13

Stranger Things 3 vs Dark 2 – starcie tytanów

Jak to jest być fanem seriali Dark oraz Stranger Things? Bardzo, bardzo ciężko. Trudno mi jest oprzeć się wrażeniu, że powinienem wybrać lepszą produkcję w tym zestawieniu. Choć pomieszanie z poplątaniem rodem z Winden uwielbiam, tak mimo wszystko historia Hawkins ruszyła mną bardzo mocno. Obydwa seriale są na pewno dobre, ale... który jest lepszy?

To niesamowicie trudne pytanie. Szczególnie dlatego, że Stranger Things i Dark bardzo się między sobą różnią. Na obecnym etapie rozwoju obydwu produkcji wskazanie jednoznacznie lepszego obrazu będzie zasadniczo niemożliwe (bo to tak, jakby porównywać geparda z krokodylem), ale już ostatnie sezony śmiało można ze sobą zestawić. Obydwa wygenerowały u mnie nieco inne emocje, zagrały na nieco innych uczuciach i pozostawiły po sobie odrobinę różne odczucia.

W tym miejscu zaczynają się spoilery dla 2 sezonu Dark oraz Stranger Things 3. Jeżeli nie oglądałeś – czytasz dalej na własną odpowiedzialność!

Zacznę odrobinę niespodziewanie, bo od zakończeń obydwu produkcji. I tutaj Dark 2 wypada absolutnie blado. Jonas wraca do swojego czasu, spotyka się wreszcie z Martą, która urwała się z bunkra i wpada… Adam (dużo starszy Jonas), który strzela jej prosto w brzuch. Dlaczego? Bo bez tego Jonas nie stanie się Adamem. Dochodzi do apokalipsy, jednak tuż przed zmieceniem Joana z powierzchni ziemi pojawia się… Marta, która przybywa z innego wszechświata. Wskazuje na to miniaturowy Apparatus, który pozwala na manipulowanie przyszłością, teraźniejszością, przeszłością i… wymiarami (zamiast 3 nastawników, są obecne 4). Baran Bo Odar nie mógł w mocniejszy sposób zaakcentować pewności pojawienia się trzeciego sezonu tego przełomowego według mnie serialu.

Zobacz także: Dark – sezon drugi. Żałuję, że obejrzałem go tak szybko

Niestety, traci na tym jakość samego zakończenia. Jeżeli ktoś oczekiwał happy endu, musiał mocno się rozczarować w ostatnich minutach drugiego sezonu Dark, który był obietnicą czegoś odrobinę lepszego i jednocześnie, czegoś jeszcze bardziej pogmatwanego. Końcówka dodatkowo komplikuje historię: jeżeli do tego wszystkiego mają dołączyć wieloświaty, to zaczynam się obawiać o sezon numer 3. Czy dalej będzie zjadliwy? No i sama śmierć Marty i jej późniejsze „zmartwychwstanie”. Czy to aby nie zbyt banalne?

Stranger Things 3 zakończeniem natomiast wgniata w fotel

Tam zakończenie jest odrobinę jak szarlotka. Z szarlotką mam natomiast tak, że tak bardzo jak wiem, że nie mogę jej zbyt dużo jeść, tak mimo wszystko pożeram kolejne kawałki, bo cieszy mnie dopóki się nie skończy. Bracia Duffer tak dobrze rozegrali rozwój poszczególnych postaci (oraz wprowadzenie innych do historii), że końcówka po prostu robi miazgę z nabiału. Uwielbiam Dustina (rrrrr!), tego malutkiego, bezzębnego, genialnego, osobliwego nieogara, który w kluczowym momencie 3 sezonu uratował swoich przyjaciół i po raz pierwszy pokazał prawdziwą, pozbawioną lęku odwagę. Był gotowy poświęcić się dla swoich przyjaciół. Pamiętacie scenę z nugatem?

Dustin odegrał również niesamowitą rolę w zakończeniu dokonując niepowtarzalnego „performance’u” z Suzzie. Neverending Story w ich wykonaniu to… właściwie również zapowiedź kolejnego sezonu Stranger Things (bo przecież ta historia nie może się tak zakończyć, prawda?). I nie, Suzzie wcale nie spowodowała „śmierci” Jima, która w sumie wcale nie jest taka oczywista („zostaw Amerykanina…”). Sceny pożegnań bohaterów to również swego rodzaju zapowiedź: innego Stranger Things. Dzieciaki dorastają, konwencja oparta na niesamowitych przygodach podrostków przestanie działań i w wielu aspektach nastąpi „udoroślenie” produkcji. Pytanie tylko w jakim kierunku to pójdzie…

A zatem, w kontekście jakości zakończeń bezsprzecznie wygrywa Stranger Things 3. Trzeci „Dark” będzie musiał tutaj odrobinę nadgonić.

