41

Przeraża mnie wizja Samsunga – nie chcę, by smartfon stał się tak potężny

Robisz zakupy? On o tym wie. Biegasz? On o tym wie. Masz problemy ze zdrowiem? On o tym wie. Uprawiasz seks? O tym też wie. O kim mowa? O twoim smartfonie. Zmierzamy do tego, że te urządzenia będą skupiać w sobie całe nasze życie. Nie będzie tajemnic, niedomówień, kłamstw - mały kawałek elektroniki pozna Twoje życie lepiej, niż rodzice i partner(ka). A wszystko przy aplauzie klientów. Czyli nas.

Smartfon będzie bramą/wrotami – takie sformułowanie pojawiło się kilka razy w trakcie dzisiejszej premiery Samsunga, podczas której pokazano m.in. nowe flagowce: Galaxy S8 oraz Galaxy S8+. Pisałem już, że ten sprzęt (i jemu podobne słuchawki) stanie się problemem dla tabletów, teraz kilka słów o tym, że stwarza on także zagrożenie dla nas. I nie chodzi o to, że wybuchnie w kieszeni, dozna samozapłonu na pokładzie samolotu. Zmierzam do tego, że stanie się zbyt potężny, będzie za dużo wiedział o swoim użytkowniku. Pojęcie „brama” było używane w różnych kontekstach tego wieczoru, dla mnie to przede wszystkim wejście do prywatnego życia. Całkowite.

Ten proces ma miejsce już teraz. Może nie w moim przypadku, ja staram się ograniczać obecność elektroniki w swoim życiu, nie uzależniam się od niej (przynajmniej takie odnoszę wrażenie – może z zewnątrz wygląda to zupełnie inaczej?). Ale znam osoby, które nie tylko nie wypuszczają słuchawki z ręki (pewnie nie robią tego nawet podczas snu), ale jeszcze całkowicie integrują z nią swoje życie: aktywność fizyczną, finanse, życie towarzyskie, pracę, rozrywkę – we wszystkim udział bierze smartfon.

Tak przedstawiano to dzisiaj podczas premiery Samsunga, ale w wersji turbo: smartfon z asystentem głosowym we wszystkim pomoże, wszystko załatwi, o wszystkim przypomni. A z czasem pewnie też zadecyduje. Czy to jedynie pomysł Samsunga? Nie, w tym kierunku zmierzają także inne firmy. Samo używanie w tym kontekście słowa „smartfon” jest oczywiście pewnym uproszczeniem, ten proces jest bardziej złożony. Ale liczy się efekt: skupiamy swoje życie w cienkim pudełku wielkości 5 cali. Może i jest świetnie chronione, ma być zabezpieczane coraz lepiej, lecz prawda jest taka, że całkowitej pewności co do tych zabezpieczeń mieć nie będziemy, a w urządzeniu zapiszemy cały swój żywot. Cały. Wcześniej nie mieliśmy do czynienia z taką sytuacją, pecety nie były aż tak zintegrowane ze swoimi użytkownikami.

Już teraz bywa pewnie tak, że część informacji zapisanych w telefonie jest poza wzrokiem i wiedzą najbliższych. Tylko on wie, gdzie się pojawiamy, z kim rozmawiamy, za co płacimy, jakie mamy tętno i dlaczego tak wysokie, jaką piosenkę odtwarzamy często, dlaczego kontaktowaliśmy się z firmą, która stanowi konkurencję dla naszego pracodawcy. A jeśli jeszcze tego nie potrafi, to niebawem się to zmieni. Cortana, Siri czy Bixby w tym pomogą. Na koniec człowiek spojrzy w ekran i w swoim odbiciu pewnie dostrzeże, że na tych kilku calach zapisano jego osobowość, historię, przeżycia.

Mnie ta wizja jakoś nie pociąga. Nie chcę takiego uzależnienia i koncentracji informacji. W końcu pewnie i tak będę na nią skazany, ale na razie za tę „bramę do wszystkiego” podziękuję. Nie chcę budzić się i zasypiać z myślą, że one wie. Wszytko.