Kosmos

Sonda DART trafiła Dimorphosa. Czy dinozaury możemy uznać za pomszczone?

Krzysztof Kurdyła
4

W grze w kosmiczne rzutki Ziemianie odnieśli kolejny sukces. 23 listopada 2021 cisnęliśmy przy pomocy rakiety Falcon 9 sondą kosmiczną DART, chcąc trafić w oddalony obecnie o 11 mln km obiekt, asteroidę Dimorphos. Udało się, pozostaje pytanie, co to uderzenie nam zdradzi.

Samoobrona planetarna

Po co rozbijać kosztujący krocie statek kosmiczny? W akcie samoobrony, choć w tym przypadku mówimy na szczęście tylko o ćwiczeniach. Misja DART ma zweryfikować jedną z dróg, którą chcemy wykorzystywać w przypadku, gdy znajdziemy asteroidę będącą na kursie kolizyjnym z naszą planetą. A nie ma się co łudzić, tak sytuacja w bliższej lub dalszej przyszłości musi nastąpić.

O tym, jak umiejętność radzenia sobie z tego typu zagrożeniami jest ważna, przekonały się dinozaury, które w zdecydowanej większość 10 km planetoida 65 mln lat temu zmiotła z planszy. Ludzkości po tym zdarzeniu pozostało ostrzeżenie w postaci mającego około 150 km średnicy krateru Chicxulub.

Homo Sapiens też zresztą otrzymał w ostatnich wiekach co najmniej kilka cennych ostrzeżeń. Skutki uderzenia meteorytu tunguskiego, Czelabińsk, a przede wszystkim spektakularny upadek komety Shoemaker-Levy 9 na powierzchnię Jowisza uświadomiły rządom i agencjom kosmicznym, że tak zupełnie odpuścić tego tematu nie wolno.

Efektem tych przemyśleń jest właśnie misja DART, w ramach której zamierzaliśmy zaatakować układ dwu asteroid, mającego ok. 800 m średnicy Didymosa, oraz jest malutkiego, mierzącego ok. 160 m średnicy jego księżyca, Dimorphosa. Nasz plan polegał na uderzeniu w mniejsze z ciał tak, aby zbliżyło się do Didymosa i w ten sposób zmienić trajektorię lotu całego układu.

Trafiony, ale czy zatopiony?

Dzięki otwartości NASA, wczorajszej nocy mogliśmy na jej kanale wideo obejrzeć przekaz na żywo z tego przedstawienia. Wszystko poszło jak po maśle, manewry wykonane przy pomocy silnika jonowego przebiegły pomyślnie. W efekcie, filmując do ostatniej chwili, sonda perfekcyjnie uderzyła w powierzchnię małego księżyca.

Trzeba tu wspomnieć, że ze względu na prędkość światła, pomiędzy sondą, a statkiem występowało opóźnienie rzędu 38 sekund. To oznacza, że DART musiał uderzyć w tę kosmiczną skałę, bazując wyłącznie na wbudowanych algorytmach, w pełnym trybie autonomicznym.

Zdjęcia przekazane przez sondę są niesamowite. Na ostatnich klatkach, sekundy przed uderzeniem, widać zbliżenia powierzchni, zdradzające wiele o strukturze i budowie Dimorphosa. To jednak nie wszystko, dziś NASA ma ujawnić nagrania i zdjęcia zrobione przez podwiezionego przez DART „kosmicznego drona”. Cubesat LICIACube, sfilmował całą scenę z dystansu 55 km.

Najważniejsze jednak wciąż przed nami. Ziemskie obserwatoria, w których zasięgu są obie asteroidy, będą teraz skrupulatnie mierzyć, czy uderzenie ważącej 610 kg i pędzącej z prędkością 24000 km/h sondy zdołało odczuwalnie „przesunąć” Dimorphosa i w efekcie wytrącić cały ten układ z równowagi.

Tu mała dygresja, wspomniany układ asteroid został wybrany między innymi dlatego, że nawet poważne przesunięcie toru jego satelity, nie będzie w stanie wytrącić go z bezpiecznego dla Ziemi rewiru. Nie musicie się obawiać, Didymos nie spadnie wam za 200 lat na głowy.

Być jak Bennu

Muszę przyznać, że po obejrzeniu zdjęć powierzchni Dimorphosa jestem jeszcze bardziej ciekawy wniosków, do jakich dojdzie NASA i naukowcy. Księżyc Didymosa wygląda na nich mniej więcej tak, jak planetoida Bennu, która chciała „połknąć” sondę OSIRIS-Rex, gdy ta pobierała próbki powierzchni.

Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że Dimorphos również będzie obiektem złożonym głównie z chondrytów, czyli asteroidą klasy C. Zewnętrzna warstwa Bennu według naukowców ma konsystencję bliższą płynom, niż ciału stałemu. Związane jest to z tym że spora część zewnętrznego płaszcza jest tak naprawdę kupą gruzu, utrzymywaną razem przez oddziaływania takie jak siły van der Waalsa.

Taka struktura może spowodować, że przesunięcie Dimorphosa będzie zbyt trudne. Drobne i luźne skały łatwiej zaabsorbują i rozproszę energię uderzenia. Już doświadczenie z Bennu pokazało, jak daleka jest przed nami droga do zbudowania sprawnego i niezawodnego systemu obrony planetarnej, a Dimorphos może ją jeszcze wydłużyć.

Niezależnie od wyników, jakie przyniesie nam to doświadczenie, DART jest pierwszym, ważnym etapem, niezbędnym do budowy naszej aktywnej kosmicznej tarczy. Z dużą dozą prawdopodobieństwa możemy już dziś stwierdzić, że zależnie od typu asteroidy, różne będą musiały być środki zaradcze. Prawda jest więc taka, że czeka na nas bardzo dużo pracy, a im szybciej wyjdziemy z wieku raczkowania w tym temacie, tym lepiej. Do tego, aby móc pomścić dinozaury sporo nam jeszcze brakuje...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu