Gry

Wszyscy mają swoją multiplatformową grę online, ma i Sony. Po co im Bungie?

Kacper Cembrowski
3

Sony niedawno ogłosiło, że kupiło Bungie za 3,6 miliarda dolarów. Pozornie może wydawać się to odpowiedzią na przejęcie Activision Blizzard przez Microsoft, chociaż wszystko wskazuje na to, że japońska firma ma trochę inne plany względem twórców Halo i Destiny.

Fakt, że Sony kupiło Bungie, był z początku mocno zaskakujący. Twórcy Destiny robili wszystko, żeby uwolnić się od Activision, następnie odrzucając ofertę Microsoftu, aby pozostać niezależnym studiem; a tu nagle informacja, że zostali kupieni przez japońską firmę. Umowa Bungie z Sony jest dość niestandardowa. Chociaż deweloperzy w pełni należą do japońskiej firmy, to w przyszłości wszystkie swoje gry będą wydawać samodzielnie, w żaden sposób nie będąc zależnym od japońskiej firmy.

W kwestii Destiny 2, które stale jest rozwijane i cieszy się dużą popularnością wśród fanów tego typu produkcji (zresztą - pod koniec lutego pojawi się nowe, duże DLC do najnowszego tytułu Bungie o podtytule The Witch Queen), było wiele spekulacji dotyczących tego, czy gra zostanie multiplatformowa. Bungie wraz z Sony postanowiło rozwiać wszelkie wątpliwości. Destiny 2 zostanie zarówno na Xboksach, jak i na komputerach osobistych.

Dodatkowo deweloperzy zadeklarowali się, że gra będzie taka sama, niezależnie od platformy, na jakiej zadeklarujemy się grać - wydawałoby się więc, że nie będzie żadnych ekskluzywnych broni czy eventów dla posiadaczy konsol PlayStation. I dobrze. Wszystkie przyszłe gry spod skrzydeł Bungie również będą ukazywać się na wszystkich platformach - a to akurat całkiem ciekawie łączy się z informacją, że Call of Duty na konsolach Sony ma pojawiać się wyłącznie do 2023 roku, o czym niedawno informował Piotr Kurek. Kupienie Bungie nie było zatem pewnego rodzaju “zemstą”, jak wielu internautów sugerowało.

Joe Blackburn i Justin Truman na swoim blogu napisali: „Chcemy, aby światy, które tworzymy, były w dowolnych miejscach, w których ludzie grają w gry”. Podsumujmy obecne kwestie: Sony kupiło studio za niemal 4 miliardy dolarów (co porównując do zakupu Activision Blizzard przez Microsoft wydaje się niewielką kwotą, lecz w ogólnym rozrachunku jest to spore wydarzenie), jednak zostawia deweloperom całkowicie wolną rękę, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że będą skupiać się na grach multiplatformowych. Jaki ma to sens? Większy, niż może się wydawać.

Obraz klaruje się, kiedy spojrzymy na najczęściej grane gry na PlayStation 5. Pierwsze miejsce zajmuje Fortnite, drugie Call of Duty. Na szóstej lokacie znajduje się właśnie Destiny 2. Między tymi produkcjami jest między innymi FIFA, która co roku jest istnym fenomenem i zbiera ogrom aktywnych graczy. Ranking pokazuje jednak, że najnowsze dzieło Bungie jest stale lubiane przez graczy i mocno popularne, pomimo tego, że już leci piąty rok od premiery. Wnioski są zatem proste - Epic ma Fortnite, Microsoft ma Call of Duty, a Sony teraz posiada Destiny.

Oczywiste jest to, że te gry nie mogą ze sobą bezpośrednio konkurować - każda z nich reprezentuje inny gatunek. Niemniej jednak, łączy je jeden wspólny element - są (jeszcze) multiplatformowe, popularne i sieciowe. Każda z produkcji zarabia niesamowite pieniądze na mikrotransakcjach, najczęściej w postaci różnych karnetów czy pojedynczych elementów kosmetycznych. Przychody z takich “pobocznych” rzeczy są większe, niż można sobie wyobrazić. W przypadku Destiny dochodzą jeszcze wspomniane wcześniej DLC, które w istocie kreują tę grę - bez dodatków Destiny jest krótkie i dość okrojone z kontentu.

Gra MMO z widokiem z pierwszej osoby, której świat stale rośnie, oferując nowe lokacje, misje, drużynowe raidy czy pojedynki PvP to prawdziwa potęga i pewnego rodzaju wyjątek - na próżno szukać drugiej takiej gry. Tytuł od Bungie ma ogromną i niesamowicie oddaną grupę fanów, którzy spędzają w Destiny masę godzin i ekscytują się tym światem. Pomimo utrzymania multiplatformowości, Sony kupując Bungie, kupiło grę, która będzie żywa jeszcze przez mnóstwo lat.

Jim Ryan, dyrektor generalny PlayStation, w wywiadzie dla GamesIndustry.biz powiedział:

„Zaczynamy działać multiplatformowo, co już mogliście zobaczyć. [...] Jesteśmy na drodze z usługami na żywo. Możliwość pracy, a zwłaszcza uczenia się od błyskotliwych i utalentowanych ludzi z Bungie… to znacznie przyspieszy podróż, którą przebywamy.”

Destiny 2 ma osiągnąć fabularny “koniec” w 2024 roku, jednak w żadnym wypadku nie oznacza to, że produkcja zostanie porzucona - wręcz przeciwnie. W istocie oznacza to jedynie, że nie będzie żadnych nowych DLC.

Kluczowe będzie jednak to, co nadejdzie rok później. Bungie do 2025 roku planuje wydać nowe IP, które na ten moment nosi nazwę kodową Matter. Produkcja jest opisywana jako wieloosobowa gra akcji oparta na bohaterach, co od razu budzi skojarzenia z takimi tytułami jak Overwatch czy Valorant. Biorąc pod uwagę doświadczenie Bungie i sukces ich ostatnich gier, wydaje się to strzałem w dziesiątkę - nowy tytuł z weteranami u steru ze sprawdzoną i lubianą formułą.

Co najważniejsze, Matter również będzie grą multiplatformową. Sony nareszcie przestało zamykać się na inne platformy, kupując studia. Co napędza sukces takich gier jak Fortnite, Apex Legends, Minecraft czy Call of Duty? To, że są multiplatformowe. Można w nie grać na wszystkim i cieszyć się rozgrywką niezależnie od tego, jaki sprzęt posiadamy w domu.

Na koniec chciałbym zamieścić cytat Jima Ryana, który w dużej mierze pokazuje drogę przebytą przez Sony. “Filozoficznie nie chodzi o wciąganie rzeczy do świata PlayStation. Chodzi o wspólne budowanie ogromnych i wspaniałych nowych światów”. Japońska firma obrała kierunek, którego chcą i potrzebują gracze. Nareszcie. Kupno Bungie jest wyłącznie tego potwierdzeniem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu