Felietony

Stadia umarła, bo nie byliśmy na nią gotowi?

Tomasz Szwast
59

Stadia znika z rynku usług grania w chmurze. Dlaczego tak się stało? Dlaczego okazała się niewypałem? Być może to nie jest jeszcze właściwy moment na to, by granie w chmurze zdobyło większą popularność. A może zawiódł sam model usługi? Spróbujmy się nad tym zastanowić.

Niektórzy twierdzą, że granie w chmurze to przyszłość gamingu. Po co ograniczać się do jednego komputera czy konsoli, skoro można grać praktycznie na wszystkim, co posiada wyświetlacz i dostęp do internetu. Konsola zajmuje zbyt dużo miejsca w salonie? Wystarczy zainstalować aplikację do grania w chmurze bezpośrednio na telewizorze, podłączyć pada przy pomocy Bluetooth i po prostu grać. Stadia jest jedną z tego typu usług, dlatego mogłoby się wydawać, że czeka ją świetlana przyszłość. Tymczasem, jak pokazało życie, nic bardziej mylnego. Google Stadia już wkrótce zniknie z rynku, a gracze będą musieli poszukać sobie innej platformy.

Co się stało, że Google tak szybko zamyka swoją usługę grania w chmurze? Dlaczego Stadia musiała zniknąć? Mam co do tego pewne przeczucia, choć zdaję sobie sprawę, że mogę się mylić. Granie w chmurze jest bowiem innowacją, do której ciężko przekonać szersze grono graczy, zwłaszcza tych bardziej konserwatywnych. Dla wielu wciąż fizyczna kopia gry to podstawa, nawet gdy znajdująca się wewnątrz płyta to wyłącznie forma potwierdzenia prawa dostępu do danej zawartości, a większość danych i tak pobierana jest z internetu.

Granie w chmurze oznacza, że fizyczne nośniki odchodzą na dobre. Podobnie jak odchodzą duże, wydajne i drogie (zwłaszcza w przypadku platformy PC) urządzenia służące do uruchamiania gier. Mam wrażenie, że na taką zmianę wielu graczy nie było gotowych. Ja na granie w chmurze patrzę jednak z nieco innej perspektywy. Jak do tego doszło, że przekonałem się do tej formy udostępniania gier? Zdecydowała konieczność.

Źródło: Depositphotos

Stadia jako zastępca komputera do gier? To (na obecnym etapie) nie mogło się sprawdzić

Pewnego dnia podjąłem decyzję o rezygnacji z wydajnego komputera stacjonarnego. Doszedłem do wniosku, że skoro komputer służy mi przede wszystkim do pracy, nie będę inwestował w jego rozbudowę. Jednostkę, którą zbudowałem, jakiś czas temu, sprzedałem, a w jej miejsce pojawił się niewielki komputer, tylko do podstawowych zastosowań domowych. Nie korzystałem z niego praktycznie wcale, ponieważ moim komputerem numer jeden był wówczas jeden z laptopów Apple. Miałem jednak przeczucie, że czasem brakuje mi możliwości grania na komputerze. Niestety, jak wiadomo, granie na MacBooku jest mocno utrudnione, a w wielu przypadkach niemożliwe.

Właśnie wtedy zainteresowałem się usługami chmurowymi i zdecydowałem się na wykupienie dostępu do jednej z nich. Nie była to jednak Stadia. Jako że posiadam sporo gier kupionych w dystrybucji cyfrowej, nie chciałem drugi raz płacić za to samo. Postanowiłem skorzystać z usługi oferowanej przez firmę NVIDIA, która w moim przypadku sprawdziła się naprawdę dobrze. Owszem, granie w chmurze wymaga chwili przyzwyczajenia i bardzo szybkiego, stabilnego połączenia sieciowego, jednak gdy uda się ogarnąć te dwie rzeczy, możemy cieszyć się graniem w gry AAA nawet na MacBooku czy Chromebooku.

Skoro zatem da się grać w chmurze, dlaczego Stadia sobie nie poradziła? Przypuszczam, że to właśnie sposób dystrybucji gier był tu kwestią kluczową. Kiedy przyjrzymy się temu, jak z problemem poradziła sobie NVIDIA czy Microsoft, możemy odnieść wrażenie, że propozycja Google była najmniej opłacalna, a już na pewno najmniej przyjazna dla użytkownika. Gracze oczekiwali czegoś innego, a konkurencja po prostu zrobiła to lepiej.

Model dystrybucji gier może zdecydować o sukcesie i porażce

Rzućmy okiem na to, jak do tematu podeszła konkurencja, która utrzymała się na rynku. Zacznijmy od usługi oferowanej przez NVIDIA. W ramach abonamentu otrzymujemy dostęp do usługi, przy pomocy której możemy uruchamiać gry zakupione na innych platformach. Nie ma zatem konieczności by dwukrotnie płacić za tę samą grę. Załóżmy, że pewnego dnia kupiliśmy jakąś grę na platformie Steam. Jeżeli ta sama gra dostępna jest w ramach usługi GeForce Now, wystarczy uruchomić ją, a system poprosi o zalogowanie do konta Steam, by móc rozpocząć zabawę. Owszem, sama usługa grania w chmurze wiąże się z dodatkową opłatą, jednak gry wciąż pozostają te same. To również bardzo dobra opcja dla wszystkich tych, którzy najczęściej grają na komputerze, ale czasem potrzebowaliby również możliwości grania w chmurze. Stadia tej opcji nie dawała – zakupionych na platformie gier nie można było zainstalować i korzystać zarówno lokalnie, jak i w chmurze.

