36

Netflix i inne VOD zamęczyli rynek. Seriale za szybko się pojawiają i za szybko znikają

Jak często słyszycie od swoich znajomych "nie mam co oglądać"? Mnie zdarza się to słyszeć dość regularnie, a co więcej... sam w ostatnim czasie wypowiedziałem tę frazę kilka razy podczas rozmowy. Nie ma to przecież większego sensu, skoro telewizja i VOD pękają w szwach od starszych i nowych tytułów. A może właśnie w tym problem?

Już dawno wyleczyłem się z potrzeby bycia na bieżąco. Wiem, że nie jestem w stanie obejrzeć, posłuchać i przeczytać wszystkiego, na co miałbym ochotę, więc proces selekcji odbywa się dość sprawnie i wybieram tylko te pozycje, które mnie w miarę szybko do siebie przekonają. W efekcie, przez dość długi czas udawało mi się dość sprawnie przebrnąć przez mnóstwo seriali czy filmów, jednocześnie nadrabiając starsze tytuły, które czekały na swoją kolej, ale nie pomijałem nowości, których… niestety przybywa w takim tempie, że wyzwaniem stało się nie tyle oglądanie tego wszystkiego, co nadążenie za kolejnymi zapowiedziami i zwiastunami.

A wystarczy spojrzeć na listę zapowiedzi tytułowego Netfliksa na jeden z ostatnich miesięcy. Podział na własne, oryginalne seriale oraz licencjonowanie treści pozwala łatwo zorientować się, jak wiele seriali i programów produkuje sama platforma (nie wszystkie na liście, ale większość). Oczywiście sporą część z nich można dość szybko odrzucić, ale na papierze interesująco prezentuje się co najmniej kilka tytułów. A dodajmy do tego niezwykle bogatą już bibliotekę wcześniej dodanych seriali na Netliksie oraz HBO Go i Prime Video oraz nowości w tych ostatnich. Szczególnie przypadek HBO Go odgrywa tutaj ważną rolę, ponieważ ostatnie kilka miesięcy to prawdziwe eldorado dla widzów dysponujących ogromną ilością wolnego czasu. Powtórzę: nie tylko nie jestem w stanie oglądać wszystkiego, na co miałbym ochotę, ale nie mogę już nadążyć za zapowiedziami i premierami, które czasem udaje mi się dodać do listy na później.

Polecamy: Nowości Netflix na maj – lista nowych filmów i seriali

Jako osoba starannie obserwująca rynek seriali od wielu lat jestem dziś gotów napisać, że od przybytku może zaboleć nas głowa. Unikanie niektórych platform lub ignorowanie licznych premier jest jakąś metodą, ale wtedy łatwiej o przeoczenie czegoś naprawdę dobrego. Nie zawsze też można zdać się na opinie i recenzje innych, to oczywiste, dlatego zawsze zachęcam Was byście wyrobili sobie własne zdanie dopiero po seansie i nim podzielili się w komentarzach. Wszystko dlatego, że i moja ocena nie zawsze pokrywa się z tą ogólnie panującą i gdybym nie zaryzykował, to nie bawiłbym się tak dobrze przez te 2 godziny (film) czy na przykład 10 godzin (serial).

Ale tempo, z jakim kręcone i dystrybuowane są teraz seriale, coraz bardziej utrudnia złapanie odpowiedniego balansu. Serwisy VOD nie chcą być aż tak zależne od wytwórni, więc zasilają katalogi podwójnie: licencjonowanymi tytułami oraz własnymi. Tych drugich ciągle przybywa, a gdy zaczniemy to wszystko mnożyć przez powstające usługi VOD, to sumaryczna liczba produkcji może wręcz przerazić. W 2018 roku powstało ponad 500 seriali w samych USA, a prognozy na ten rok nie są mniej optymistyczne.

Doskonale pamiętam okres, w którym cotygodniowa premiera nowego odcinka Lost czy Prison Break generowała gigantyczną ilość komentarzy i dyskusji. W sieci i poza nią. Dziś ten efekt, choć ostatnio w mało przyjaznym tonie, osiągają tylko produkcje pokroju Gry o tron. Jedynymi serialami Netfliksa, którym udało się coś podobnego, było House of Cards (2013 rok!), Stranger Things czy Dark. O niektórych obejrzanych serialach można dziś wręcz w mgnieniu oka zapomnieć, bo zaraz po finale można sięgnąć po kolejny, i kolejny, i kolejny…

Filmy Netflix dominują na rynku VOD i jestem zaskoczony tymi statystykami!

Niektórzy chcą nadążyć za Netfliksem, więc również produkują więcej i więcej. Inni porzucają emisję w telewizji i wybierają VOD, bo tam są widzowie, a rynek jest bardziej elastyczny, bo brak potrzeby ustalania godzinowej ramówki kanału TV daje sporą swobodę. Nie czuję się przymuszany do oglądania ani nie odczuwam wrażenia bycia w tyle, jeśli czegoś nie widziałem. Obawiam się jedynie, że taki dalszy pęd za poszerzaniem ofert spowoduje degradację jakości produkcji oraz wpłynie na sposób odbierania seriali przez widzów, którzy coraz rzadziej angażują się w to, co oglądają, bo nadrzędnym celem staje się łyknięcie jak największej liczby tytułów.