5

Takich premier w telewizji nie będzie. I właśnie za to uwielbiam VOD

Kto z Was pamięta czasy, w których u każdego w domu na ławie w salonie znajdował się program telewizyjny i zakreślacz? Dziś zastąpiły je przepełnione listy "do obejrzenia", ale mamy być za co wdzięczni serwisom VOD.

No dobrze, może nie u wszystkich, ale u każdego zapalonego widza gotowego dostosować swój cały dzień pod seans nowego odcinka swojego ulubionego serialu albo telewizyjnej premiery filmu. Pokreślone tabelki z nazwami kanałów i programów oraz godziny emisji wspominam do dzisiaj, podobnie jak cotygodniowe ceremionały w godzinach, gdy oglądało się nowy epizod. Wspominam nawet zalążki sieci społecznościowych – dyskusja na GG ze znajomymi w trakcie wspólnego seansu Kryminalnych odbywała się w każdą niedzielę wieczorem. Później przez cały tydzień dany odcinek był omawiany, nie tylko Kryminalnych oczywiście, a spekulacji odnośnie wydarzeń w kolejnych nigdy nie brakowało. Fajne czasy.

Największe grzechy serwisów VOD – co jest do poprawki

Dziś to wszystko wyglą oczywiście zgoła inaczej. Gdy odcinki serialu są emitowane w takich odstępach, spore grono widzów decyduje się wstrzymać z ich oglądaniem, aż pojawi się ostatni i będzie można połknąć cały sezon w ciągu jednego weekendu. Są od tego wyjątki, bo raczej mało kto się powstrzymywał od seansu najnowszego odcinka Gry o tron, ale przy innych tytułach bywa to całkiem normalne. Wyobrażacie sobie jednak binge watching w telewizji? Maratony w ramówce od czasu do czasu się pojawiają, ale to chyba jedynie dobra okazja na nagranie kompletnego sezonu serialu na dekoderze, a nie pomysł na spędzenie całego dnia przed telewizorem z przerwami na reklamy.

VOD wręczyło nam swobodę, którą w największym stopniu doceniam za możliwość seansu o dowolnej porze, a nie w dowolnym miejscu. Nie żeby mi się nie zdarzało obejrzeć czegoś w drodze na tablecie, (bardzo rzadko) na telefonie, ale pieczołowitość, z jaką dzisiaj realizowane są seriale, po prostu zasługuje na to, by móc cieszyć się nimi w optymalnych (w miarę możliwości) warunkach. To właśnie dzięki VOD możemy oglądać seriale w 4K, bo to Netflix i Amazon zapoczątkowały tę rewolucję. Co prawda kanały telewizyjne w 4K istnieją, a Canal+ kręci wszystkie swoje produkcje właśnie w ultra wysokiej rozdzielczości, ale skala tego przedsięwzięcia nie może być porównywana z różnorodnością i rozmachem w ofertach serwisów wideo na życzenie.

Netflix i inne VOD zamęczyli rynek. Seriale pojawiają się i znikają

A kilka dni temu Hulu pokazało, że VOD może zrobić coś jeszcze, co dla stacji telewizyjnych jest wręcz niewykonalne. Sprawienie takiej niespodzianki widzom nie przyniosło by niczego dobrego, a w przypadku usługi VOD to prawdopodobnie najlepsze, co włodarze serwisu mogli zrobić. Mowa o wcześniejszej premierze wyczekiwanego nowego sezonu serialu Veronica Mars, który stał się dostępny tydzień wcześniej, niż zapowiadano. Wyobrażacie sobie okoliczności, w których premiera nowego odcinka Gry o tron w telewizji (bez dostępu na VOD) odbyłaby się na HBO tydzień wcześniej. Tylko niektórzy szczęśliwcy mogliby tego doświadczyć, a pozostali musieliby się obejść smakiem i liczyć na powtórkę. Przykrych komentarzy HBO na pewno nie by uniknęło. A w przypadku VOD to jedna z lepszych niespodzianek, jakie można sprawić widzom.