43

Postawiłem oczyszczacz powietrza Sharpa na miesiąc w sypialni

Powietrze w Polsce mamy jakie mamy i większość z nas ma niewielki wpływ na to, by zmienić taki stan rzeczy. Niezależnie jednak od tego, coraz popularniejszym rozwiązaniem jest używanie oczyszczaczy. Rynek na tego typu urządzenia od kilku lat rozkwita. Na rynku jest dostępnych całe mnóstwo producentów i modeli. Ja przez ostatni miesiąc miałem w swojej sypialni Sharpa UA-HD60. Czy cokolwiek zmienił w moim życiu?

Od ponad 2 lat w moim salonie stoi Xiaomi Air Purifier. To prosty oczyszczacz, którego skuteczność często poddawano w wątpliwość. Ale nie narzekam na niego. Aktywuje się na ogół w dwóch sytuacjach – kiedy ktoś w kuchni smaży oraz kiedy używam antyperspirantów w sprayu. I to właściwie tyle. Czasem latem włączałem go na maks, bo wprawiał powietrze w ruch i pomagał ledwie zipiącemu wentylatorowi w pokoju. Moja relacja z tym sprzętem jest skomplikowana. Nigdy nie sprawdziłem tak naprawdę czy jego obecność cokolwiek mi daje. Ale z drugiej strony czuję się lepiej z powodu jego obecności. Nie wiem czy to placebo czy faktyczna różnica, ale przez te dwa lata zaledwie 1-2 razy byłem przeziębiony. Może przypisuje mu jakieś nadprzyrodzone moce, a może faktycznie oddycha się w moim domu lepiej. To wie pewnie tylko sam oczyszczacz…

Ponad miesiąc temu w mojej sypialni pojawiło się drugie urządzenie tego typu – Sharp UA-HD60. To zdecydowanie bardziej zaawansowana maszyna z funkcją jonizacji powietrza, nawilżaniem ewaporacyjnym i żywotnością filtrów sięgającą 10 lat (!). Jak jego obecność wpłynęła na mnie?

Konstrukcja

Zacznijmy od kwestii fundamentalnych. Oczyszczacz Sharp UA-HD60 ma kształt wieży o owalnych kształtach rozszerzającej się ku podstawie. Tam umieszczono cztery kółka pozwalające na łatwe przemieszczanie urządzenia. Przy czym są one dyskretnie zakamuflowane, więc oczyszczacz sprawia wrażenie, jakby bezpośrednio stał na podłodze.

Front niczym nas nie zaskoczy – mamy tutaj srebrny logotyp producenta i plakietkę flagowej technologii Plasmacluster Ion HD, o której więcej za chwilę. Z tyłu widzimy kratkę z siateczką, która w istocie jest pokrywą, pod którą znajdują się filtry. Przed pierwszym użyciem należy zdjąć ją, odpakować dwa filtry (HEPA i węglowy) z foliowych opakowań i zainstalować je wg instrukcji.

Warto od razu zwrócić też uwagę na kwadratowe otwory tuż nad siateczką – pod nimi umieszczono czujniki. A tych jest kilka: zapachu, kurzu, temperatury oraz wilgotności.

A skoro o tym mowa, warto zwrócić też na prawą krawędź obudowy, gdzie sprytnie ukryto pojemnik na wodę do nawilżacza. Jego obecność zdradza biały wskaźnik informujący nas o stanie zbiornika. Maksymalnie mieści on 3 litry wody, co przy maksymalnej wydajności 660 ml/h wystarcza na minimum 4,5 godziny. W praktyce będzie to naturalnie znacznie więcej – zależnie od okoliczności, aktywnego trybu pracy itp. Pojemnik możemy całkowicie wyjąć, zanieść do łazienki i napełnić. Oczywiście nawilżacz również posiada własny, osobny filtr.

