PlayStation

Skalperzy mają najzabawniejsze historie i wytłumaczenia dla swoich działań, sami zobaczcie!

Kamil Świtalski
33

Jeżeli myśleliście że w tłumaczeniach skalperów widzieliście już wszystko, to obawiam się, że wywiad z Jackiem Baylissem prowadzącym Aftermarket Arbitrage może was zaskoczyć.

O tym jak wygląda obecnie rynek zakupu konsol nowej generacji wie każdy, kto raz na jakiś czas przegląda oferty z nimi związane. Wiadomo — w zależności od szerokości geograficznej temat wygląda nieco inaczej, ale właściwie wszędzie gdzie tylko są braki, są też skalperzy którzy próbują zarobić na poszukujących towaru klientach. W Polsce — pomijając już wszelkiej maści aukcje — sporym problemem przy windowaniu cen są zestawy, w jakich popularne sieci sklepów oferują PlayStation 5 oraz Xboxa Series X. Ale #zagranico największym problemem pozostają jednak ludzie (a czasem: całe firmy) wykupujące wszystko co się da, by odsprzedawać je po zawyżonej cenie.

Działają tam również usługi takie jak Aftermarket Arbitrage. To serwis subskrypcyjny, w którym za około 40 dolarów miesięcznie można sobie wykupić "abonament" z informacjami o dostawach pożądanych towarów. 24-latek stojący za tym projektem w rozmowie ze Sky News przyznaje, że każdego miesiąca na jego konto wpływa około 61 tysięcy dolarów. Tak, jeżeli przeliczycie to na użytkowników to wychodzi... ponad półtora tysiąca. I jak sam przyznaje - lwia część z nich jest bardzo młoda. To skalperzy, którzy chcą sobie nieco dorobić.

Co robią? Są przedsiębiorcami, wychodzą, tworzą dochód poboczny i robią coś, czym 90% populacji nie zawraca sobie głowy.

Tak, biznesmen z Aftermarket Arbitrage między wierszami pochwala działania młodych, żądnych zysków, przedsiębiorców — niejako twierdząc, że reszta jest po prostu leniwa. Co więcej, Bayliss dzieli się także historiami jego subskrybentów, którzy mogli dzięki niemu rzucić swoją codzienną pracę, bo skalping okazał się na tyle intratnym zajęciem. Przedstawia to wszystko w różowym świetle opowiadając o tym, jak mogą spędzać więcej czasu z rodziną, remontować domy, kupować rzeczy na które wcześniej nie było ich stać. Ba, przytacza nawet historię człowieka, który z jego pomocą wykaraskał się z 20 tysięcy funtów długów hazardowych. Właściwie można by rzec, że Aftermarket Arbitrage ratuje życia. I pewnie wszystko brzmiałoby jeszcze piękniej, gdyby nie głupkowate tłumaczenia jego założyciela o tym, że cała ta działalność jest jak najbardziej zgodna z jego sumieniem... bo przecież konsole nie są produktem pierwszej potrzeby* — więc jeśli ktoś planował wydać kilkaset funtów, to może kolejną stówkę dorzucić, czemu nie.

* problem polega tylko na tym, że mam dziwne przeczucie, że nawet gdyby to były rzeczy pierwszej potrzeby — zarabianie wciąż stałoby na pierwszym miejscu ;-).

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu