22

Strony internetowe mają działać jak aplikacje, również offline

Przeglądacie strony internetowe w pociągu. Trafiacie na ciekawy sklep, a więc buszujecie po jego ofercie, wczytując kolejne podstrony z poszczególnymi produktami. W końcu któryś z linków przestaje działać – pojawia się błąd 404 (lub inny). Nerwowo ściągacie pasek stanu – no tak, znowu urwało zasięg. Przez następne pół godziny jedyne, co możecie oglądać to drzewa […]

Przeglądacie strony internetowe w pociągu. Trafiacie na ciekawy sklep, a więc buszujecie po jego ofercie, wczytując kolejne podstrony z poszczególnymi produktami. W końcu któryś z linków przestaje działać – pojawia się błąd 404 (lub inny). Nerwowo ściągacie pasek stanu – no tak, znowu urwało zasięg. Przez następne pół godziny jedyne, co możecie oglądać to drzewa za oknem.

Taki scenariusz z pewnością nie jest nikomu obcy. Niebawem może jednak odejść w niepamięć, bo strony internetowe mogą zacząć działać w zupełnie inny sposób. Wszystko sprowadza się do projektu Google’a (a kogóż innego…) o nazwie Service Workers. Przyświeca mu idea mówiąca, że lepiej załadować cokolwiek niż nic. Tym samym z internetu przyszłości miałyby zniknąć całkowicie błędy typu 404 – a przynajmniej te spowodowane brakiem dostępu do sieci.

Na czym polega pomysł?  Podczas konferencji O’Reilly Velocity jeden z inżynierów Google’a, Alex Russell przedstawił rozwiązanie, które pozwala stronom internetowym zapisywanie pewnych dokumentów lokalnie. Nie miałoby to mieć jednak takiej postaci jak obecnie, kiedy w pamięci podręcznej głównie znajdują się obrazki. Nowa technologia miałaby obejmować całe witryny włącznie z materiałami multimedialnymi. Słowem, internet działałbym na zasadzie aplikacji. W rezultacie, w przypadku utraty połączenia z siecią załadowywalibyśmy starszą wersję strony, zapisaną wcześniej w pamięci zamiast otrzymywać komunikatu o błędzie.

Na tym korzyści Service Workers się nie kończą. Zapisywanie większej liczby treści offline znacząco przyśpieszyłoby proces wczytywania witryny. W pierwszej kolejności wyświetlana byłaby bowiem zawartość offline, a następnie dopiero algorytm wykrywałby zmiany i dokonywał aktualizacji. Koniec z czekaniem na załadowanie pojedynczego obrazka tylko po to, żeby móc przejrzeć to, co znajduje się poniżej.

Oczywiście rozwiązanie to jest jeszcze w powijakach i Google cały czas pracuje nad jego udoskonaleniem. Pomysł podłapało też konsorcjum W3C, bo pojawił się on na ich stronach jako szkic (draft). Do zaimplementowania go jako standardu kolejnej wersji HTML jeszcze długa droga, ale wyczerpująca dokumentacja i konkretny pomysł dają nadzieję na to, że doczekamy się internetu działającego offline – jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało.