Motoryzacja

Niemieckie koncerny i Ford gonią Teslę - zapowiedziano sieć super ładowarek dla Europy

MS
Maciej Sikorski
25

Boom na samochody elektryczne to kwestia najbliższych lat - tak przekonują optymiści zainteresowani tym rynkiem. Sceptycy, ale też ludzie obiektywnie nastawieni, rozpisują scenariusz zmian na dłużej. Argumentów nie brakuje, wśród nich wymienia się kwestie infrastrukturalne: ludzie nie ruszą do salonów po elektryki, póki nie będzie pewne, że te pojazdy można szybko i łatwo "zatankować". Wyzwanie spore, ale nie dla grupy złożonej z wielkich koncernów motoryzacyjnych.

Sieć ładowarek dla elektryków to inwestycja, która mocno odróżnia dzisiaj Teslę od konkurencji. Nawet, jeśli ta ostatnia stworzy pojazdy dorównujące modelom amerykańskiego producenta, nie jest pewne, czy dorzuci też stacje umożliwiające szybkie naładowanie akumulatorów. Właśnie na tym polu czekają nas spore zmiany. Kilku producentów aut, firmy Volkswagen, Daimler, BMW i Ford, zawarło porozumienie, które ma przynieść Europie dużą liczbę stacji, w których będzie można szybko podładować akumulatory.

W krótszej perspektywie ma powstać czterysta takich obiektów, na początku przyszłej dekady mogą ich już być tysiące. Ile konkretnie? Nie wiadomo, pewnie sami partnerzy nie są w stanie tego dzisiaj przewidzieć. Należy jednak podkreślić, że pełna moc ładowarek ma wynieść 350 kW - to naprawdę dużo i można się spodziewać szybkiego ładowania. O ile pojawią się auta, które będzie można ładować tym sprzętem... Wspomniani producenci swoim krokiem przerywają zaklęty krąg: ludzie nie kupują elektryków, bo nie ma ich gdzie ładować, nie powstają stacje z ładowarkami, bo na razie ten biznes nie może się opłacać - brakuje samochodów do ładowania.

Tesla to przewidziała, ich sieć superchargerów rozwijana jest od kilu lat, niedawno dotarła nawet do Polski. Mając dostęp do takich ładowarek przeciętny Amerykanin czy Europejczyk może się wybrać w naprawdę daleką trasę. Inwestycja okazała się trafiona, ale swoje kosztowała i kosztuje nadal - przecież kierowcy mogą za darmo korzystać z ładowarek. Aby ograniczyć wydatki generowane przez tę infrastrukturę, Tesla postanowiła zmienić zasady gry: nowi klienci będą musieli płacić za korzystanie z ładowarek po przekroczeniu pewnego limitu. Korporacja nie zamierza na tym zbijać kokosów, ale dopłacać też nie chce.

Koncerny niemieckie widząc, że Tesla nie żartuje, że rośnie w siłę i niebawem pozbędzie się obciążenia finansowego, a przynajmniej je zredukuje, mogli poczuć się zagrożeni. Może stąd decyzja (słuszna) o tworzeniu własnej infrastruktury? Swoje zrobiła też chęć pokazania światu, a zwłaszcza Europejczykom, że nadąża się za trendami. Volkswagen dodatkowo odrabia straty wizerunkowe będące efektem dieselgate. Zastanawia przy tym, jakie będzie rzeczywiste tempo prac nad tym projektem? Firmy faktycznie wezmą się do pracy i już za kilka kwartałów powstaną setki stacji, zacznie się rodzić sieć ładowarek z prawdziwego zdarzenia? A może od słów nie będzie tak łatwo przejść do czynów. Zwłaszcza, gdy do pracy zabierze się kilka firm, które niekoniecznie muszą się dogadywać. Rok 2017 będzie pod tym względem ciekawym testem.

Można oczywiście stwierdzić, że nawet kilka tysięcy stacji tego typu to niewiele, gdy mowa o skali całej Europy. Przecież w tym wymiarze sieć ładowarek nie będzie się mogła poszczycić zbyt dużym zagęszczeniem. Warto mieć jednak na uwadze, że takimi obiektami wzbogaci się przede wszystkim ważne ciągi komunikacyjne, popularne trasy, głównie te przebiegające przez kilka państw. Mają po prostu powstać korytarze energetyczne, które pozwolą przejechać elektrykiem trasę dłuższą, niż 200-300 km i to przejechać ją w miarę szybko, bez konieczności urządzania postojów trwających kilka godzin. Jeśli uda się to zrobić, sprzedaż pojazdów tego typu rzeczywiście może zauważalnie wzrosnąć. Pojawi się popyt na auta elektryczne koncernów. O ile te ostatnie będą je miały w swojej ofercie...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu