29

Silesion Durczoka zaczął z kasą, kończy bez klasy

Kamil Duroczk boleśnie przekonał się, że aby zrobić serwis internetowy nie wystarczy znana twarz z telewizji i huczny bankiet na otwarcie. Niestety internet to inna niż telewizja bestia, rządzi się innymi prawami, które trzeba znać kiedy się z nią zaczyna.

Silesion.pl po 2,5 roku zniknął z internetu. Najpierw przez ok. 2 tygodnie nie był aktualizowany aż wreszcie po prostu zniknął. Bez słowa pożegnania, bez komentarza od autorów treści czy właściciela. Właściciel czyli Kamil Durczok nie komentuje tej sprawy – właściwie na chwilę przestał udzielać się w mediach społecznościowych (poza Instagramem). W tle są też dłużnicy, którzy już oficjalnie i na głos przypominali Durczokowi o zaległościach. Taki koniec serwisu można nazwać “bez klasy”.

Rozumiem, że w przypadku problemów finansowych (które przecież mogą przytrafić się każdemu) pojawiają się zobowiązania do uregulowania. Jednak facet ze znaną z TV twarzą, niegdyś popularny dziennikarz potrafiący osądzić przed kamerą naprawdę każdego powinien takie sprawy załatwiać jak na dorosłego przystało. Skontaktować się i określić jakiś plan rozliczenia długu.

Silesion, to serwis, który zaczął swoją przygodę od długu. Serwis dla Ślązaków otwarty był podczas wielkiej gali na którą zaproszono mnóstwo ludzi. Liczny zespół i kosztowna lokalizacja spowodowały, że już na początku działalności byli zadłużeni a nie tak robi się w sieci serwisy internetowe. Trzeba więcej pokory i skromności, cierpliwości, dużo pracy u podstaw i wiedzy.

Durczok w odróżnieniu od Tomasza Lisa (NaTemat) nie miał swojego “Tomasza Machały” czyli człowieka, który wgryzie się w temat i będzie zarządzał serwisem. Myślał, że wystarczy mocny felieton i parę SEO sztuczek, aby reklamodawcy zauważyli potencjał. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze tożsamość serwisu. Po początkowej dobrej fazie szybko w Silesionie redakcja przeszła do opisywania rzeczy błahych, za mocno lokalnych i mało znaczących. Śląsk to oczywiście bardzo wdzięczny temat i szeroka publika, ale nie na tyle szeroka aby utrzymać serwis, który od początku posiadał silną konkurencję w postaci chociażby Dziennika Zachodniego. Śląsk to też za wąski target, aby na reklamy skusili się duzi gracze szukający ogólnopolskiego zasięgu.

Kamil Durczok, podobne jak wiele znanych osób z telewizji, przeliczył się też jeśli chodzi o swoją rolę w serwisie. Miał być osobą, która pociągnie za sobą cały serwis i owszem jego materiały z pewnością były najpopularniejsze ale to nie wystarczyło. Zapewne też liczył na łatwiejszy kontakt z ludźmi odpowiedzialnymi za duże pieniądze. Oczywiste jest, że dziennikarz tego pokroju ma odpowiednie dojścia i kontakty u największych biznesów w Polsce. To jednak na dłuższą metę nie działa. Owszem na początku można ściągnąć budżety od “kontaktów”, ale z czasem zaczyna się rozliczanie efektywności w Excelach i przechodzi się do normalnych rozliczeń, w których młody serwis zawsze wypada słabo.

Silesion to był naprawdę ciekawy projekt. Niestety właściciel (i piszę to bez złośliwości) położył go na własne życzenie. Szkoda, że serwis skończył w takim stylu. Gdyby nie to, może dałoby się go jeszcze sprzedać i coś z niego zrobić. Natomiast taka manifestacja niemożności i ignorancji zostanie zapamiętana i przypięta do nazwy Silesion.pl na stałe. Zawsze to będzie “nieudany serwis Kamila Durczoka, który nagle zniknął z sieci”.