Felietony

Motorola na lifestylowej wojnie z Samsungiem i Apple. Firma chce mieć młodszych klientów

Mirosław Mazanec
4

Osoba dobrze zarabiająca bądź taka, która może dużo wydać na smartfon – to najbardziej łakomy kąsek dla producentów. Rynek jest trudny co nie oznacza, że nie warto o niego walczyć. I właśnie to robi teraz motorola.

Producent dość śmiało poczyna sobie na naszym rynku. Kilka marek jest w ewidentnym dołku, jedna w „głębooookiej” dziurze, jest więc przestrzeń do rozwoju. I firma, co logiczne i zrozumiałe, ewidentnie chce ją wykorzystać. Przyglądając się jednak z boku można odnieść wrażenie, że komunikacja marki na razie dość mocno rozmija się z jej użytkownikami.

Przejąć klientów po Huawei

Zacznijmy od przypomnienia, jak w tym momencie wygląda polski rynek smartfonów. Króluje Samsung przed Xiaomi i realme, kolejny jest Apple a za nim Lenovo – czyli właśnie motorola, która od kilku lat należy do chińskiego producenta. 6 proc. udziału w rynku to niezły wynik, w tyle jest chociażby OPPO które bardzo mocno starało się wypracować przez ostatnie lata dobrą pozycję, VIVO – które jest potentatem w Chinach, Sony, OnePlus czy Nokia.

Kilku producentów dość agresywnie chce bądź chciało przejąć klientów którzy odeszli od pozbawionego usług Googla Huaweia. Jednym z nich było Xiaomi, kolejnym motorola. Najatrakcyjniejsi do zagospodarowania byli głównie ci którzy korzystali z flagowych urządzeń. Xiaomi i motorola podeszły to tego trochę inaczej. Ci pierwsi mieli już w swoim portfolio smartfony podchodzące pod najwyższą klasę. Firma nawiązała jeszcze współpracę z Leica i… bardzo podniosła ceny. motorola flagowców nie miała, musiała je więc najpierw wyprodukować. I zrobiła to w tym roku – moto edge 30 Ultra jest udanym urządzeniem, do tego dodała „lifestylowy” składany razr 2022, który na dobrą sprawę jest jedynym konkurentem Flipów od Samsunga.

Kto kupuje motorole

I tu dochodzimy do najważniejszego punktu, który zauważył mój redakcyjny kolega Kamil Świtalski (30+), zachęcając mnie do napisania tego felietonu. Otóż w internecie, mediach społecznościowych opanowanych przez influencerów, czyli tam gdzie teraz odbywa się spora część naszego życia (czy tego chcemy czy nie), motorola istnieje bardzo mocno i aktywnie. Tymczasem on nie zna nikogo, kto używałby urządzenia tego producenta. To dziwne, pomyślałem, ale po dłuższej chwili zastanowienia, musiałem przyznać mu rację. Bo i ja (40+, a raczej już 50-) nie znam nikogo w jego przedziale wiekowym, kto miałby motorolę (prywatnie, nie służbowo). Osoby nieco starsze, bardziej w moim wieku już owszem. I one chwalą sobie te telefony. Ale młodzi?

Wiadomo. Każdy producent chce, by jego towary kupowali piękni i młodzi. To idealna grupa docelowa, bo po pierwsze można ją wychować na przyszłość. A po drugie – ma pieniądze (albo jest skłonna do większych, nie zawsze przemyślanych wydatków) więc można na niej zarobić najlepiej. I zupełnie nie dziwi mnie, że motorola zwraca się w jej kierunku.

Na pewno jednak przed producentem trudny okres przekonania klientów, że nie jest tylko specjalistą od średniej i budżetowej półki i że opłaca się wydać na jego smartfon nieco więcej. Dokładnie przed takim samym zadaniem stanęło Xiaomi. Tyle, że ta firma miała jeszcze trudniej, bo wciąż w Polsce funkcjonuje przekonanie, że Xiaomi jest dobre, bo jest tanie. Czyli że nie opłaca się kupować takich smartfonów powyżej pewnej kwoty – budżet tak, średnia półka tak ale drogie flagowce już nie.

Trudny rynek

Zresztą wejście w najwyższą półkę jest u nas bardzo trudne, przekonało się o tym OPPO które podbój Polski zaczęło z przytupem, po czym przez lata obniżało specyfikacyjne loty swoich telefonów. Podobnie jest w przypadku VIVO, Nokia w ogóle zrezygnowała z czegokolwiek powyżej budżetowo/średniej specyfikacji. A realme właśnie zapowiedziało, że zmienia strategię skupiając się na tańszych urządzeniach.

Czy motoroli się uda – tego nie wiadomo. Na pewno firma ma solidne podstawy. Bo kupując tanie Xiaomi, użytkownicy często świadomie godzą się na jakieś braki w specyfikacji czy niedoróbki w oprogramowaniu. Natomiast w tańszych motorolach żadnych „wad” nie ma – klient dostaje dokładnie to za co płaci. Więc tu moim zdaniem prędzej będzie można przekonać użytkownika, że jeśli zapłaci więcej – więcej dostanie.

Można też liczyć na to, że użytkownicy urosną wraz z marką. Młodzieżowa średnia półka zostanie w późniejszym wieku zastąpiona flagową – co będzie dość naturalnym procesem. Przed motorolą jednak trudne zadanie – czyli dotarcie do młodych i przekonanie ich do siebie.

Na razie rządzą tam Apple i Samsung – ten pierwszy wciąż jeszcze jadący trochę na micie ekskluzywności oraz na bez wątpienia świetnym ekosystemie. Ten drugi – na mianie najlepszego Androida oraz na wyjątkowości Foldów, a przede wszystkim Flipów. Na pewno takie urządzenia jak „lifestylowy” razr 2022 czy flagowa Ultra mogą pomóc motoroli na wejście do tego towarzystwa. Ale przejście od etapu „pokazujemy się z młodymi” do „młodzi nas kupują” może trochę potrwać i łatwe na pewno nie będzie.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

felieton