Świat przedstawiony – pytanie tylko jak?

Tutaj mam spory dylemat. Dlatego? Bo lata osiemdziesiąte w Stranger Things 3 mają mnóstwo uroku. Mało tego, twórcy świetnie wplatają w serial wydarzenia z popkultury, które w Stanach Zjednoczonych elektryzowały tamte społeczeństwo. Nowa Cola? Boom na centra handlowe i upadek małych, amerykańskich biznesów? Świąteczne festyny w małych miasteczkach? Kampania prezydencka? Gry automatowe? Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. To ma swój klimat – co prawda dla nas odrobinę obcy, ale mimo wszystko – pociągający.

Również idąca za tym stylistyka, muzyka to istny majstersztyk w opowieści braci Duffer. Nastka buszująca po sklepach przy frywolnych dźwiękach „Material Girl” to mimo wszystko coś więcej niż tylko scena. To również symbol, sygnał. Jedenastka z mocno zagubionej dziewczynki przeistacza się w kobietę, doprowadzając do tego, czego tak bardzo bał się Jim Hopper. Wrażenie dotyczące tej przemiany jest tak mocne, że skutecznie przyćmiewa nawet kwestię związku Mike’a z Nastką.

Stranger Things

Reszta kreacji świata przedstawionego to już oczywiście typowe Stany Zjednoczone. „Inne”, piękne samochody, gloria w kierunku „wszystkiego naj”, konsumpcjonizm i wyraźny podział: na ludzi, „którzy nie wiedzą”, stanowiących tło całej historii oraz grupkę umoczoną w rozgrywającym się dramacie.

Sezon drugi Dark proponuje nam natomiast już nieco więcej futuryzmu (oraz historii alternatywnej), nieco po macoszemu odnosząc się do lat dwudziestych ubiegłego wieku. Doskonale wiemy, co stanie się tuż po apokalipsie w Winden i jakie tego będą skutki. Odwołanie do lat osiemdziesiątych były… ale nieco gorsze niż w sezonie pierwszym. Realia ówczesnej RFN są nam zdecydowanie bliższe i to właśnie one do mnie przemówiły najbardziej. I te sceny z „jedynki” – dziecięcy pokoik, morderczy wehikuł czasu i Nena.

Baran Bo Odar w drugim sezonie nie parł już tak mocno na odwołania do popkultury, bo na tapecie miał nieco inne zadanie: najważniejsze było wyjaśnienie zawiłości, które wytworzyły się w pierwszym sezonie. Przeskoki między czasami niekorzystnie wpłynęły na wchłonięcie przez odbiorcę konkretnej stylistyki – cała historia wręcz na to nie pozwala. Przy okazji, twórcy serii mają mnóstwo miejsca na improwizację, szczególnie w kontekście czasu przyszłego. To pewnie będzie kontynuowane również w zakresie wieloświatów, które w „trójce” będą grać główną rolę.

W zakresie świata przedstawionego postawię na „umowny remis”, ale tylko dlatego, że twórcy serii mieli zupełnie inne zadania do zrealizowania w porównywanych sezonach. I trudno mi jest tutaj orzec coś jednoznacznego. Choć cały czas brakuje mi nieco klimatu lat osiemdziesiątych w Dark 2.

Historia – czyli nie samą stylistyką człowiek żyje

Ponownie trudny wybór. Drugi sezon Dark skupia się na wyjaśnieniu pytań, na które twórcy musieli odpowiedzieć, by zachować jakość całej historii. I tutaj absolutnie się nie zawiodłem. Było sporo zaskoczeń: Elizabeth jako matka Charlotte, Adam jako dużo starszy Jonas Kahnwald, Noah jako ojciec Charlotte i jednocześnie wybranek Elizabeth… to wszystko jest zdrowo „pomieszane”, żeby nie powiedzieć brzydko.

