Felietony

Bez satelitów Starlink v2 cały projekt internetu z kosmosu nie zadziała

KP
Kamil Pieczonka
1

SpaceX już udowodniło, że Starlink działa i może zmienić życie setek tysięcy ludzi na całym świecie, którzy dostaną szybki dostęp do internetu niemal w każdym zakątku globu. Jednak aby sam projekt stał się rentowny, wymaga znacznie wydajniejszych satelitów, a te na orbitę może wynieść tylko Starship.

Starship zmieni sposób dystrybucji satelitów

Tim Dodd, czyli twórca odpowiedzialny za świetny kanał na YouTube - Everyday Astronaut, miał okazję ostatnio spędzić kilka godzin z Elonem Muskiem zwiedzając zakład SpaceX w Boca Chica. Dzięki temu do publicznej wiadomości trafiło wiele ciekawych informacji na temat nadchodzących planów SpaceX. My dzisiaj skupimy się jednak tylko na jednym aspekcie, a mianowicie projekcie Starlink. Okazuje się, że pierwszy lot orbitalny statku Starship może być jednocześnie pierwszą próbą umieszczenia na orbicie satelity Starlink drugiej generacji (tzw. v2.0). Jeden z prototypów Starshipa jest już wyposażony w specjalny mechanizm dystrybucji satelitów na orbicie. Co ciekawe działa on na całkiem innej zasadzie niż ten stosowany w Falconie 9.

Obecnie satelity Starlink v1.5 uwalniane są na orbicie w pakietach po 52-53 sztuki naraz i przez kolejne dni zmieniają swoją pozycję tworząc charakterystyczne "pociągi" na niebie. W przypadku Starshipa mechanizm będzie inny. SpaceX nie chce w tej chwili montować wielkich "drzwi", które mogłyby umożliwić wypuszczenie całego ładunku jednocześnie. W zamian za to zaprojektowano pewnego rodzaju dyspenser. Przez stosunkowo wąski otwór w kadłubie kolejne satelity będą wypuszczane w przestrzeń kosmiczną pojedynczo. Takie rozwiązanie okazuje się łatwiejsze do implementacji, bo otwór jest niewielki i łatwiej utrzymać integralność samego statku. To z pewnością ciekawy pomysł, o którym nikt wcześniej nie myślał, ale to nie koniec nowości.

Starlink v1.5, Fot. SpaceX

Elon Musk zdradza możliwości Starlinka v2

W niedawno opublikowanej, drugiej części relacji z tej wycieczki, z ust Elona padły natomiast bardzo ciekawe słowa dotyczące samych satelitów nowej generacji. Okazuje się, że pierwszy egzemplarz jest już gotowy i w ramach testów został wysłany do Boca Chica. Oznacza to, że SpaceX poważnie myśli o bardzo szybkim budowaniu nowej, znacznie wydajniejszej konstelacji. Według słów szefa SpaceX, Starlink w wersji 2.0 waży około 1250 kg, po rozłożeniu paneli słonecznych ma aż 7 metrów wysokości i ma zaoferować niemal dziesięciokrotnie większą wydajność niż pierwsza generacja. Dla porównaniu obecne satelity Starlink v1.5 ważą około 310 kg i według szacunków oferują przepustowość rzędu 18 Gbps.  Starlink v2 miałby oferować nawet 140-160 Gbps co oznacza, że pojedynczy satelita może obsłużyć znacznie większą liczbę użytkowników.

Z najnowszych informacji wynika, że obecnie z internetu Starlink korzysta już ponad 400 000 klientów na całym świecie, ale jeśli projekt ma stać się rentowny, to ich liczba musi wzrosnąć do kilku milionów. Według Elona Muska nie jest to wykonalne z obecnymi, mniejszymi satelitami i dlatego Starship jest tak ważny. Falcon 9 nie nadaje się do wynoszenia na orbitę satelitów nowej generacji. Przy masie 1,25 tony byłby w stanie wynieść na orbitę za jednym zamachem maksymalnie 10 satelitów i to pod warunkiem, że ograniczeniem nie będzie objętość takiego ładunku. SpaceX planuje mieć 30 000 takich satelitów, więc z wyraźnie widać, że z Falconem 9 się to nie uda.

Starship dla odmiany mógłby z powodzeniem zabrać na pokład nawet 110-120 takich satelitów, co oznacza, że zbudowanie konstelacji byłoby znacznie łatwiejsze i wymagało mniejszej liczby startów. W ramach licencji udzielonej przez FCC, SpaceX do końca 2027 roku powinien mieć na orbicie połowę z zakładanych 30 000 satelitów. Jeśli zacznie ich wynoszenie w przyszłym roku, to daje nam to 3000 satelitów rocznie, czyli optymistycznie licząc 25 startów Starshipa. Falcon 9 do takiej kadencji startów doszedł dopiero po 10 latach od pierwszego startu, więc plan jest z pewnością ambitny. Szczególnie biorąc pod uwagę, że nadal jesteśmy przed pierwszą orbitalną próbą.

Starship ma kluczowe znaczenie

Szacując obecną przepustowość pojedynczego satelity Starlink na 18 Gbps i nawet zakładając, że jest to tylko prędkość dostępna dla użytkowników, a nie całe pasmo służące do komunikacji ze stacjami naziemnymi, to jeden satelita może obsłużyć około 900-1000 osób oferując przy tym przepustowość rzędu 20 Mbps. Owszem, nie wszyscy korzystają naraz i nie każdy potrzebuje ciągle pełnych 20 Mbps, chyba, że akurat ogląda jakiś film na streamingu, więc te wartości są tylko umowne. Wyraźnie jednak widać, że obecne satelity nie wystarczą aby dostarczyć usługę dla milionów osób. Starlink v2.0 oferując 160 Gbps, zwiększa tą wartość do 8000, co powinno być już więcej niż wystarczające.

Teoretycznie przy 30 000 satelitach dałoby to możliwość obsługi ponad 200 mln użytkowników. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że większą część powierzchni naszej planety stanowią oceany, gdzie klientami będą pewnie firmy transportowe i linie lotnicze, a nie zwykli ludzie. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli Starlink ma zarobić na eskapady SpaceX na Marsa, to musi mieć kilka milionów klientów, a jak widać, z satelitami obecnej generacji tego celu nie uda się zrealizować. Póki co spółka tylko do interesu dokłada, uruchamiając ostatnio nową rundę finasowania. 400 000 klientów płacących po minimum 100 USD miesięcznie to zaledwie 40 mln USD, jest to koszt może 2 startów Falcona 9, a gdzie produkcja samych satelitów? Starlink musi zacząc się skalować i wygląda na to, że Starship odegra w tym planie najważniejszą rolę.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu