31

Radar premier, spersonalizowane listy odkryć tygodnia na Spotify. To jest to, na co zawsze czekałem

Spotify to dla mnie przede wszystkim ogromna baza muzyki. Od jakiegoś czasu zacząłem jednak doceniać algorytmy i funkcje, które ten serwis posiada. Dlaczego? Bo podsuwa mi naprawdę ciekawe dźwięki i wreszcie robi to dobrze.

Spotify używam od dnia polskiego startu, nigdy wcześniej nie mogłem przekonać się do usług streamingujących muzykę. Chwilę romansowałem z Deezerem, ale kosmiczny spam, który przychodził od niejakiej Eweliny skutecznie mnie do tej usługi zraził. Ja generalnie nigdy nie byłem „cyfrowy” jeśli chodzi o muzykę – choć oczywiście płyty CD to też cyfrowy format. Ale wiecie o co chodzi. Przyjemność z odfoliowywania nowego krążka, przeglądanie wkładki, namacalny nośnik. Wciąż kupuję płyty, głównie niszowych zespołów. Lubię stawiać je na półce, choć do kolekcjonera mi daleko.

Bezkres muzyki

Nie jestem zbyt otwarty jeśli chodzi o dźwięki, dlatego na samym początku trochę przeszkadzała mi baza utworów na Spotify. Ta oczywiście cały czas rośnie, również jeśli chodzi o niszową muzykę, której słucham. Nie ma tu wielu zespołów, wielu płyt na które czekam lub które lubię – ale sam czasem łapię się na tym, że znajduję tu projekty, których w życiu bym się w tak dużej usłudze nie spodziewał. Lubię też najpierw przesłuchać płytę na Spotify, a dopiero potem kupić ją na fizycznym nośniku.

Odkrywaj w tym tygodniu

O odkryciach, radarze premier i spersonalizowanych playlistach na Spotify pisaliśmy już na Antywebie, nie jest to więc żadna nowość. Początkowo nic z tych rzeczy nie działało jednak u mnie tak, jak trzeba. Podrzucanie utworów i kapel, które omijam szerokim łukiem nigdy nie jest dobrym pomysłem, a niestety na moim koncie tak to działało. Oczywiście rozumiem mechanizm, Spotify zapewne chce promować konkretnych artystów albo po prostu przy tak niszowej muzyce jaką jest Black czy Death Metal nie potrafi odpowiednio dobrać swoich propozycji. Coś jednak zmieniło się z końcem ubiegłego roku a od kilku tygodni działa to u mnie wręcz rewelacyjnie.

O co chodzi? „Odkrywaj w tym tygodniu” to lista odtwarzania podtykana użytkownikowi w każdy poniedziałek. Nowości nie grają tu pierwszych skrzypiec – przynajmniej jeśli chodzi o daty premier. Za to serwis potrafi czasem wręcz idealnie trafić w moje gusta, dzięki czemu nie muszę już sam szukać nieznanych mi zespołów. Po jednym numerze, który przy porannej kawie wpada mi w ucho, wchodzę na profil artysty, zapisuję cały album w swojej playliście, w wolnej chwili przesłuchuję i w większości przypadków jest to strzał w dziesiątkę.

Podobnie działa u mnie radar premier, który podrzuca mi „świeżynki”. Najnowsze zestawienie premier na moim koncie zaczyna się jednym z utworów fińskiego Wolfheart. Płyta ma swoją światową premierę dziś, 3 marca. To zespół z gatunku Melodic Death Metal, który często gościł i wciąż gości na moim Spotify. Trafiona propozycja? Jak najbardziej. Papierowe magazyny o muzyce już dawno przestały lądować na mojej półce, czytam coraz mniej recenzji na forach i specjalistycznych portalach traktujących o ulubionych gatunkach muzycznych. Podrzucenie mi Wolfhearta było więc idealnie dograne zarówno w czasie jak i w temacie moich muzycznych zainteresowań.

Radio utworu

Tu przyznaję, że zacząłem korzystać z tej funkcji niedawno, pewnie przez swoje gapiostwo. Wystarczy kliknąć prawym klawiszem myszy na utworze, wybrać odpowiednią opcję i serwis przenosi słuchacza na listę odtwarzania, gdzie teoretycznie powinny znaleźć się utwory podobne stylistycznie. Działa? Owszem, Insomnium, Dark Tranquillity, Mors Principium Est, Norther, Kalmah. Takie wyniki dostałem traktując jako bazę wspomniany wyżej nowy numer Wolfheart. Wyniki łapią się nurtu, w którym obraca się zespół – nie są to może strzały idealne, ale bez wątpienia trudno się do nich przyczepić. Wartości odkrywczej za dużej tu nie ma, praktycznie wszystkie z zaproponowanych utworów włączałem już na Spotify, ale funkcja sprawdza się idealnie jeśli chcecie poświęcić jeden dzień na podobne stylistycznie utwory.

Zapytacie pewnie dlaczego w ogóle o tym piszę. Dodając do tego typu funkcji w Spotify inne sieciowe usługi, w zasadzie nie ma sensu szukać nowej muzyki w innych miejscach. Wystarczy dodatkowo zasubskrybować kanały YouTube wytwórni muzycznych oraz ich profile na Facebooku. Do tego profile własne zespołów, na których płyty oczekuję i mam najświeższe info podane na tacy. Wyświetli mi się ono szybciej niż znajdę je w działach muzycznych większych lub mniejszych portali. Odpada bowiem element ludzki, czyli redaktor/bloger, który przeniesie swoje odkrycie w inne miejsce sieci. Jestem więc na bieżąco, co w przypadku słuchania podziemnej muzyki metalowej tak naprawdę nigdy nie było tak proste. Pamiętam czasy zamawiania kaset, oczekiwania na przesyłkę, polowania na periodyki muzyczne czy dowiadywanie się o nowych wydawnictwach przez flyersy dodawane do zamówionych płyt. Wciąż oczywiście jest głębokie podziemie, które na swój sposób gardzi nowinkami technicznymi, ale tu każdy miłośnik takiej muzyki ma swoje sposoby na dotarcie do dźwięków.

Żałuję tylko jednego

Moje 19,99 zł nie dociera do twórców. Stawki dla artystów w usługach streamingujących muzykę są wciąż śmieszne, dlatego cały czas kupuję płyty. Nie uważam jednak, by tego typu wirtualne miejsca i usługi miały branżę muzyczną zabijać. To po prostu kolejny sposób na dotarcie do odbiorcy. Kto ma kupować płyty i tak będzie je kupował, niezależnie od tego czy Spotify lub Tiidal będą na rynku obecne. Mnie natomiast cieszy, że poza dostępem do muzyki, gdzieś tam w Spotify jest mały wirtualny doradca, który wyszukuje dla mnie muzykę – dzięki stary, odwalasz kawał dobrej roboty.