32

Robienie szumu wokół głównej strony Google to tylko robienie z igły wideł

„Na głównej stronie wyszukiwarki Google nie będzie nigdy żadnych wyskakujących bannerów reklamowych.” – tak w 2005 roku zarzekała się pani Marissa Mayer, pracująca jeszcze dla firmy Google. Co się stało pod jej nieobecność? Wybuchł skandal, dotyczący własnego produktu Google’a – tabletu Nexusa 7, którego reklama zagościła w jednym z najdroższych miejsc reklamowych na świecie. Nie […]

„Na głównej stronie wyszukiwarki Google nie będzie nigdy żadnych wyskakujących bannerów reklamowych.” – tak w 2005 roku zarzekała się pani Marissa Mayer, pracująca jeszcze dla firmy Google. Co się stało pod jej nieobecność? Wybuchł skandal, dotyczący własnego produktu Google’a – tabletu Nexusa 7, którego reklama zagościła w jednym z najdroższych miejsc reklamowych na świecie.

Nie jest to pierwszy raz, gdy Google promuje własny produkt na głównej stronie wyszukiwarki. Podobnie było z pierwszym telefonem z systemem Android G1, jak również Nexusem One. Były to jednak reklamy składające się z jednej linijki tekstu, a w drugim przypadku naprawdę niewielkiej grafiki. Tym razem jednak, „Google przesadził”.

„Wyskakujący” Nexus 7 z dołu głównej strony wyszukiwarki widoczny jest jedynie dla mieszkańców Stanów Zjednoczonych, leczy wystarczy odwiedzić adres Google.com przez dowolne proxy, by zobaczyć to na własne oczy. Ponad nim widzimy slogan „The playground is open” i link odsyłający do sklepu Google Play, gdzie można zakupić tablet. Jak dla mnie, nic wielkiego. Dla innych, złamanie złożonej obietnicy.

Obietnicą miały być przytoczone na początku artykułu słowa Marissy Mayer, które zostały opublikowane na jednym z oficjalnych blogów Google’a, po tym jak ogłoszone zostało partnerstwo z firmą AOL. Ważne jest również to, że dotychczas Google nie odważył się na tak śmiałe promowanie czegokolwiek, ponieważ wspomniane reklamy smartfonów czy nawet „sugestia” skorzystania z przeglądarki Chrome, nie powinny być uznane jako właściwe reklamy. Być może Google doszedł do wniosku, że po rozstaniu z Marissą nie jest już zobowiązane do wywiązania się ze złożonej przez nią „obietnicy”?

Nie należy też tej sytuacji wyolbrzymiać – reklama nie jest nachalna, powiedziałbym raczej, że w „stylu Google” – krótko i treściwie. Zapewne za kilka-, kilkanaście dni zniknie i nikt nie będzie o niej pamiętał, aż do momentu, gdy na Google.com trafi kolejny produkt spod znaku tej firmy. To ich przestrzeń reklamowa, według niektórych najdroższa w całym Internecie, i według mnie mają prawo do swobodnego zarządzania nią. Oczywiście w granicach rozsądku.

Źródło, foto: 1, 2.