21

Tak, jadę do Gdańska!

Przemek w swoim stylu ogłosił na swoim blogu, że do Gdańska na zlot blogerów nie jedzie bo to będzie (i to napisane boldem) „mizianie się po majciorach”. Nie wiem w jakim Gdańsku na imprezie wcześniej byli „przedstawiciele Spidersweb” ale na BFG w zeszłym roku w którym miałem przyjemność brać udział nikt nikogo po „majciorach nie […]

Przemek w swoim stylu ogłosił na swoim blogu, że do Gdańska na zlot blogerów nie jedzie bo to będzie (i to napisane boldem) „mizianie się po majciorach”. Nie wiem w jakim Gdańsku na imprezie wcześniej byli „przedstawiciele Spidersweb” ale na BFG w zeszłym roku w którym miałem przyjemność brać udział nikt nikogo po „majciorach nie miział”. Wręcz przeciwnie ciśnienie skakało podczas paneli i było sporo adrenaliny. Powiem więcej te dyskusje był o wiele ciekawsze i bardziej ekscytujące niż konferencje i programy w których po raz sety dyskutuje się o tym czym są blogi i czy bloger różni się czymś od dziennikarza.

Na tego typu imprezy co BFG nie jeździ się wprawdzie po to aby coś załatwić, czy dogadać interes. Powód jest jeden i zawsze ten sam – ludzie. I nie chodzi tutaj o pierwszą piątkę wszędzie powtarzanych nazwisk ale o tych których się nie zna. Wtedy dopiero zaczyna robić się ciekawie – kiedy poznaje się ludzi z zupełnie inną pasją i zainteresowaniami (i wcale nie trzeba rozmawiać o blogach, dziennikarzach i reklamie).

Tak naprawdę ten z angielskiego zwany „networking” jest dla mnie zawsze priorytetem. Inaczej odpuściłbym sobie każdą branżową imprezę ponieważ dokładnie wiem co mają nam do powiedzenia szefowie portali, przedstawiciele VC i większość z dużych startupów. Najlepsze jednak są „smaczki” i „ciekawostki” jakich człowiek dowiaduje się poza oficjalną salą konferencyjną.

Jeśli natomiast chodzi o tych sarkastycznych i złośliwych przedstawicieli blogosfery, którzy są dokuczliwi i dość bezpretensjonalnie krytykują innych na każdym kroki, to na nich właśnie czekam. Spotkanie facet to face z wojownikiem z sieci i wymiana twardych opinii to coś co podnosi adrenalinę, której często brakuje kiedy jest się mistrzem klawiatury.

Trochę szkoda, że na konferencji nie będzie „Pierwszego polaka, który kupił coś w polskim iTunes” (przepraszam nie mogłem się powstrzymać:) ). Stara prawda jednak mówi, że „Niemal każdy usprawiedliwia taką namiętność, jaką dostrzega w sobie”