iPhone
25

Sąd nie dał poszkodowanym nic więcej i dodatkowo przeciąga sprawę. Apple wypłaci drobniaki za celowe spowalnianie iPhonów

Ile warte są nerwy posiadaczy iPhonów, które zostały celowo spowolnione przez Apple? Niewiele. A najgorsze, że sprawa ciągnie się w nieskończoność i raczej nie ma szans na to, by poszkodowani zobaczyli pieniądze w tym roku.

To jedna z największych afer w świecie smartfonów. Na pewno pamiętacie, że starsze smartfony Apple ze zużytą baterią były celowo spowalniane przez Apple by jak najdłużej działać na jednym ładowaniu. Jeszcze gorsze jest to, że producent nawet nie zająknął się o tym trybie i nigdy by tego nie zrobił gdyby sprawa nie wyszła na jak przypadkiem. Co w przypadku takiego zauważalnego spadku wydajności robi wtedy użytkownik? Szuka nowego smartfona, a tu akurat wystarczyłaby wymiana baterii by telefon powrócić do standardowego trybu działania. Nie jest to jakiś przeraźliwie duży wydatek, a potrafił dać urządzeniu drugie życie. O ile oczywiście użytkownik zostałby o tym poinformowany – co nie miało miejsca.

W grudniu 2017 roku świat obiegła informacja o zbiorowym pozwie, ale dopiero w marcu 2020 roku udało się ustalić ugodowe warunki odszkodowania. Niestety to drobne – zarówno dla Apple, jak i dla osób, których smartfony i nerwy zostały poszkodowane. Łącznie firma ma zapłacić 500 milionów dolarów, co daje mniej więcej 25 dolarów na głowę. Wystarczy na wymianę baterii? No nie bardzo. O ile oczywiście użytkownicy iPhonów 6 i 7 w ogóle jeszcze mają te telefony, bo przez 3 lata pewnie albo samodzielnie wymieniono baterie, albo pozbyto się telefonów. Na co komu iPhone, który działa jak ślimak?

iPhone

Poszkodowani użytkownicy nie dość, że nie dostaną więcej, to jeszcze muszą czekać na pieniądze

Jedni liczyli na to, że w marcu sprawa znalazła wreszcie swój finał i choć symboliczne, to jednak poszkodowani szybko dostaną swoje pieniądze. Niektórzy myśleli, że może ugoda nie zostanie przez sąd zaakceptowana w takiej formie i jednak finalna kwota odszkodowania będzie większa. Ani jedno, ani drugie. Tyle dobrego, że ugoda została w ogóle wstępnie zaakceptowana przez sąd zajmujący się tą sprawą. Ale to jeszcze nie koniec. Po pierwsze – podczas posiedzenia do sędziego trafił sprzeciw liczący 55 stron i zostanie on ponownie rozpatrzony na kolejnym posiedzeniu, więc tak naprawdę nic nie jest tu jeszcze pewne. Z uwagi na epidemię koronawirusa COVID-19 nie było też klasycznego spotkania w sądzie, ale wideokonferencja na Zoomie, a z uwagi wirusa finalne posiedzenie przełożono na…grudzień. Nie ma więc większych szans na to, że pieniądze zostaną wypłacone w tym roku.

Naprawdę przykro patrzeć, że gigant, dla którego 500 milionów dolarów to drobniaki, pozwala na takie ciągnięcie się sprawy zamiast dołożyć wszelkich starań by jak najszybciej zamknąć temat, wypłacić pieniądze i liczyć na to, że świat zapomni o tej wpadce.

grafika: 1, 2

źródło