43

Microsoft chciał kupić Slacka, ale nie wyszło. Czy gapiostwo odbije się czkawką?

Slack to jedno z takich narzędzi, bez których w ogóle nie wyobrażam sobie pracy. Całkiem młoda biznesowa platforma komunikacyjna stała się również spoiwem naszej redakcji, której część przesiaduje w biurze i stamtąd dostarcza teksty, ja, Konrad i Maciej piszemy z domów. Najpierw korzystaliśmy z grupy na Facebooku, następnie przenieśliśmy się do Slacka, skąd... nie chcemy sobie iść.

Slack natomiast może się pochwalić genialnymi wynikami – 2-3 miliony aktywnych użytkowników dziennie to ogromna społeczność. Dodajmy do tego 1,5 miliarda wiadomości miesięcznie, 320 milionów „aktywnego wykorzystania Slacka” w ciągu tygodnia oraz 280 aplikacji zdatnych do zintegrowania z usługą i już mamy całkiem dobre wyobrażenie z jak potężną platformą mamy do czynienia. Nic dziwnego zatem, że Microsoft zainteresował się tym tworem i wpadł nawet na pomysł, żeby go przejąć. To natomiast nie wyszło.

Microsoft ostatnio sporo pieniędzy wykłada na stół – przejęcie Slacka byłoby niezwykle kosztownym przedsięwzięciem – wartość Slacka to około 3,5-4 miliarda dolarów, przy czym Microsoft początkowo był niezwykle zdeterminowany do przejęcia usługi… za osiem miliardów. Ten pomysł został jednak solidarnie storpedowany przez byłego szefa Microsoftu – Billa Gatesa oraz obecnego – Satyę Nadellę. Obaj panowie wskazywali na to, że przecież jest w Microsofcie perspektywiczna platforma komunikacyjna i jest nią Skype. Tutaj bym się nie zgodził – o ile korzystam ze Skype’a, korzystają z niego moi rodzice, to mimo wszystko wiele rzeczy w tym komunikatorze zrobiłbym lepiej. W obecnej formie nie jest on żadną konkurencją dla Slacka, który ostatnio wprowadził rozmowy głosowe/wideo do swojej usługi i działają one naprawdę dobrze. Przejęcie Slacka miało się zasadzać na przeniesieniu pewnych rozwiązań ze Slacka do Skype’a, przy czym produkt Microsoftu miał zostać udoskonalony i przygotowany na lepsze wdrożenie go w środowiskach biznesowych. To mi się odrobinę nie układa i trudno mi wyobrazić sobie, by ktokolwiek mógł zrezygnować z nazwy „Slack”. Ten kojarzy się ze świetną aplikacją do „ogarniania rzeczy” – prostą, szybką i naprawdę genialną. Skype kojarzy się głównie z kontrowersyjną jakością połączeń i… w sumie nie wiem czym.

slack

Ponadto, Microsoft ma swojego Yammera. Cóż, porównywać tej platformy do Slacka nie będę, bo zwyczajnie nie ma to sensu. Co dalej? Nie jest powiedziane, że Microsoft nie sięgnie raz jeszcze po Slacka, gdy uda się przekonać wpływowych ludzi w Microsofcie, że jest to przejęcie potrzebne firmie. Pasowałoby to w sumie to obecnej polityki Microsoftu, która polega na przenikalności własnych rozwiązań w wielu usługach na różnych platformach. Jednak czy cokolwiek złego się wydarzy, gdy Microsoft nie weźmie się za Slacka? Skądże. Niektórzy powiedzą nawet, że to lepiej, że gigant nie zdecydował się ostatecznie na to przejęcie… w sumie teraz to można sobie gdybać.