Ogólnie trzeba przyznać, że to bardzo zgrabne i dobrze zaprojektowane urządzenie. Biały, błyszczący plastik prezentuje się nieźle i nie będzie raczej szpecił żadnego pomieszczenia. Oczyszczacz jest też dobrze wykonany. Elementy spasowano w należyty sposób. Nie dostrzegłem tutaj żadnych braków lub niedoróbek. To solidna konstrukcja.

Sterowanie i możliwości

Cała magia dzieje się na górze i to tutaj znajdziemy panel sterowania. Składa się na niego aż 8 przycisków. Co ciekawe, aż trzy z nich podpisano jako „On”. Największy, okrągły uruchamia standardowy tryb – nawilżania z oczyszczaniem. Ten po lewej stronie aktywuje tryb samego oczyszczania, bez nawilżacza. Natomiast po prawej mamy funkcję „Ion shower”, w której szczególny nacisk jest położony na jonizację powietrza.

Przycisk z wentylatorem pozwala nam przełączać się między sześcioma trybami pracy wiatraka. Trzy z nich są automatyczne (auto – wiadomo, advanced auto – automat z wyższymi obrotami, pollen – automat z wysokim poziomem czułości czujnika kurzu), a trzy ręczne (tutaj podział jest bardziej oczywisty: low, medium, max). Przytrzymując przycisk wiatraka przez 3 sekundy aktywujemy lub dezaktywujemy funkcję Plasmacluster Ion.

Zaraz obok mamy przycisk z zegarem, który pozwala nam zaprogramować automatyczne wyłączenie się oczyszczacza po kilku godzinach lub wręcz przeciwnie – automatyczne włączenie się po wskazanym czasie.

Na przeciwległym krańcu umieszczono przycisk wyłączania (OFF). Zaraz obok mamy guziczek pozwalający sterować podświetleniem panelu sterowania (przydatne, gdy oczyszczacz stoi w sypialni – na noc zawsze wyłączałem wszystkie „światełka”) oraz przycisk do aktywowania i dezaktywowania zabezpieczenia przed dziećmi – należy go przytrzymać 3 sekundy. W trybie zabezpieczonym po prostu wszystkie przyciski oczyszczacza są nieaktywne.

Nad panelem sterowania mamy otwór, przez który wydobywa się czyste powietrze. Po jego bokach udało się wcisnąć jeszcze dwa wyświetlacze – ten po lewej stronie informuje o aktywacji funkcji Plasmacluster Ion, a ten po lewej o procentowym nawilżeniu powietrza w pomieszczeniu. Niestety oczyszczacz nie posiada wyświetlacza wskazującego poziom PM 2.5, więc o stanie powietrza informuje nas jedynie za pomocą trzech diod – jeżeli świecą na zielono, powietrze jest czyste, ale już przy pomarańczowym i czerwonym kolorze mamy powody do zmartwień. Diody umieszczono w takim miejscu, by odbijały się od czarnej lakierowanej powierzchni górnego panelu. W rezultacie widać je nawet z daleka.

Drugi wylot powietrza umieszczono tuż za opisywanym wyżej panelami. Tutaj mamy ciekawy akcent – plastikowy dekielek, który po włączeniu automatycznie się rozsuwa, a po wyłączeniu zamyka. Ma to zapewne zapobiegać gromadzeniu się zanieczyszczeń wewnątrz w trakcie, gdy urządzenie jest wyłączone.

Skuteczność, kultura pracy, konserwacja

Czy to działa? Żeby się o tym przekonać, przez pierwszy tydzień testów oczyszczacza ustawiłem w sypialni czujnik PM 2.5. A dopiero w drugim tygodniu wstawiłem oczyszczacz. Te próby powtarzałem jeszcze potem kilkukrotnie, sprawdzając jakie wyniki notuję bez oczyszczacza, a jakie z. Bez zagłębiania się w szczegóły – średnio wyniki były o 43 proc. niższe po włączeniu Sharpa. Od razu tutaj warto dodać, że moja sypialnia ma nieco ponad 12 metrów kwadratowych, a UA-HD60e jest w stanie „obsłużyć” pomieszczenia do 48 metrów.

I to też potwierdza moje odczucia, których tak na dobrą sprawę nigdy nie możemy być pewni (patrz wstęp o Xiaomi). Oczyszczacz sprawia, że śpię lepiej. W sypialni też przyjemniej spędza się czas, co potwierdzają inni domownicy. Połączenie oczyszczania z nawilżaniem i jonizacją robi zatem robotę. Oczywiście tutaj znowu trzeba się odnieść do tego, że możemy mówić o zwykłym placebo – sam fakt posiadania urządzenia, które ma czynić powietrze lepszym sprawia, że czujemy się lepiej. I choć czujnik to potwierdza, że faktycznie powietrze w sypialni jest lepsze. To trudno powiedzieć na ile faktycznie wpływa to na samopoczucie. Być może skutki posiadania tego sprzętu będą widoczne dopiero za jakiś czas – cztery, pięć lub dziesięć lat.

Od razu uprzedzam, oczyszczacz nie sprawił, że w sypialni zniknął kurz. Faktycznie w miejscu, gdzie stoi zbiera się go więcej, ale nie zastąpił i nigdy nie zastąpi odkurzacza. Półki i parapet dalej trzeba przecierać raz w tygodniu. Nie jest to zatem urządzenie, które pozwoli nam uniknąć sprzątania – nie łudźcie się.

Wiele dobrego można też napisać o kulturze pracy Sharpa. Oczywiście na wyższych obrotach oczyszczacz jest głośny i to nie dziwi. Ale w trybie mid i low trudno na dobrą sprawę zauważyć jego obecność. Oczywiście to sprawia, że jest mniej skuteczny i wolniej oczyszcza powietrze – coś za coś.

Problemem nie powinno być też zużycie energii, które w moim przypadku po miesiącu średnio wyniosło 26 W. Na najniższym trybie oczyszczacz pobiera zaledwie 6 W. Na najwyższych zużycie potrafi sięgnąć 35-40 W.

Ogromnym atutem jest oczywiście też żywotność filtrów. W Xiaomi muszę kupować filtr co ok. 6-7 miesięcy, co wiąże się z kosztem ok. 100 złotych. Tutaj zestaw filtrów wymieniamy dopiero po 10 latach, a przez ten czas musimy po prostu pamiętać o regularnym ich myciu. Niestety to oznacza też większy wydatek – za wszystkie trzy filtry do UA-HD60e zapłacimy ok. 1000 złotych. Warto zatem o nie dbać, by nie musieć wymieniać ich wcześniej.

Podsumowanie

Sharp UA-HD60e to średnia półka w ofercie tego producenta. Wyceniono go na 2 tys. złotych, ale w sklepach znajdziemy oferty za nawet 1650 zł. Oczywiście bez problemu można też wskazać modele o większych możliwościach i wydajności, jak np. HG-60 za niespełna 3 tys. złotych. Posiada on wskaźnik PM 2.5, ale też szereg innych dodatkowych funkcji. Wiele zatem zależy od naszych oczekiwań.

W moim przypadku HD-60 niewątpliwie się sprawdził. Oczywiście mam do niego kilka zastrzeżeń. Największe to brak wskaźnika PM. Drugim minusem jest brak możliwości zdalnego sterowania w żaden sposób – zadowoliłby mnie pilot lub chociaż aplikacja na telefon. Ostatnia kwestia to szybkość reakcji. Zauważyłem, że oczyszczacz reaguje z kilku minutowym opóźnieniem na wzrost wskaźnika PM 2.5. Nie jest to jakoś szczególnie dokuczliwe, ale dobrze mieć tego świadomość.

Warto na sam koniec dodać, że do 31 marca br. trwa promocja, w ramach której otrzymujemy aż 5 lat gwarancji na ten model.