Jeszcze prościej wygląda to w przypadku usługi grania w chmurze od firmy Microsoft. Platforma Xbox Cloud Gaming dostępna jest w ramach abonamentu Game Pass Ultimate. Wystarczy zatem jedna opłata cykliczna, by w dostępne gry grać zarówno na konsoli Xbox, komputerze PC, jak i w chmurze. Prosto, a przede wszystkim skutecznie i niedrogo.

Powyższe przykłady wydają się mówić wprost, dlaczego Stadia znika. Była usługą mniej dopracowaną, oferowała mniej gier i wymagała od użytkownika większych nakładów finansowych. Cóż, usługa gorsza została wyparta przez usługi lepsze – tak działa wolny rynek.

Stadia była usługą tylko dla specyficznej grupy klientów

Dlaczego autorzy usługi Google Stadia wybrali właśnie ten model dystrybucji? Dlaczego platforma została skonfigurowana właśnie w taki sposób? Przypuszczam, że stało się tak dlatego, że usługa powstawała po to, by trafić w potrzeby specyficznej grupy klientów. Platforma Google Stadia była adresowana do tych, których w ogóle nie interesuje stacjonarne granie. Niestety, takich klientów jest naprawdę bardzo mało. W teorii wszystko było w porządku. Klient miał kupić dedykowanego pada, dostęp do usługi i te gry, w które miał ochotę grać. Co istotne, wcale nie potrzebował do tego wydajnego komputera czy konsoli. Sęk w tym, że absolutna większość graczy dysponuje czy to komputerem, czy konsolą i wcale nie ma ochoty ograniczać się wyłącznie do chmury.

Nie wiem czy ktokolwiek opłaca Game Passa Ultimate wyłącznie po to, by grać w chmurze. To usługa dedykowana posiadaczom komputerów PC bądź konsol Microsoftu (albo jednego i drugiego). Podobnie jak GeForce Now wymaga zakupu gry na jednej z platform do lokalnego grania. Jaki z tego wniosek? Mam wrażenie, że na usługę od Google było jeszcze za wcześnie. Jesteśmy w większości wielkimi zwolennikami lokalnego grania i wcale nie mamy zamiaru z niego rezygnować.

Czy Stadia jeszcze kiedyś wróci?

Wyobraźmy sobie, że rynek gier komputerowych wygląda zupełnie inaczej, niż współcześnie. Kryzys na rynku półprzewodników sprawił, że mało kogo stać na własny, wydajny komputer, a dostępność konsol do gier to zamierzchłe czasy. Co robić w takiej sytuacji? Przecież bardzo lubimy grać i wcale nie mamy ochoty pogodzić się z tym, że sprzęt jest niedostępny. W jaki sposób rozwiązać ten problem? Chociażby właśnie poprzez granie w chmurze.

Można również wyobrazić sobie taką sytuację na rynku, gdzie chmura krok po kroku zyskuje większą popularność. Gracze przekonują się do tego rozwiązania, przez co stopniowo rezygnują z modernizacji komputera czy zakupu kolejnej generacji konsoli. Wówczas, na zdecydowanie bardziej przyjaznym chmurze rynku, Stadia miałaby nieporównywalnie większe szanse na przetrwanie. Współcześnie ludzie po prostu nie chcą płacić za gry udostępniane w ten sposób, w jaki robiła to platforma od Google. A skoro nie chcą, to taka usługa po prostu nie ma sensu. Cóż, właścicielom platformy nie pozostało nic innego jak tylko zgasić światło i przeprosić dotychczasowych użytkowników. Zainwestowane pieniądze zostaną zwrócone, a gracze będą musieli poszukać sobie nowej platformy do chmurowego grania.

Jak myślicie, czy granie w chmurze to istotnie przyszłość gamingu? Choć pojawiają się spekulacje, że właśnie tak może być, ja jestem raczej sceptyczny. Owszem, podoba mi się ta forma dostępu do gier, jednak z całą pewnością nie jest ona pozbawiona wad. Wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że do eksplozji popularności musiałoby się przyczynić jakieś wyjątkowe wydarzenie, chociażby takie, jak wspomniany wyżej poważny kryzys w branży. O ile nic podobnego nie wydarzy się na wielką skalę, raczej wciąż pozostaniemy wierni dystrybucji fizycznej i cyfrowej, ale tej w tradycyjnym wydaniu, pozwalającym na lokalne granie.

Na ten moment Stadia odchodzi. Czy zasłużenie? W mojej opinii tak. Czy wróci? Być może, o ile pewnego dnia granie w chmurze stanie się zdecydowanie bardziej popularne.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu