38

Smutny autobus? Dobry pomysł

Raz na jakiś czas Polak doznaje wstrząsu. Nie piszę oczywiście o wszystkich rodakach, ale sporej ich grupie. Swego czasu szok wywołała informacja, że mięso jest ze świni (afera Makro), niedawno niespodziewanie okazało się, iż politycy przeklinają, a parę dni temu w społeczeństwo uderzyła kolejna kometa: urzędnicy nie mają serca i uśmiercają autobusy. Smutne autobusy. Ale […]

Raz na jakiś czas Polak doznaje wstrząsu. Nie piszę oczywiście o wszystkich rodakach, ale sporej ich grupie. Swego czasu szok wywołała informacja, że mięso jest ze świni (afera Makro), niedawno niespodziewanie okazało się, iż politycy przeklinają, a parę dni temu w społeczeństwo uderzyła kolejna kometa: urzędnicy nie mają serca i uśmiercają autobusy. Smutne autobusy. Ale jakże poczciwe…

Dwa dni temu zderzyłem się w Sieci (m.in. na Facebooku) z dość dziwnym zjawiskiem: ludzie bronili autobusu z krótkiego filmu animowanego przygotowanego na potrzeby MSW. Początkowo myślałem, że to jakiś żart (nie sam film, ale reakcja widzów) i sposób na odreagowanie szoku wywołanego aferą podsłuchową. Szybko okazało się jednak, iż nie trafiłem na masową zgrywę – ludzie naprawdę stanęli w obronie smutnego autobusu i dali urzędnikom jasno do zrozumienia co o nich myślą.

Powód oburzenia jest podobno oczywisty: autobus jest słaby, stary, schorowany, symbolizuje wykluczenie społeczne. I nikt nie chce mu pomóc, zamiast tego sypią się drwiny i kolejne ciosy. Pojawiają się myśli samobójcze, a ostatecznie dochodzi do unicestwienia. Katem jest chyba urzędniczka. Tak, ta postać musi być bezwzględną polską urzędniczką. Zła kobieta zabija autobus, który chwilę wcześniej został uratowany przez motyla. Zresztą, po co to opisywać – jeśli ktoś jeszcze nie widział filmu, to można to szybko nadrobić:

Nie brakuje głosów krytykujących kampanię MSW, a konkretnie ten jeden film, a ja postanowiłem pochwalić ten projekt. Ktoś powie, że nie mam serca albo rozumu, bo przecież uśmiercono autobus, któremu wcześniej nadano ludzkie cechy. Ta kampania promuje niewłaściwe wartości, jest szokująca i przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Wystarczy chwilę poszperać w Sieci, by dowiedzieć się, że to jakiś horror, promocja mechanizmów właściwych dla obozów koncentracyjnych, całkowite zaprzeczenie ideom kreowanym w bajkach (przecież tam dobro zwycięża zło i autobus powinien przetrwać, może nawet objąć we władanie jakieś królestwo).

MSW zgarnęło za ten film cięgi. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie po zapoznaniu się z reakcją Internetu. Chociaż prawdopodobnie nie jest to dzieło samych urzędników, a wybranej do tego firmy, to ataki w komentarzach skierowano w stronę ministerstwa. Wszak to ono zapłaciło za projekt, przyjęło go w takiej formie, a teraz promuje i straszy dzieci, starców oraz wszystkich ludzi posiadających serce. Bo jeśli się nie wzruszasz, nie bronisz autobusu, to wiedz, że serca nie masz.

Czy film powinien wyglądać inaczej? Przypuśćmy, ze czerwony autobus jest zły, białe w zajezdni przed nim drżą, pojazd zjada dzieci, a na końcu urzędnik ratuje szczeniaka przed przejechaniem i wysadza autobus laską dynamitu. Gra? W opinii wielu osób byłoby to rozwiązanie idealne. Wszak kampania walczy z niebezpiecznymi pojazdami. Sęk w tym, że jest dość sztampowe. Nudne. Czy ktoś zwróciłby uwagę na tę animację i jej przesłanie? Ministerstwu pewnie dostałoby się za stworzenie gniota bez polotu. Kogo obeszłoby to, że zdezelowany autobus stwarza zagrożenie na szosie, że wozi dzieci, które mogą ucierpieć, gdy np. zawiedzie układ hamowania? Podejrzewamy, że odzew byłby niewielki. Ot, jedna z wielu podobnych akcji.

Twórcy filmu szokują, ale nic innego im nie pozostało. Sorry, takie mamy czasy. W telewizji i Sieci królują seriale typu Gra o tron, krew leje się w nich strumieniami, giną dobrzy, źli, starzy i młodzi, a ludzie chcą to oglądać. Widz nie odchodzi od ekranu tylko dlatego, że przed momentem uśmiercono bohatera o gołębim sercu. Odchodzi, bo skończył się odcinek i zaczyna się drżenie rąk: dlaczego muszę czekać tydzień na kolejny? Jeżeli akceptujemy i wychwalamy pod niebiosa takie produkcje, to jaki jest powód oburzenia na kampanię MSW?

Ministerstwo osiągnęło tym filmem cel: o akcji zrobiło się głośno, wywołała kontrowersje i dyskusję. Być może wiele osób splunie w kierunku urzędników, ale w mediach często pojawia się adres strony, którą chciano wypromować: bezpiecznyautobus.gov.pl Podejrzewam, że przebije się on do świadomości większej liczby odbiorców, niż w przypadku, gdy MSW zachęcałoby w prosty sposób do odwiedzenia strony. Wszyscy możemy na tym skorzystać.

Warto także zwrócić uwagę na problem, jaki komunikowali twórcy: ludziom jest żal „smutnych autobusów” i często nie reagują: bo firma może mieć problem, bo ktoś straci pracę, bo nie mam czasu, bo to nie moja sprawa, bo faktycznie szkoda maszyny – stara, ale jeszcze na chodzie, poczciwy autobus polskiej produkcji. Tak nie można. Tu nie ma miejsca na sentymenty. Tym razem przekaz nie zdobył uznania, ale chyba wato próbować dalej – można w ten sposób nagłośnić jeszcze kilka problemów. Czekam na kolejne akcje w tym duchu. A na koniec, by poprawić nastrój oburzonym…;)