63

Dwie dekady temu Steve Jobs wrócił do Apple. Bez niego ta firma nie ma sensu?

Wczoraj media informowały o ciekawej rocznicy: dwie dekady temu Apple kupiło firmę NeXT. Korporacji nie zależało jednak na samym przedsiębiorstwie - ważny był jego szef, Steve Jobs. Współzałożyciel Apple, który został z firmy usunięty w połowie lat 80. XX wieku. Początkowo miał być kimś w rodzaju konsultanta, ale szybo przejął stery w "swoim" biznesie. Większość z Was pewnie wie, co działo się później: Apple pięło się na szczyt, a dzisiaj jest prawdziwym gigantem. Nie brakuje jednak opinii, że korporacja powtarza stare błędy. Tym razem jednak nie ściągną Jobsa, by ratował firmę.

Steve Jobs umarł ponad pięć lat temu. Nie brakowało wówczas głosów, że dla Apple to koniec, że bez szefa-wizjonera stanie się zwykłą firmą, straci magię, a w efekcie i klientów. Pamiętam, że rok po śmierci legendarnego CEO pisałem na AW, iż takie opinie są przesadzone: Apple będzie się rozwijać i rosnąć w siłę. Miałem rację. Przynajmniej pod względem podkręcania zysków. Z każdym kolejnym rokiem korporacja poprawiała wyniki i szokowała świat. A jak mają się sprawy, gdy mowa o rozwoju? Cóż, tu zdania są już podzielone. Jedni będą przekonywać, że firma nadal zmienia sektor IT, świat elektroniki użytkowej, drudzy wskażą na kilka dziwnych/oryginalnych pomysłów i spytają, czy tak wygląda postęp.

Temat poruszam z jednej strony z uwagi na wspomnianą dwudziestą rocznicę powrotu Jobsa do Apple, a z drugiej ze względu na tekst, na jaki trafiłem parę dni temu. Ten skupiał się na obecnych problemach firmy. Autor dowodzi, że są one podobne do tych sprzed dwóch dekad. Co prawda wyniki finansowe Apple w obu tych okresach są skrajnie różne, lecz to nie kończy wątku. Autor stwierdza, że jednym z największych problemów firmy w tamtym okresie była przerośnięta oferta. Apple robiło zbyt dużo i bez sensu. Gdy Jobs wrócił, zamknął wiele projektów i linii produktowych, zwolnił rzeszę ludzi. Pomogło? Pomogło.

Jeśli przyjrzymy się teraz portfolio korporacji, okaże się, że… znowu puchnie. Są tam dziesiątki pozycji i klient może się zacząć gubić. Większym problemem jest jednak to, że zarówno sprzęt, jak i oprogramowanie, zaczynają mieć wady. I to bardzo widoczne. Autor wymienia konkretne urządzenia czy serwisy i wskazuje na ich braki albo zwyczajne pomyłki. Naciągane? Niekoniecznie – przecież o tym pisze i mówi się od kilku kwartałów. Sami poświęciliśmy w tym roku sporo wpisów dziwnym decyzjom Apple, ich ostatnie premiery wzbudzały nierzadko konsternację. Korporacja pokazywała niedokończone produkty albo skupiała się na jakichś banałach.

Steve Jobs pewnie by na to nie pozwolił – podejrzewam, że nie zabraknie takich głosów. Ktoś stwierdzi, że legendarny CEO dzisiaj powtórzyłby kroki sprzed dwóch dekad: odchudził ofertę, pozamykał niektóre projekty i zwolnił ludzi. Nawet swoich starych znajomych i podwładnych, którym ufał. Bo bez niego „nawywijali”. Ale czy rzeczywiście tak by się stało? Ciągle chodzi za mną pytanie, czy pod rządami Jobsa Apple robiłoby coś inaczej. Jasne, można dzisiaj wskazywać na niedoskonałości produktów Apple, na dziwne rozwiązania i nie do końca przemyślane kroki. Jednak, czy Steve Jobs tworzył produkty idealne?

Jestem przekonany, że zestawienie niedoskonałości urządzeń czy serwisów moglibyśmy z powodzeniem zrobić za życia współzałożyciela firmy. Czas mija, więc zapomina się o wpadkach, jakie firma zaliczała, gdy przez kilkanaście lat sterował nią Steve Jobs. To nie był człowiek nieomylny, do tego nie mógł wszystkiego dopilnować. Firma zalicza wpadki teraz, zaliczała je i 6-10 lat temu. Ale czy wtedy ktoś pisał, że potrzebny jest jej Jobs? Nie, on tam był i czarował. Może właśnie tego brakuje najbardziej: człowieka od czarowania, który wyjaśni niedowiarkom, że Pencil powinien być ładowany właśnie tak, a masa przejściówek w kieszeni czy torbie to nic nadzwyczajnego. W takim przypadku nie ma jednak sensu pisać, że Apple ma kłopoty na polu technologii czy projektowania.

Nie wiemy, co robiłby Steve Jobs i nigdy się tego nie dowiemy. Widzimy natomiast, że Apple zarabia krocie w każdym kwartale. I będzie to robić. Słuchawki Air Pods, które wywołały spore emocje, nawet kontrowersje jeszcze przed wejściem na rynek, mogą przynieść firmie większe pieniądze, niż tak celebrowany Watch. Na to trzeba zwracać uwagę: na zwykłym gadżecie, słuchawkach, firma będzie w stanie wykręcić wyniki, które dla innych graczy są sufitem. Jasne, to nie oznacza, że firma wciąż jest na topie pod względem innowacji, że jest pionierem i liderem. Ale jednocześnie trudno stwierdzić, że biznes się kończy. Wspominałem wczoraj, że gracz ostrzy sobie zęby na Indie, które mogą mu przynieść górę pieniędzy. A gdy zarobi tam, znajdzie kolejne rynki, gdzie sprzeda produkty z logo nadgryzionego jabłka. To się szybko nie skończy…


Niedawno uruchomiliśmy serwis z Pracą w IT! Gorąco zachęcamy do przejrzenia najnowszych ofert pracy oraz profili pracodawców