8

Jeżeli nie lubisz Dark Souls, koniecznie daj szansę Sekiro: Shadows Die Twice – recenzja

Nie spodziewałem się, że jeszcze mogę tak mocno wsiąknąć w jakąkolwiek grę, która nie jest Civilization, Football Managerem czy strategią od Paradox Interative. A tymczasem Sekiro: Shadows Die Twice sprawił, że jestem oczarowany i zarazem zbieram szczękę z podłogi. Potem biorę pada w dłoń, umieram i znowu zbieram szczękę z podłogi. Szaleństwo? Nie, ta gra to majstersztyk.

From Software jest mistrzem w stworzonym przez siebie gatunku. Seria Dark Souls stała się kultową i na stałe weszła do kanonu, wyznaczając zupełnie nowe trendy. Stworzono nawet określenie „Soul’s like” na wszelkie produkcje, w których wyśrubowany poziom trudności idzie w parze z wielokrotnym umieraniem, a frustracja gracza z niepohamowaną chęcią „spróbowania jeszcze raz”. Taki syndrom dopadł i mnie podczas ogrywania Sekiro.

Tak samo, a jednak zupełnie inaczej

Od razu na wstępie trzeba rozwiać wszelkie wątpliwości – nie jest to żaden klon Dark Souls. Gra oczywiście wykorzystuje pewne idee i pomysły typowe dla gatunku, ale przerabia je na swój własny sposób i podąża własną ścieżką, stając się tym samym produktem wyjątkowym (i wyjątkowo grywalnym). Tym samym jest ona solidnym powiewem świeżości dla całego gatunku – czy jednak lepszym?

Akcja toczy się w XVI-wiecznej Japonii, erze Sengoku. Wojna ogarnia cały kraj. Nasz bohater jako, prawdopodobnie osierocony chłopiec zostaje przygarnięty przez wojownika o imieniu Sowa. Mija 20 lat. Chłopak zostaje zostaje shinobim i przyjmuje imię Wilk. Ma chronić młodego arystokratę, ale ponosi porażkę. Pozbawiony ręki rusza tropem porywaczy młodzieńca, oczywiście poprzysięgając zemstę.

Tak w skrócie można opisać początek historii. Narracja w grze jest jednak dość powściągliwa, co stwarza ogromne pole do domysłów i interpretacji. Widać jednak tutaj i tak duży progres względem poprzednich gier From Software – gra w końcu z nami rozmawia (i nie mówię tutaj tylko fabule, ale też m.in. o objaśnianiu mechaniki i samouczkach). Wartym odnotowania jest tutaj na pewno odmienność świata gry od realiów historycznych – wpleciono tutaj sporo fantastyki i nie tylko, w wyniku czego cały setting mocno odbiega od innych tego typu, stając się tym samym ciekawszym.

Nie tylko walka

Przejdźmy jednak do najważniejszego – rozgrywki. Tutaj czeka na nas kilka nowości. Standardowy system oparty na pasku zdrowia i staminy został zastąpiony przez współczynnik postawy. W dużym uproszczeniu jest to coś w rodzaju obrony, którą walczący muszą przełamać. A można to robić na wiele sposobów – blokując ciosy, stosując kontry, a nawet… skacząc nieprzyjacielowi na głowę. Jeżeli przełamiemy obronę, najczęściej możemy wykonać cios kończący. Wymaga to od gracza niesamowitego refleksu i wyczucia – jedno spóźnione sparowanie ataku może skutkować śmiercią naszego bohatera. Z drugiej strony perfekcyjna kombinacja bloków pozwoli nam jednym atakiem powalić potężnego bosa – coś za coś. Wszystko to sprawia, że sposób rozgrywki mocno odbiega od tego z Soulsów. Taktyka oparta na unikach i zadawaniu szybkich ciosów okazuje się nie być najskuteczniejszym sposobem na przetrwanie. I dobrze – bloki i kontry zdecydowanie lepiej pasują do tej konwencji, a przede wszystkim są dużo bardziej efektowne.

Sekiro: Shadows Die Twice gładzie również duży nacisk na mechanikę skradania. Okazuje się, że nie musimy eliminować wszystkich przeciwników, którzy staną na naszej drodze. Możemy bowiem skorzystać z urwisk czy zarośli, żeby się obok nich przekraść. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by wyeliminować ich po cichu, wabiąc przy użyciu dostępnych gadżetów. Do tego dochodzą też elementy akrobacji (choć to trochę za dużo powiedziane). Bohater dysponuje linką z hakiem, a więc może szybko wskakiwać na dachy budynków. A to ciągle nie wszystko, bo z czasem jego arsenał powiększa się o kolejne gadżety – mechaniczna ręka zastępująca tę odciętą pozwala używać takich narzędzi, jak miotacz ognia, topór czy shurikeny. Oczywiście najważniejszym przez cały czas pozostaje katana, bo mechaniczna proteza ma ograniczoną amunicję.

Z dodatkowymi gadżetami mocno powiązany jest system rozwoju naszej postaci. Ale nie ogranicza się on tylko do ulepszania przedmiotów. Nasz bohater z czasem może poznawać nowe techniki i style walki – kupując je za zdobywane w trakcie zabawy punkty umiejętności. Naturalnie poszerzymy też paski zdrowia i postawy, a także zwiększymy siłę ataków. Przeciwnicy będą też po śmierci pozostawiać pieniądze, za które kupimy nowe przedmioty.

W Sekiro trup ściele się gęsto – umierają przeciwnicy, umiera nasz bohater. I tak w kółko. Idzie za tym dodatkowa mechanika, która pozwala graczowi zdecydować, czy chce się odrodzić w tym samym miejscu z połową paska zdrowia czy wrócić do punktu kontrolnego. Oczywiście korzystanie z niej mocno ograniczono, ale i tak robi ona ogromną różnicę. W końcu każda śmierć to utracone pieniądze, odradzający się przeciwnicy i kolejne godziny frustrujących potyczek.

Połączenie nowej mechaniki walki z obszernym zestawem aktywności, jakie może podejmować nasz bohater sprawia, że mamy dość dużą swobodę w kwestii stylu rozgrywki. Jeżeli wolimy eliminować przeciwników po cichu, gra nam to umożliwi. Jeżeli wolimy się przekradać obok nich – też nic nie stoi na przeszkodzie. Oczywiście prędzej czy później twórcy wymuszą bezpośrednie starcie, rzucając na nas np. bossa z obstawą. I wtedy zabawa nabierze zupełnie innego charakteru. W rezultacie przy Sekiro trudno się nudzić, a już z całą pewnością nie można mówić o monotonni.

Dużym atutem produkcji jest niesamowity klimat, na który składa się styl graficzny oraz udźwiękowienie. Zabijaniu przeciwników towarzyszą widowiskowe efekty z groteskowo wręcz tryskającą krwią na czele. Lokacje zachwycają swoim kunsztem i dopracowaniem. Klimat historycznej Japonii przeplata się z nutką mistycyzmu i technologii. A wisienką na torcie jest udźwiękowienie, które doskonale buduje napięcie, dynamizuje rozgrywkę i podkręca adrenalinę. Aż chciałoby się zobaczyć więcej produkcji osadzonych w tym settingu.

Zagrać trzeba!

Nie ukrywam, że dotąd nie byłem zapalonym fanem serii Dark Souls. Sekiro jednak sprawia, że mam ochotę nadrobić wszelkie zaległości i przeprosić się z całą twórczością From Software (już kombinuję, skąd by tu wziąć PS4 i ograć Bloodborne!). To gra wyjątkowa. Na wielu płaszczyznach dopracowana i doskonale przemyślana. Podkręcona dynamika rozgrywki, zmieniony charakter starć i szereg dodatkowych mechanik urozmaicających gameplay sprawiają, że nawet osoby, które odbiły się dotąd od Soulsów, powinny się przekonać do tego gatunku.

Ocena: 9/10

Plusy:

– Soczysty gameplay, mnogość mechanik

– Wciąga jak diabli

– Klimat i oprawa

– Przeciwnicy!!!

Minusy:

– Drobne niedociągnięcia w pracy kamery czy kolizjach obiektów