Przeczytaj także: Stranger Things 3 – jedni będą zachwyceni, inni się wynudzą

Najmocniejszym punktem Dark jest to, że Baran Bo Odar bardzo mocno trzyma się szczegółów. Jak napisałem w recenzji drugiego sezonu:

Najmocniejszym według mnie detalem jest to, że data premiery drugiego sezonu Dark (21.06.2019) zbiega się z datą samobójstwa Michaela. Gdy człowiek sobie to uświadomi, to ma nieprzyjemne ciary na plecach. Jak wiele jeszcze rzeczy twórcy tej serii tak dobrze przemyśleli?

Gdy uświadomiłem sobie kunszt twórców uwidaczniający się w tym „zbiegu okoliczności”, miałem na plecach bardzo nieprzyjemny dreszcz. Ale i skłoniło to mnie do tego, by obejrzeć ten serial po raz drugi, trzeci, przeszperać Redditowe fora odnoszące się do Dark. Uwierzcie mi, że dawno, dawno nie było serialu, który skłoniłby mnie do wysiłku intelektualnego. No, może poza serią House M.D., dzięki której miałem mnóstwo chęci do tego, by zapoznawać się z trudnymi przypadkami medycznymi. Tak dla sportu – bo miałem nudne studia.

Poznaliśmy grupę Sic Mundus, której cele według mnie są odrobinę niezrozumiałe. Zapoznaliśmy się z działaniami „drugiej strony barykady”, czyli Claudii i reszty jej świty. Otrzymaliśmy dokładnie to, czego się spodziewaliśmy, ale… zabrakło dobrej klamry na samym końcu. Tak, jakby Baran Bo Odar zrezygnował z jakiegoś zakończenia na krótko przed kręceniem końcowych scen. Albo tak, jakby nie miał pomysłu na to, jak rozegrać to dalej.

Jak jest natomiast ze Stranger Things 3? Jest tak, jak trzeba – w dalszym ciągu jest to opowieść o skutkach otwarcia „drugiej strony”, jednak implikacje tego faktu są już znacznie szersze. Szalejący na terenie Hawkins Rosjanie (jak oni, do ciężkiej cholery przewieźli tyle sprzętu na teren USA?!), dzieciaki penetrujący radziecki kompleks – to wszystko wydaje się czasami niedorzeczne, wręcz infantylne. Ale widz to ogląda z uśmiechem i ekscytacją. Czy Steve i Robin zostaną uratowani przez Dustina i Erikę? Co stało się z mocami Jedenastki i czy w ogóle je odzyska?

Ale Stranger Things 3 to zupełnie inna półka – to serial przygodowy z elementami horroru i science – fiction, osadzony w latach osiemdziesiątych. Nie bez powodu – bracia Duffer mieliby problem ze zbudowaniem odpowiedniego klimatu w naszych czasach, kiedy to nie potrzebujemy krótkofalówek, by komunikować się ze sobą błyskawicznie. Mnóstwo problemów z trzeciego sezonu moglibyśmy rozwiązać w dosłownie try miga (Ok, Google, ile wynosi stała Plancka?).

Stranger Things

[/okladka] Stranger Things

W trzecim sezonie Stranger Things od historii dużo ważniejsze było przeniesienie niektórych bohaterów opowieści na zupełnie nowy poziom. Billie odrobinę „niechcący” stał się głównym antagonistą za pomocą łupieżcy umysłów. Wreszcie rozwinął się Dustin, w którym drzemie ogromny potencjał. Mike stał się emo-nastolatkiem z problemami z okiełznaniem i tak trudnej partnerki (a taką jest bez wątpienia Jedenastka). O Jedenastce napisałem już wcześniej – to jedna z ciekawszych metamorfoz w serialu. Dziewczynka z ogromnymi problemami ze zrozumieniem bardzo subtelnych społecznych zależności zdaje się nieźle funkcjonować i w związku i w przyjaźni. Co więcej, przywiązuje się, odróżnia dobro i zło, a także cierpi po stracie Jima.

Taka mieszanka powoduje, że trzeci sezon Stranger Things ogląda się naprawdę dobrze i indywidualny rozwój każdej z postaci po prostu cieszy.

Co jest lepsze? Stranger Things 3, czy Dark 2?

Gdybym miał wskazać na serial, który wciągnął mnie bardziej, to byłby to Stranger Things 3. Jednak w kontekście „uroku” historii i wysiłku intelektualnego, wygrywa Dark 2. Wskazanie jednoznacznie lepszej produkcji jest już nawet nie trudne, a po prostu niemożliwe, z uwagi na specyfikę obydwu tytułów.

Napiszcie w komentarzach, który serial podobał się Wam bardziej!