Moje przemyślenia

Patenty na smartfony osiągnęły granice absurdu

KR
Krzysztof Rojek
3

Ile trzeba, aby obecnie dostać patent? Okazuje się, że niezbyt dużo. Urządzenie nie musi istnieć. Ba - nie musi być nawet możliwe do wykonania.

W świecie telefonów już od dłuższego czasu jesteśmy świadkami wojny na patenty. Wydaje się, że dziś firmy opatentują nawet najmniejszy detal, aby nie mogła z danego rozwiązania skorzystać konkurencja oraz aby w przyszłości móc ten fakt wykorzystać w sądzie. Chyba najsławniejsza batalia patentowa toczyła się pomiędzy Samsungiem a Apple. Fakt, że sama koreańska firma ma w swoich rękach ponad 1,2 miliona patentów sprawia, że wielu ludzi twierdzi, że obecnie zbyt łatwo jest dostać patent na smartfon. I o ile w przypadku elementów designu jest to kwestia sporna, to w przypadku konstrukcji zgadzam się z tym twierdzeniem w 100 proc. Szczególnie, jeżeli chodzi o coś, co nie ma prawa działać.

Składny smartfon, podejście nr. 2314

Mam wrażenie, że ostatnio zalewani jesteśmy nowościami odnośnie składanych smartfonów. Wygląda to tak, że każda większa firma za punkt honoru postawiła sobie, że będzie miała w ofercie "składaka". Szczególnie tyczy się to marek, które są znane wyłącznie na rynku azjatyckim. Dla nich jest to całkiem dobrze przemyślany ruch PR'owy, dzięki któremu mogą zaistnieć w umysłach ludzi w Europie i Stanach. Pojawia się jednak jeden zasadniczy problem.

Aby o technologii było głośno, musi być "przełomowa". W przypadku składanych smartfonów za "przełomowość" odpowiada oczywiście sposób ich składania. Kłopot polega na tym, że Samsung na spółkę z Motorolą zgarnęli dla siebie dwa najbardziej oczywiste sposoby składania urządzenia - wzdłuż i w poprzek ekranu. Huawei (i potworek Royale) mają u siebie natomiast trzeci sposób - ekranem na zewnątrz. Pozostało więc całkiem niewiele opcji, żeby się wybić. Jedną z nich jest koncepcja rozsuwanego smartfonu. W jej ramach ekran byłby zagięty i wsunięty za plecki urządzenia. Jeżeli użytkownik chciałby mieć większy ekran - mógłby go rozsunąć na specjalnie przygotowanych do tego teleskopowych szynach. I choć koncepcja ta sugeruje, że smartfon w normalnych warunkach użytkowania wytrzyma jakieś 2,5 h zanim się zepsuje, to pomysł ten jest przynajmniej realny i możliwy do wykonania.

A smartfon Tencenta - nie. A i tak dostali patent

Przecieki udostępnione przez _the_tech_guy pokazują, jak ma wyglądać i działać nowe urządzenie producenta.  Jak widzimy, składa się on prawie w całości z ekranu okalającego przód i tył urządzenia. Jeżeli użytkownik potrzebuje dodatkowej przestrzeni roboczej - może sobie go rozsunąć. Tak jak w urządzeniach Huawei czy TCL.

Haczyk polega na tym, że w tamtych smartfonach zasada działania jest jasna - wiemy gdzie mamy szynę i w jaki sposób telefon zwiększa powierzchnię roboczą. W przypadku tego patentu... cóż... powiedzmy, że im dłużej patrzę na powyższe grafiki tym miej rozumiem, co twórcy dokładnie chcą tu zrobić. Jeżeli ekran ma się z tyłu trzymać na prowadnicach (dwa białe paski) to nie mogą się one chować w sobie. Jeżeli są to wysięgniki teleskopowe - jak niby ekran ma się z tyłu trzymać. Ewidentnie też patent pokazuje, że inaczej niż w Huawei czy TCL - rozwija się nie ekran ale samo urządzenie. Jakim więc cudem wie ono, gdzie ma się "zagiąć" skoro ten punkt zgięcia będzie ruchomy (w Huaweiu i TLC wyraźnie zaznaczone jest, że porusza się tam sam ekran i owija się dookoła nieruchomej rolki).

Wojna patentowa nie jest dobra dla konsumentów

Wychodzi na to, że mamy dwa wyjaśnienia obecnej sytuacji. Pierwsze z nich  - Tencent opatentował jedno z najbardziej przełomowych rozwiązań w historii smartfonów, bądź, co bardziej prawdopodobne, patent został przyznany firmie na wyrost. Jeżeli za chwilę firma pokaże urządzenie, które będzie działało dokładnie tak, jak pokazuje to rysunek (nie podobnie - dokładnie tak samo) to oczywiście zmienię zdanie i pierwszy wstanę do oklasków. W tej chwili uważam jednak, że obok takiego urządzenia Tencent mógłby opatentować teleportację oraz zamianę wody w wino.

Nie twierdzę, że taki smartfon nigdy nie powstanie. Twierdzę, że ten patent jest tak ogólny i nieprecyzyjny, że będzie idealny do walki w sądzie o odszkodowanie, kiedy już komuś uda się zrobić coś podobnego. I chyba tylko do tego powstał.

Jeżeli jednak macie pomysł, jak rzekomy smartfon Tencenta mógłby się składać/rozkładać - dajcie znać w komentarzu. Może wspólnie dojdziemy do tego, co jego ewentualny konstruktor mógł mieć na myśli..

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: