Felietony

Sony twierdzi, że smartfony wyprą aparaty. Pytanie nie "czy?" ale "kiedy?"

KR
Krzysztof Rojek
41

Smartfony póki co odstają jeszcze jakością od cyfrowych lustrzanek, ale to ma się zmienić. Jeżeli tak, branża foto skurczy się jeszcze mocniej.

Jakiś czas temu świat obiegła dosyć kontrowersyjna wypowiedź Terushi Shimizu, prezesa Sony Semiconductor Solutions, który na spotkaniu biznesowym powiedział, że spodziewa się, że do 2024 roku zdjęcia ze smartfonów dorównają jakością obecnym lustrzankom cyfrowym (DSLR). Oczywiście, to wzbudziło wiele dyskusji. Jak by na to nie patrzeć, branża smartfonów ciągle przekonuje nas do tego, że każda kolejna generacja aparatów jest "rewolucyjna" i "przełomowa". Ciężko więc patrzeć na to inaczej niż na kolejny już marketingowy slogan mający podbić sprzedaż nowych telefonów od Sony, które obecnie mocno skupia się właśnie na aspekcie foto w swoich telefonach. Przypomnijmy, że Sony Pro-I jest chociażby pierwszym smartfonem, który zapożyczył matrycą światłoczułą z pełnoprawnego aparatu i można przy jego pomocy osiągnąć niesamowite efekty.

Czy jednak to oznacza, że już niedługo odłożymy klasyczne lustrzanki cyfrowe na bok. Cóż, z jednej strony wydaje się to ciężkie do wyobrażenia sobie, a z drugiej - historia mocno za tym przemawia.

Zobaczcie, ile branż wykończyły już smartfony

Patrząc na rynek, widzimy wyraźnie, że telefony łącząc funkcję wielu urządzeń od lat sprawiają, że biznesy, które wydawały się nie do ruszenia, po prostu upadają. Kiedy weszły smartfony branżą, która chyba najmocniej odczuła tąpnięcie były przenośnie odtwarzacze MP3. Nawet pierwsze smartfony mające gniazdo na karty pamięci potrafiły oferować więcej miejsca na muzykę i przy okazji - pozwalały zainstalować taką apkę odtwarzacza, jaka tylko nam się podobała. Z rynku na dłuższy czas wycofały się też chociażby przenośne konsole do gier, bo zarówno Android i iOS oferują nieporównywalnie większą liczbę tytułów. Kiedy tylko zdjęcia z telefonów osiagnęły przyzwoitą jakość z rynku bardzo szybko znikły małe cyfrowe aparaty podręczne. Wykończyła ich łatwość obsługi smartfonów i to, że 90 proc. roboty robi tam za użytkownika oprogramowania.

I oczywiście - nie jest tak, że te produkty zniknęły "zupełnie" z rynku. Większość z rzeczy wypartych przez telefony wciąż istnieje, a kluczem do przetrwania było znalezienie odpowiedniej niszy. Odtwarzacze MP3 wciąż są dostępne w sprzedaży, ale w segmencie premium przeznaczonym dla osób gotowych wydać na nie kilka tysięcy złotych. Podobnie z konsolkami, które z pewnością w jakiś sposób wpłynęły na to, jak dziś postrzegamy chociażby Switcha czy Steam Decka.

I co można powiedzieć - dokładnie taki scenariusz zrealizował się w przypadku aparatów foto. Nikt nie zabiera już na wycieczkę kompakta (albo robi do nikły odsetek ludzi), a wszyscy posiłkują się przy robieniu zdjęć smartfonami. Lustrzanki cyfrowe zostały na rynku, ponieważ nisza/grupa ludzi, którzy cenią sobie lepszą jakość zdjęć ponad wygodę korzystania ze smartfona jest na tyle duża, by ten rynek utrzymać.

Ale i tutaj widać, że nisza się kurczy

Jeżeli przyjrzymy się rynkowi marek fotograficznych ostatnich lat, zobaczymy, że nie są ro historie rynkowych podbojów, a raczej - walki o utrzymanie, nie zawsze zakończonej sukcesem. Z marek, które znalazły się na granicy można chociażby przytoczyć Kodaka (który w 2012 ogłosił bankructwo) czy Olympusa (dział aparatów sprzedany do Japan Industrial Partners). Inne firmy z kolei przechodzą zmiany technologiczne, odchodząc od lustrzanek na rzecz bezlusterkowców. Jednocześnie, patrząc na statystyki sprzedaży, myślę, że już dziś na rynku większość urządzeń z logo  Leica czy Hasselblad stanowią smartfony.

Oczywiście, losy branży zależą od tego, czy smartfony faktycznie będą w stanie zrobić zdjęcia chociaż zbliżone do pełnoklatkowych aparatów. Myślę, że co prawda nie muszą dobijać dokładnie do tego, ponieważ historia uczy, że chętnie poświęcamy jakość na rzecz komfortu. Wystarczy więc, że smartfony będą zbliżały się do jakości aparatów, a nisza, tak jak w przypadku innych branż. będzie się stopniowo kurczyć. Jednocześnie jednak trzeba pamiętać, że sama branża też się rozwija i żaden telefon w najbliższym czasie nie uchwyci takiego obrazu jak Hasselblad H6D-400c za 163 tysiące złotych, ale jednocześnie - nie jest to sprzęt który zobaczycie na oczy na ulicy, a większość osób nie zobaczy go nigdy w swoim życiu.

Z tego też powodu myślę, że w popularnym rozumieniu tego słowa smartfony w końcu wyprą także amatorskie zastosowania lustrzanek i bezlusterkowców, zostawiając je tylko do zastosowań pro, spychając ten system urządzeń do jeszcze głębszej niszy. I nie ma w tym nic złego, nie pierwszy raz konsumenckie wybory kształtują przyszłość technologii. Oczywiście - powiedzie zapewne, że smartfony nigdy nie będą miały jakości aparatów przez ograniczenia fizyczne, więc taki scenariusz nie może się wydarzyć. Cóż, ostatnie kilka dekad to pokaz przezwyciężania fizycznych ograniczeń i znajdowania sposobów na ich obejście. Nie widzę więc powodu, by tym razem miałoby być inaczej.

Źródło

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu