43

Szykujcie portfele, bo Disney+ jest usługą VOD, na którą warto czekać! Oto nasze wrażenia

Nowa usługa VOD Disney+ ma zaplanowany start dopiero jesienią, ale już teraz wystartował okres próbny na rynku holenderskim. Mieliśmy już okazję sprawdzić nowy serwis Disney'a w praktyce i na tym etapie można powiedzieć już jedno: zdecydowanie jest na co czekać, bo firma odrobiła pracę domową przed startem platformy.

Zaledwie miesiące dzielą nas już od kilku ważnych debiutów. Na rynku VOD jest coraz ciaśniej, a debiuty Apple TV+ i Disney+ tylko tę sytuację pogłębią. O ile Apple TV+ trudno będzie przez pewien czas nazwać usługą pierwszego wyboru, o tyle Disney+ będzie rywalizować z Netfliksem, Prime Video czy HBO Go właśnie o pierwszeństwo wyboru u użytkowników. Na temat oferty i aspektów technicznych pisaliśmy już wcześniej, ale tylko w teorii. Teraz nadszedł czas na praktykę, bo udało nam się skorzystać (dzięki Damian!) z wersji testowej Disney+, która wystartowała w Holandii. Po kilku godzinach spędzonych z nowym VOD jestem szczerze zaskoczony zwinnością serwisu i prostotą, jaką zastosowano przy jego projektowaniu. Ewidentnie widać inspiracje innymi usługami, ale trudno w tym zakresie wymyślić coś nowego, więc uznaję za plus zapożyczenie od konkurencji najlepszych rozwiązań.

Ponarzekam, a później błyskawicznie wykupię dostęp do Apple TV+

Jak wygląda i działa Disney+?

Ekran główny Disney+ to przede wszystkim kafelki sugerujące główne kategorie treści, jakie znajdziemy w ofercie. Przypomnę, że w rękach Disney znalazły się już takie marki i uniwersa jak Marvel i Star Wars, a także National Geographic, które dołączyły do portfolio produkcji Disney’a. W efekcie różnorodność i obszerność katalogu jest dość szeroka i jeśli wymienione przeze mnie przez chwilą sekcje są Waszymi ulubionymi, to na pewno będziecie mieli co oglądać i to przez pewien czas. Nie będę wymieniał wszystkich interesujących mnie tytułów, bo zajęłoby to po prostu zbyt dużo czasu – lepiej wyrazić tego, jak podoba mi się w tej chwili oferta Disney+ wyrazić się nie da, ale należy mieć na uwadze fakt, że choć Disney będzie dążyć do maksymalnego pokrycia się katalogu na wszystkich rynkach, to początkowo nie będzie to możliwe i takie kąski jak wszystkie animowanych X-Menów czy Spider-Mana mogą nie trafić na polski rynek, choć naprawdę bardzo bym tego chciał.

Interfejs jest czytelny, a odtwarzacz dość minimalistyczny, ale sprawdza się jak należy



Pod względem interfejsu i technikaliów, Disney+ wypada równie dobrze. Mozaika z grafikami, zupełnie jak na Netfliksie czy HBO Go, jest czytelna, a podstrony z konkretnymi filmami lub serialami oferują wszystkie niezbędne informacje na temat produkcji. W przypadku seriali zdecydowano się na rezygnację z rozwijanej listy, na której można by wskazać interesujący nas sezon – na przykładzie Wojen Klonów widzicie, że wyświetlane są od razu wszystkie dostępne serie, co utrudnia dotarcie do tych późniejszych, ale jednocześnie oferuje przegląd całego serialu za jednym spojrzeniem.

Jakość materiałów wypada znakomicie

Sam odtwarzacz, w którym będziemy spędzać najwięcej czasu, nie prezentuje się zbyt okazale pod względem wizualnym, bo np. pasek postępu to zwykła linia, a kontrolki sterowania są dość niewielkie. Taki minimalizm, w porównaniu do większych i raczej wygodniejszych w obsłudze przycisków na Netfliksie, trochę razi, ale do ich działania zarzutów nie mogę mieć, bo pauzowanie, zmiana języka i skok o 10 sekund sprawdzają się jak trzeba. Oczywiście, że dostępne jest okienko z miniaturką sceny po umieszczeniu kursora na pasku postępu – bardziej komfortowej metody na odnalezienie konkretnej sceny po prostu nie ma.

W przeglądarce nie sprawdzę niestety jakości 4K z HDR-em, którą obiecuje Disney, ale oceniając to, jak wygląda rozdzielczość 1080p Full HD od Disney+ pozostaję optymistą, ponieważ trudno mi się do czegokolwiek przyczepić. Kompresja nie jest widoczna nawet w skomplikowanych i dynamicznych scenach, a sam stream startuje w najwyższej jakości od samego początku odtwarzania. Część treści, głównie ta starsza, jest w tradycyjnym SD, a z tym niestety już nie da się zrobić.

Owszem, od kliknięcia na „Play” do rozpoczęcia seansu mija kilka długich sekund, ale raczej uważam to za kwestię związaną z wersją testową i/lub niedostępnością usługi w Polsce, niż za faktyczny problem platformy. Zauważyłem, że część produkcji posiada zakładki Extras, gdzie znajdują się usunięte sceny i zwiastuny, ale na obszerną zawartość pokrywającą się z bonusowymi treściami na wydaniach fizycznych nie ma co liczyć.

Wszystkie moje wrażenia dotyczą oczywiście przeglądarkowej wersji Disney+, gdyż ze względu na ograniczenia regionalne niemożliwe jest skorzystanie z usługi na telewizorze czy urządzeniu mobilnym. Webowa odsłona Disney+ daje nam jednak spory pogląd na to, czego możemy się spodziewać prawdopodobnie jeszcze przed następnymi wakacjami, bo debiut usługi nad Wisłą ma nastąpić wcześniej niż sądzimy, możliwe że wraz z zachodnioeuropejskimi krajami. Wyczekujemy też zapowiedzi oficjalnej ceny comiesięcznego abonamentu – 6,99 dolara może przełożyć się na 29,99 zł, choć nie jest to pewne, bo przelicznik w takich cennikach nie zawsze działa na tej samej zasadzie, co widać po kwocie 24,99 zł za Apple TV+.