Świat

Ściągnij obrazek, a ludzie zapłacą za Twoją kawę w Starbucks

WU
Wojciech Usarzewicz
24

Wyobraź sobie sytuacje, gdy dostajesz od kogoś obrazek na swoją komórkę z kodem kreskowym, idziesz do sklepu, bierzesz jakiś towar, a potem przystawiasz obrazek z kodem do czytnika, pieniądze są kasowane, bierzesz towar i wychodzisz. I nic nie wydajesz, bo to nie były Twoje pieniądze. Taką możliwość...

Wyobraź sobie sytuacje, gdy dostajesz od kogoś obrazek na swoją komórkę z kodem kreskowym, idziesz do sklepu, bierzesz jakiś towar, a potem przystawiasz obrazek z kodem do czytnika, pieniądze są kasowane, bierzesz towar i wychodzisz. I nic nie wydajesz, bo to nie były Twoje pieniądze. Taką możliwość dał Jonathan Stark, udostępniając swoją kartę do zakupów w Starbucksie. Kto więc płaci za kawę setek osób, które korzystają z kart? Inne osoby...

Wygląda to tak - ściągasz sobie obrazek karty na swoją komórę i korzystasz - kawę masz za darmo. Jonathan Stark, taki sobie zwykły programista, prosi jedynie, by chętne osoby dokonywały doładowań karty, znajdującej się w portfelu Starka. W ten sposób, Jonathan przeprowadza społeczny eksperyment, w którym jedne osoby płacą za kawę dla innych osób. A wszystko to jest podłączone do Twittera, dzięki czemu na bieżąco można zerkać na stan karty, a do tego jeszcze się wypromować, jeśli się wpłaci co nieco na kartę. A wiadomo, że Twitter to potężne narzędzie marketingowe.

Na specjalnym koncie na Twitterze, wyświetlane są wszystkie informacje na temat eksperymentu - widać, kiedy ktoś korzysta z karty, ile wynosi stan konta i kto z Twitterowych użytkowników dokonuje doładowania. Ot, taka kiepsko targetowana reklama na Twitterze za parę dolarów.

Pomysł sam w sobie ciekawy - jedyne, czego nie rozumiem, to sensu tego eksperymentu. Być może Stark chce zobaczyć, ile osób będzie doładowywać w ramach dotacji kartę tak, by inni mogli dzięki temu kupić sobie kawę. No ale kawę? Hmm, nie od dziś wiadomo, że ludzie chcą i lubią wpłacać pieniądze na cele charytatywne, robią też dotacje na dziwne rzeczy - nawet wspierają bloggerów piszących o opiekowaniu się małymi kotami. Nie wydaje mi się więc, żeby eksperyment ten miał na celu wskazanie, czy ludzie będą płacić czy nie - bo wiadomo, że będą.

Z drugiej strony, jako czysty marketing dla osoby Starka zagranie jest świetne - ot, typowy viral, który do tego ufunduje Ci kawę, a o Starku przez jakiś czas będzie głośno i pewnie wyląduje na ciepłej posadce w jakiejś znanej firmie. I właśnie jako reklama własnej osoby, ten “eksperyment” nabiera sensu, większe serwisy informacyjne zaraz zrobią z tego sensację określając to mianem eksperymentu “czy ludzie będą płacić.” A wystarczy trochę popatrzenia wstecz historii internetu by zaraz wrzucić między bajki “eksperyment” i nazwać to jawnie viralem.

No, w każdym razie, pomysł fajny - zwłaszcza dla osób łaknących darmowej kawy. I pewnie ktoś to zaraz powieli, choć takiej samej “sławy” już nie zyska.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

Twitter