Felietony

Chińscy naukowcy twierdzą, że ich armia musi umieć zniszczyć sieć Starlink

13

Sieć Starlink rośnie jak na drożdżach, a na Ukrainie pokazała, jak wartościowym militarnie jest narzędziem. Naukowcy z Pekińskiego Instytutu Śledzenia i Telekomunikacji opublikowali właśnie raport, w którym sugerują chińskiej armii, że ta musi znaleźć sposób, jak ją zniszczyć.

Jak zniszczyć Starlinka?

W raporcie znalazły się zaskakująco agresywnie postawione tezy. Naukowcy sugerują armii, że ta musi opracować kompleksową strategię, które umożliwi szybkie wyłączenie całej sieci, czy to przez zniszczenie satelitów, czy to przez zakłócenie ich komunikacji. Naukowcy uważają, że w razie konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi, a ich krajem Starlink stanowiłby „zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”.

Wśród rozważanych dróg do osiągnięcia tego celu, rozważane jest zastosowanie, jak to enigmatycznie określono, zarówno „miękkich, jaki twardych metod” niszczenia tego typu celów. Nie chodzi tu jednak o kinetyczną broń antysatelitarną, Chiny na szczęście zdają sobie sprawę, że taki atak groziłby ogólnym paraliżem na orbicie. Poza tym, przy ilości satelitów byłby drogi i trudny w realizacji.

Jako broń planuje się prawdopodobnie wykorzystać wysokoenergetyczną broń mikrofalową, która będzie potrafiła zakłócać łączność pomiędzy satelitami, a najlepiej gdyby mogła „usmażyć” ich elektronikę. Oślepianie sensorów i fizyczne uszkadzanie kluczowych elementów mogłoby być też realizowane za pomocą laserów. W Chinach pracowano też nad koncepcją nanosatelitów, które byłyby w stanie obezwładnić wrogie urządzenia bez fizycznego ich zniszczenia. Rozważane są też ataki cybernetyczne, choć wiemy po próbach rosyjskich, że firma Muska na takie zagrożenie dobrze się przygotowała.

Tak czy inaczej, krokiem od którego powinno się rozpocząć, jest objęcie konstelacji ścisłym nadzorem wywiadowczym, prowadzony przy pomocy całego szeregu czujników. Starlinki miałyby być nadzorowane przy pomocy kamer bardzo wysokiej rozdzielczości, śledzone przy pomocy bardziej zaawansowanych niż obecnie systemów śledzenia radarowego. Postuluje się też stworzenie warunków dla ciągłego przechwytywania nadawanych przez nie sygnałów.

Rozproszony problem

Naukowcy zauważyli jednocześnie, że taki atak będzie niezwykle trudnym zadaniem. Zdecentralizowany i rozproszony charakter sieci, w połączeniu z bezprecedensową ilością urządzeń, które już są, lub mają znaleźć się w niedalekiej przyszłości na orbitach oznacza, że atakowanie pojedynczych satelitów jest w zasadzie bezcelowe.

Również atak na większą, nawet odpowiednio wyselekcjonowaną grupę (np. taką, która odpowiada za zasięg sieci nad terytorium Chin i okolicami) może być nieskuteczny. Starlinki posiadają napęd jonowy, SpaceX w pewnym zakresie może łatać powstałe dziury nawet bez konieczności wystrzeliwania nowych urządzeń. Tej ostatniej możliwości też zresztą nie można lekceważyć, dzięki możliwości wielokrotnego wykorzystania Falconów 9 firma Muska jest pod tym względem już dziś bardzo elastyczna. Jednocześnie, jeśli jej nowy statek Starship okaże się sukcesem, to te możliwości zostaną zwielokrotnione.

Ukraińska lekcja

Konflikt na Ukrainie wykazał zarówno militarną wartość, jak i wysoką odporność sieci Starlink. To dzięki satelitom Elona Muska wiele regionów zaatakowanego kraju zachowało łączność z centralą, a odciętych oddziałów  z dowództwem. Ze Starlinków skutecznie korzystają jednostki operujące na tyłach wroga, obserwatorzy artylerii itp. Jednocześnie, pomimo wielu prób, Rosjanie nie zdołali na dłużej zakłócić pracy sieci, a sposobem w jaki Starlink „odbił” te ataki bardzo interesuje się Pentagon.

Chińczycy oceniają, że dla nowoczesnej, naszpikowane sensorami i węzłami komunikacyjnymi armii Stanów Zjednoczonych Starlink będzie miał jeszcze większe znaczenie. Według ich obliczeń nawet 100-krotnie może zwiększyć przepustowość i szybkość wymiany danych pomiędzy różnymi urządzeniami amerykańskiej armii. Naukowcy z Pekinu obawiają się też, że US Space Force może wykorzystać ich masowość i próbować umieszczać „pomiędzy” Starlinkami, udające je, satelity wojskowe do innych zadań.

Chiny, Tajwan, Elon...

Wypuszczenie tego typu informacji w przestrzeń publiczną raczej nieprzypadkowo zbiegło się z deklaracją prezydenta Bidena, że Stany Zjednoczone będą w razie chińskiej agresji bronić Tajwanu. Wydaje się, że w najbliższym czasie konflikt amerykańsko-chiński znów wejdzie w nieco bardziej dynamiczną fazę i takich „baloników” pojawi się więcej.

Jak w tym wszystkim odnajdzie się Elon Musk i jego firmy, prowadzące przecież w Chinach poważne interesy? Z jednej strony, jest wojna, to muszą być też ofiary. Chiny z pewnością nie zapomniały uderzenia Stanów w pozycję Huaweia i w odpowiednim czasie będą chciały się równie mocno „odwinąć”. Z drugiej strony, Państwo Środka uznaje, przynajmniej na razie, jego działalność za bardzo korzystną.

Nie chodzi tu nawet o pracę i pieniądze, co know-how, które na miejscu łatwiej jest obserwować. Z pewnością uważnie analizowane są stosowane przez Muska nietypowe rozwiązania z zakresu produkcji i zarządzania.  Także wymiana wiedzy i technologi pomiędzy Teslą, a chińskimi kooperantami, szczególnie w temacie baterii, jest uznawana za bardzo cenną.

Czy ten artykuł może być więc zapowiedzią jakichś poważniejszych ruchów Państwa Środka przeciwko chińskim oddziałom firm Muska? Mimo wszystko wydaje mi się, że jest na to za wcześnie. To wciąż sygnał dla prezydenta Bidena, a nie właściciela Tesli i SpaceX. Na miejscu Elona Muska zacząłbym się jednak poważnie zastanawiać nad planem B dla jego azjatyckich biznesów. Przy narastającym konflikcie uderzenie może przyjść z obu stron, przy czym nie w Starlinka, ale w pierwszej kolejności w chińską część Tesli.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu