10

Samsung to naprawdę dobry kucharz

Samsung mnie zaskoczył. Tak w jednym zdaniu mogę podsumować to, co się wczoraj wydarzyło. Czekałem na jeden, góra dwa produkty, spodziewałem się raczej show w stylu tego, jakie firma zaserwowała ludziom w roku 2013 w Nowym Jorku albo nudnej rozciągniętej prezentacji nowego Note’a. Tymczasem Koreańczycy zaserwowali nam sprawny pokaz swojej siły, udowodnili, że należy się […]

Samsung mnie zaskoczył. Tak w jednym zdaniu mogę podsumować to, co się wczoraj wydarzyło. Czekałem na jeden, góra dwa produkty, spodziewałem się raczej show w stylu tego, jakie firma zaserwowała ludziom w roku 2013 w Nowym Jorku albo nudnej rozciągniętej prezentacji nowego Note’a. Tymczasem Koreańczycy zaserwowali nam sprawny pokaz swojej siły, udowodnili, że należy się z nimi liczyć i wcale nie przechodzą na emeryturę.

W ostatnich miesiącach niejednokrotnie krytykowałem Samsunga – tekstów tego typu mógłbym teraz przywołać przynajmniej kilka. Nie uważam jednak, by była to krytyka przesadzona, pozbawiona podstaw i wynikająca z niechęci do tego producenta. Azjatycki gigant naprawdę zasłużył na pakiet gorzkich słów. Zaczęli nudzić, rozwadniać ofertę do granic możliwości, lekceważyć konkurencję i udawać, że rynek się nie zmienia. Dlatego zadawałem pytanie, czy Samsung będzie w stanie czymś nas zaskoczyć jesienią, pokazać pazur, wyjść z marazmu, w jaki zaczął wpadać jakiś czas temu. Okazało się, że jest w stanie.

Myślałem, że niespodzianką, „wow motywem”, który przyszykowała na jesień korporacja, jest Galaxy Alpha. Smartfon, który trudno określić mianem urządzenia na miarę przełomu, ale powiew świeżości i być może początek zupełnie innego Samsunga. Trudno dzisiaj przewidzieć, jak się potoczą losy tej linii (bo zakładam, że to początek serii produktów), ale drzemie w tym spory potencjał. Potem miał być Note czwartej generacji. Lepszy od poprzedniego, jeszcze bardziej wydajny, zachęcający ludzi różnych zawodów do korzystania zeń. I tyle. Do tego już tylko nadzieja, że konkurencja nie pokaże czegoś naprawdę przełomowego.

Nadszedł jednak dzień premiery Note’a i okazało się, że Samsung ma kilka asów w rękawie. Cztery produkty. Wszystkie ciekawe. Na temat nowego Note’a nie będę się rozpisywał – zrobił to wczoraj Tomasz. Wolę poświęcić uwagę trzem pozostałym. Pojawiły się już głosy przekonujące, że nie ma się tu nad czym zachwycać, bo Samsung nie pokazał nic nadzwyczajnego. To nie jest rewolucja. Prawda? Prawda. Warto jednak podkreślić, jak korporacja to rozegrała. Wykorzystali produkty i technologie, które już mieli i zrobili z tego udane przedstawienie.

Galaxy Edge, a właściwie jego protoplasta był już pokazywany kilka kwartałów temu, smartwatche Samsung tworzy od dłuższego czasu, Gear VR to na dobrą sprawę Note w korpusie. Producent działał niczym sprawny i dobry kucharz – wykorzystał to, co zastał w lodówce i przyrządził z tego smakowite danie. Nie dokonał przełomu, ale wbił wiele osób w fotele, odzyskał odznakę innowatora. Czy Edge będzie hitem albo przynajmniej sprawnie działającym produktem? Nie wiadomo. Ale uwagę mediów i potencjalnych klientów przykuł. Czy Gear VR rozpocznie nowy rozdział w historii rzeczywistości rozszerzonej? Trudno stwierdzić. Ale wrażenie zrobił. Podobnie jest z wygiętym zegarkiem. Samsung wszystkie elementy układanki miał pod ręką i po prostu potrafił złożyć je do kupy, a następnie zaprezentować światu efekt swojej pracy.

Warto podkreślić, że firma stara się stymulować sprzedaż smartfonów – zarówno Gear VR, jak Gear S są urządzeniami, które przydadzą się osobie posiadającej inteligentny telefon. Samsung wie, gdzie bije źródło jego bogactwa i nie zamierza od niego odchodzić nawet na metr. Może najwyżej poszerzać koryto, by owego bogactwa mieściło się więcej. Firma już jakiś czas temu zauważyła, że ich sprzedaż nie tylko zwalnia, ale nawet zaczyna się kurczyć. Potrzebne są nowe rozwiązania, które przyciągną ludzi do koreańskiego producenta. Sprawny Gear VR może być takim urządzeniem. Zwłaszcza, jeśli projekt obejmie swym zasięgiem tańsze modele Samsunga.

Koreańczycy nie wywrócili wczoraj rynku do góry nogami, nie sprawili, że konkurencja wywiesi białą flagę. Możliwe, że za kilka dni ich prezentacja zblednie, bo przyćmi ją pokaz Apple. Zadanie jednak wykonali: udowodnili, że potrafią jeszcze robić wrażenie, wywoływać „wow”, sprawnie sprzedawać. Bo w środę sprawnie sprzedali nam godzinną prezentację. Nie wiadomo, jak się to skończy, ale mogę napisać, że Samsung odbił piłkę zaserwowaną przez rozkręcającą się z każdym kwartałem konkurencję. I to odbił z niezłą siłą.

Źródło grafiki: youtube.com