Samsung

Samsung znowu trolluje. Ale o co w tym wszystkim chodzi...?

MS
Maciej Sikorski
25

Samsung kilka dni temu pochwalił się wynikami finansowymi. Właściwie nie tyle samym raportem kwartalnym, co prognozami wyników. Choć znowu pobito rekordy i firma zarobiła górę pieniędzy, to euforii analityków nie było – liczyli na więcej i pojawiło się rozczarowanie. Finanse i sprzedaż koreańskiego...

Samsung kilka dni temu pochwalił się wynikami finansowymi. Właściwie nie tyle samym raportem kwartalnym, co prognozami wyników. Choć znowu pobito rekordy i firma zarobiła górę pieniędzy, to euforii analityków nie było – liczyli na więcej i pojawiło się rozczarowanie. Finanse i sprzedaż koreańskiego giganta to niezwykle ciekawa sprawa, ale moją uwagę bardziej przykuła pewna reklama sprzętu wspomnianej korporacji. Dość dziwna reklama…

Zapewne część z Was pamięta akcję marketingową Samsunga, w której drwiono z map Apple. Koreańczycy zaszaleli wówczas w Australii, a ja głośno zastawiałem się, co palą pracownicy tej firmy. Teraz to pytanie powróciło, a wszystko za sprawą promowania smartfonu Galaxy S4 na stosunkowo niewielkim rynku. Islandia, bo to o niej mowa, nie posiada zbyt wielu obywateli, potencjalnych klientów jest jeszcze mniej, więc nie mamy do czynienia ze strategicznym rynkiem. Warto jednak powalczyć o każdy sprzedany telefon, by dobić do magicznej granicy 100 mln sztuk, którą za cel postawił sobie Samsung. Jak można w najprostszy sposób przyciągnąć klientów? Reklamą, w której Koreańczycy radzą sobie dość dobrze. Podobno…

Azjatycki gigant już niejednokrotnie mieszał swoje reklamy z antyreklamą sprzętu Apple. Na dobrą sprawę w ostatnich latach większą popularnością cieszyła się ta druga forma promocji. Samsung zyskiwał na sile m.in. za sprawą kpienia ze swojego największego konkurenta i prawdziwej gwiazdy w segmencie smartfonów. Później ten mechanizm postanowiły wykorzystać także inne firmy (m.in. Nokia oraz LG) i żarty straciły trochę na swoim uroku – jeśli coś staje się powszednie, to nie cieszy już tak bardzo. Zwłaszcza, że Samsung zaczął robić coś dziwnego. Przykładem poniższy film:

Oglądałem ów materiał kilka razy. Do połowy wszystko było zrozumiałe, ale niekoniecznie zabawne. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to dość toporny przekaz, który najlepiej skwitować milczeniem. Później jednak pojawia się coś jeszcze – być może marketingowcy Samsunga po kilkudziesięciu sekundach doszli do wniosku, że ich reklama faktycznie wyszła średnio i trzeba ją jakoś rozruszać, żeby przypadkiem nie przyniosła skutków odwrotnych do zamierzonych. Dorzucono zatem teatr absurdu.

Reklama powstała z myślą o odbiorcach w specyficznym kraju. Surowy klimat, noc trwająca sporą część roku, odcięcie od świata zewnętrznego (o ile dzisiaj można jeszcze mówić o takim zjawisku). Nie znam zbyt wielu Islandczyków, więc trudno mi oceniać ich poczucie humoru, zmysł estetyczny oraz potrzeby. Ciężko mi jednak uwierzyć w to, że zaprezentowana reklama będzie w stanie odnieść sukces i spełnić swoje zadanie. Widziałem w życiu sporo absurdalnych reklam, które naprawdę można było pochwalić za niesztampowe podejście oraz kreatywność. Wspomniany produkt niestety nie poszerzy tego zbioru – w Samsungu chyba nadal palą, ale już nie to samo, co kiedyś…

Źródło grafiki: thenextweb.com

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy:

ReklamaMobileSamsungSmartfon