie odpowiem na komentarze i zgłębię więcej tematów w kolejnym felietonie.

Michał Śliwiński (@MSliwinski) jest właścicielem aplikacji internetowej do zarządzania czasem i projektami „Nozbe„, używanej codziennie przez dziesiątki tysięcy osób na całym świecie (głównie w USA i Japonii). Jego pasją jest produktywność, dlatego też wydaje darmowy magazyn „Productive! Magazine„. Ma ambitne plany, dlatego aktywnie poszukuje programistów (i osób od marketingu) do swojego „pracującego na odległość” zespołu. Jeśli chcesz spróbować pracy w jego zespole, daj znać!

Grafika.