57

Centra polskich miast bez aut z silnikami spalinowymi. Tak to widzi Ministerstwo Energii

centrum Warszawy i wieżowce
Ciekawe doniesienia pojawiły się o poranku w polskich mediach: politycy i urzędnicy planują ponoć uwolnienie centrów polskich miast od samochodów zasilanych ropą i benzyną. Krok odważny, przez niektórych pewnie wyczekiwany, ale inni stwierdzą, że to przesada - zwłaszcza, jeśli do zmian miałoby dojść w bliższej przyszłości. A to nie koniec propozycji Ministerstwa Energii, które mają sprawić, że na nasze drogi trafi zapowiedziany wcześniej milion aut elektrycznych...

Strefy niskoemisyjne w centrach miast, jak Polska długa i szeroka. News pochodzi z Dziennika Gazety Prawnej i jest dzisiaj powtarzany, bo to dość ważna kwestia. Dotyczy milionów Polaków, którzy każdego dnia przemieszczają się samochodem z silnikiem spalinowym i robią to, przynajmniej przez chwilę, w centrum miasta. Powinien na siebie zwrócić uwagę pomysł, by wjazd do tych centrów miały wyłącznie auta niskoemisyjne – głównie elektryki.

DGP nie opiera swego tekstu na przeciekach czy wróżbach – odwołuje się do dokumentu zatytułowanego Krajowe ramy polityki rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych. Na stronie Ministerstwa Energii czytamy, że:

Krajowe ramy polityki formułują cele i instrumenty wsparcia dla rozwoju rynku i infrastruktury w odniesieniu do energii elektrycznej i gazu ziemnego w postaci CNG i LNG stosowanych w transporcie drogowym oraz transporcie wodnym.[źródło]

Jest projekt, jest też możliwość zgłaszania uwag do niego (termin upływa jutro). Chociaż dziennikarze skupiają się a jednym wątku, wskazują palcem na strefy niskoemisyjne, trzeba podkreślić, że dokument jest znacznie bardziej rozbudowany. Pokazuje obecną sytuację na rynku paliw alternatywnych, cele, jakie należy osiągnąć i sposoby ich realizacji. Tych ostatnich jest naprawdę dużo. Część wymaga wprowadzenie zmian w ustawach, część napisania nowych ustaw. Czytamy np. o wyłączeniu sprzedawców usług ładowania samochodów elektrycznych z obowiązku posiadania koncesji na obrót energią elektryczną.

Instrumentów wsparcia, wśród których znajdziemy strefy niskoemisyjne, wymienia się aż 9. To m.in. możliwość korzystania z buspasów przez pojazdy niskoemisyjne, bezpłatne parkowanie w strefach objętych parkomatami, wprowadzanie elektryków do przedsiębiorstw realizujących usługi publiczne. Na to ostatnie z pewnością liczy Ursus, który ma w planach tworzenie niskoemisyjnych pojazdów o szerokim, „miejskim” zastosowaniu. Są też instrumenty podatkowe, a wśród nich brak akcyzy na pojazdy elektryczne, korzystniejsza amortyzacja podatkowa czy zwolnienie ładowarek z podatku od nieruchomości. Sporo tego.

Wszystko po to, by realny stał się plan, o którym już kiedyś pisałem: obecna władza, głównie ministrowie rozwoju i energii, chcą rewolucji na naszych drogach, zapowiadają milion elektryków za dekadę (pojawił się nawet pomysł, by pojazd tego typu tworzyły rodzime firmy energetyczne). Swego czasu wyśmiałem te założenia (nie byłem w tym odosobniony), ale widać, że politycy nie żartują – w przywołanym dokumencie znaleźć można prognozy (bardziej plany) wzrostu liczby pojazdów elektrycznych w naszym kraju w kolejnych latach. I rzeczywiście: w roku 2025 ma być ich ponad milion. Połowa tej wartości powinna zostać osiągnięta dwa lata wcześniej.

Te plany brzmią bardzo ciekawie w kontekście tekstu, który opublikowałem kilka godzin temu – dotyczył sporu Elona Muska, szefa Tesli z przedstawicielem biznesu wydobywczego, węglowego barona. Ten ostatni uważa, że Tesla to przekręt, podobne zdanie ma pewnie na temat całego segmentu elektryków. Nie brakuje osób podzielających tę opinię, sceptyków znaleźlibyśmy także w Polsce, ale najwyraźniej nie we wspomnianych ministerstwach. Mamy ciekawą sytuację, w której postwi się na elektryki, strefy niskoemisyjne i… węgiel jako główne źródło energii.

Osobiście uznaję strefy niskoemisyjne za doby pomysł, podobnie odnoszę się do innych pomysłów zwartych w przywołanym dokumencie. Nie ma jednak sensu dokonywać radykalnych zmian – wystarczy wypędzić z centów miast samochody stare, które stanowią totalne zaprzeczenie zielonego transportu. Warto inwestować w nowoczesną komunikację miejską, edukować ludzi, rozwijać infrastrukturę, tworzyć możliwości rozwoju car sharingu i to w różnych formach. To lepsze niż ewentualne wprowadzenie przepisów lub furtki dla przepisów, które potem będą przeklinane przez miliony.