Spotify
45

Spotify wykonało właśnie krok, dzięki któremu usługa stanie się niemal idealna

Dawno już minęły czasy kiedy można było przyczepić się do zawartości bibliotek usług streamingowych. Wciąż jednak są braki, które zmuszają do korzystania z innych źródeł dostępu do muzyki. Idzie jednak ku lepszemu, Spotify zmienia mechanizm umieszczania utworów w usłudze, na czym skorzystają nie tylko muzycy, ale przede wszystkim słuchacze.

Spotify używam od startu usługi w Polsce i nie wyobrażam już sobie codzienności bez tego serwisu. Choć wciąż kupuję fizyczne płyty audio, to praktycznie całkowicie porzuciłem ich rippowanie do mp3 celem wrzucenia na urządzenie mobilne. Dlaczego? Bo prawie wszystko jestem w stanie znaleźć na samym Spotify. Pojawiła się tam nawet jakiś czas temu Ayumi Hamasaki (i sporo japońskiej muzyki), która przez lata omijała szwedzki serwis. Wciąż jednak proces umieszczania swojej twórczości w usłudze nie był prosty i wymagał pomocy wydawcy/firmy fonograficznej. Między innymi dlatego jeden z moich ulubionych muzyków młodego pokolenia, Kerim “Krimh” Lechner, pojawił się tam dopiero po kilku latach. Pytałem go nawet kiedyś czy można się spodziewać jego obecności w Spotify – odpisał, że to nie jest niestety takie proste. Mimo tych wszystkich trudów, ostatecznie się udało.

Artyści będą sami umieszczać w usłudze swoje utwory

Na chwilę obecną mechanizm działania Spotify jest dość niekorzystny dla małych twórców. Bo jeśli za artystą stoi cały sztab specjalistów z wielkiej wytwórni, wszystko idzie sprawnie – to właśnie wydawca albo wielki agregat treści umieszcza w usłudze nowe utwory lub całe płyty. Niszowy twórca nie ma już niestety tak lekko i musi podporządkować się jakiejś firmie, w przeciwnym wypadku będzie miał utrudnione zadanie. A wytwórnia niekoniecznie chce przecież oddawać pieniądze usłudze i umożliwiać każdemu dostęp do utworów – wiadomo, że w dzisiejszych czasach trudno być całkowicie na bakier z potentatami branży streamingowej, ale pewnie gdyby spotifaje i tajdale poupadały, u wydawców otwierałyby się szampany. Mamy więc takiego niszowego artystę, który chce pojawić się na Spotify by dotrzeć do jeszcze większej grupy odbiorców i umożliwić swoim fanom wygodne słuchanie muzyki. Jeśli nie jest pod skrzydłami wydawcy, sięga do własnej kieszeni i płaci serwisom pokroju Tunecore, który organizuje cały proces wrzucania muzyki do Spotify.

Platforma uruchomiła właśnie betę funkcji, która ten problem rozwiąże i pozwoli artystom samodzielnie umieszczać swoją muzykę w serwisie. Co więcej, da im mechanizm umożliwiający zapoznanie się z danymi dotyczącymi słuchaczy oraz wysyłania swojej muzyki do komponowanych przez serwis list odtwarzania.

W przeciwieństwie jednak do platformy SoundCloud, gdzie uploadowane utwory pojawiają się od razu, muzyka będzie akceptowana przez Spotify. Między innymi po to, by ograniczyć problem dublowania tych samych kawałków w usłudze. Przejrzysty interfejs udostępniony członkom beta programu pozwoli wybrać nawet datę publikacji płyty w serwisie, dodać okładkę i informacje dotyczące wydawnictwa. Na końcu uploadu artysta otrzyma pogląd swojej pozycji, aby sprawdzić czy finalny wygląd pokrywa się z wyobrażeniami. I ważna informacja – artysta nie będzie płacił za upload, co w obliczu konieczności opłacenia usług zewnętrznego serwisu zajmującego się wrzucaniem plików do Spotify brzmi jak wyciągnięcie pomocnej dłoni w stronę niszowych muzyków.

To jednak nie koniec plusów

Artysta, który umieści w ten sposób swoją muzykę na Spotify może liczyć na 50% zysku z odtworzeń oraz 100% tantiemów. Muzyk dostanie pieniądze z automatu co miesiąc. To naprawdę fair biorąc pod uwagę, że od 52 do 55 % zysków zgarniają wytwórnie i aż strach pomyśleć ile z tych pieniędzy trafia do samego artysty –  niewiele.

Wspomniałem, że aktualnie jest to program w wersji beta, Spotify zaprosiło do współpracy wybranych artystów i niestety nie jest jeszcze w stanie powiedzieć jak szybko udostępni tę funkcję dla wszystkich.

W tej chwili jesteście cały czas na etapie wczesnych testów. Planujemy skupić się najpierw przede wszystkim na zdobywaniu wiedzy od samych artystów, zebrać od nich informacje zwrotne i dopiero wtedy snuć plany na temat ostatecznego udostępnienia funkcji dla wszystkich.

Spotify to w tej chwili największa streamingowa usługa muzyczna. Nie bycie jej częścią to ograniczanie sobie możliwości promocji muzyki – a przecież mało który artysta nagrywa kawałki do tak zwanej szuflady. Wokół uploadu utworów do usługi utworzyły się już poważne biznesy i podejrzewam, że niejedna firma zajmująca się takimi działaniami będzie mieć teraz trudny orzech do zgryzienia. No bo skoro ich usługi staną się niepotrzebne, to niby kto będzie chciał płacić za coś, co może zrobić samemu? To jednak doskonała wiadomość również dla osób, które nie tworzą muzyki, a jedynie ją konsumują. Oznacza bowiem znaczące powiększenie biblioteki utworów w Spotify i pojawienie się tam niszowych artystów, którzy do tej pory nie byli w stanie przebić się do usługi. Sam cały czas korzystam z serwisów SoundCloud i Bandcamp właśnie dlatego, że część słuchanych przeze mnie zespołów jest nieobecnych w szwedzkim serwisie. Chyba nie muszę mówić, że skoro Spotify jest moim głównym odtwarzaczem muzycznym, to skakanie między serwisami mocno utrudnia przyjemną i bezproblemową konsumpcję treści. Prawda?

grafiki

źródło