51

Sony wprowadza jednorazowe kody odblokowujące funkcje sieciowe gier na PS3. Ktoś tu ma zbyt dobre samopoczucie?

Pomimo wielu wpadek z hakerami i przejęciem danych z milinów kont [1] [2] [3] [4], pomimo długiej niesprawności sieci PSN, pomimo masowej wymiany konsoli PS3 na Xboxa, pomimo pięknych przeprosin, Sony ma na tyle dobre samopoczucie, że stawia kolejny krok, po ograniczeniu instalacji innych systemów operacyjnych na konsoli, który może mocno zdenerwować użytkowników konsoli PS3. Dziś Sony oficjalnie potwierdziło informację, że do odblokowania […]

Pomimo wielu wpadek z hakerami i przejęciem danych z milinów kont [1] [2] [3] [4], pomimo długiej niesprawności sieci PSN, pomimo masowej wymiany konsoli PS3 na Xboxa, pomimo pięknych przeprosin, Sony ma na tyle dobre samopoczucie, że stawia kolejny krok, po ograniczeniu instalacji innych systemów operacyjnych na konsoli, który może mocno zdenerwować użytkowników konsoli PS3. Dziś Sony oficjalnie potwierdziło informację, że do odblokowania funkcji sieciowych gier, będzie potrzebny specjalny kod, nazywany PSN Pass. Pierwszą grą, która będzie wymagała kodu jest Resistance 3.

Jak donosi serwis Game Spot, Sony nazywa ten ruch poprawą jakości ekskluzywnych usług sieciowych:

Allows us to accelerate our commitment to enhancing premium online services across our first party game portfolio.

To jest oczywiście marketingowy bełkot, bo to co ma być ekskluzywną usługą sieciową, dostępną po wprowadzeniu jednorazowego kodu, było do tej pory normalną usługą, dostępna bez ograniczeń, w każdej grze obsługującej tryb sieciowy.

Gdyby ktoś zastanawiał się, co Sony chce osiągnąć, odpowiedź jest prosta: Sony chce wzbogacić się na handlu używanymi grami. Teraz gracz kupując używaną grę, nie będzie miał dostępu do trybu sieciowego, ponieważ PSN Pass został już wykorzystany. Mo to w zamyśle zniechęcić do zakupu gier z drugiej ręki i dodatkowo generować zyski na sprzedaży PSN Pass, tym, którzy mimo wszystko zdecydowali się zakupić grę używaną, ale po czasie doszli do wniosku, że chcieliby pograć przez sieć.

Nie od dziś wiadomo, że niektórzy wydawcy uważają handel używanymi grami za niemal równie szkodliwy dla zysków firmy, co piractwo. W końcu tylko pieniądze od pierwszego gracza, który zakupił grę w sklepie, trafią do wydawcy. Każdy następny fan elektronicznej rozrywki, który odkupi grę z drugiej ręki nie daje zarobić korporacjom ani gorsza.

Dla mnie osobiście pomysł jest szalony i pokazuje bezgraniczną chciwość wielkich korporacji, które nigdy nie mogą się nasycić. Trudno sobie wyobrazić, że kupując od kogoś używany samochód, czy książkę, powinniśmy płacić producentowi, czy wydawcy, tylko za to, żeby np. odblokować możliwość jazdy z prędkością większą niż 50 km/h. Teoretycznie dobra elektroniczne, ze względu na możliwość powielania w zasadzie za darmo, powinny być tańsze i łatwiej dostępne, niż produkty materialne. Taką MP3-jkę łatwiej sprzedać wielu klientom, niż samochód, czy pralkę. Natomiast korporacje i organizacje antypirackie tak naprawdę dążą do sytuacji odwrotnej, chcąc kontrolować nawet rynek second hand i sporządzając raporty, mówiące ile to firmy straciły na piractwie i rynku wtórnym.  Kiedy to szaleństwo się skończy?

Jakby tego było mało, Sony po ostatnich wpadkach z hakerami, powinno szczególnie dbać o dobry kontakt z klientami korzystającymi z ich konsoli. Przypomnijmy, że pierwsze ataki na Sony były swojego rodzaju zemstą, za ciągnie Geohot-a po sądach za to, że odblokował możliwość instalowania Linuksa na konsoli PS3 (którą to możliwość Sony nagle i bez uprzedzenia zablokowało w jednym z auto updateów). Wygląda na to, że samopoczucie firmy jest lepsze, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, a milionowe straty niczego jej nie nauczyły.

Moje pytanie brzmi: czy my klienci dóbr elektronicznych zawsze będziemy godzić się na takie traktowanie? Kiedy ludzie powiedzą, że dosyć tego dobrego i odwrócą się od korporacji, które pazerne do granic możliwości, wymyślają nowe sposoby, żeby zedrzeć z klienta jeszcze parę groszy. W każdej chwili możemy powiedzieć, tym panom dziękujemy, więcej u nich nie kupimy. Obecnie w świecie dóbr elektronicznych powiedzenie „klient nasz pan” wydaje się nie mieć racji bytu. Może czas to zmienić?