Mobile

Samsung nie przewidział w Galaxy S 21 Ultra miejsca na S-Pen. Rozwiązanie: paskudna obudowa

KR
Krzysztof Rojek
5

Obudowa do trzymania S-Pena w Samsungu Galaxy S21 Ultra z miejsca ląduje na podium najbrzydszych akcesoriów do smartfonów.

Wygląd i działanie dzisiejszych smartfonów to efekt batalii pomiędzy dwoma wykluczającymi się obozami. Z jednej strony twórcy chcą zapewnić użytkownikom najbardziej wizualnie estetyczny telefon. Wiąże się to m.in z odchudzaniem urządzenia, stosowaniem tricków i sztuczek (jak wyspa na aparaty), które mają wyszczuplić telefon czy też dążeniem do jak najbardziej "czystej" formy, przez pozbywanie się chociażby wcięcia w ekranie. Z drugiej jednak strony - konsumenci chcą telefonów, które są coraz mocniejsze, wyposażone w coraz więcej funkcji i zauważalnie lepsze z generacji na generację. To sprawia, że co jakiś czas oba obozy ze sobą kolidują. Tak jest w przypadku nowego Samsunga Galaxy S21 Ultra, do którego firma zdecydowała się dodać obsługę rysika S-Pen.

S-Pen w Galaxy S21 Ultra - albo wygoda albo wygląd

Niestety, problem polega na tym, że inaczej niż w serii Note, w Galaxy S nie zaplanowano żadnego miejsca, w którym S-Pen mógłby się schować. Oba urządzenia nie mają też wbudowanych magnesów, dzięki którym mogłyby trzymać się razem, tak jak w przypadku iPadów. Rozwiązanie jest więc jedno - stworzyć obudowę, pozwalającą na przechowywanie S-Pena. Niestety, o etui, z którymi wyszedł do sprzedaży Samsung, nie mogę powiedzieć wiele dobrego. Przede wszystkim, bardzo odrzuca mnie ich wygląd. W tym aspekcie mogą konkurować chbya tylko ze sławnym wielbłądzim etui od iPhone'a z dodatkową baterią. Boli przede wszystkim to, że etui psuje całkowicie symetrie i smukłość telefonu. W rzeczywistości wygląda to bowiem dużo gorzej niż na renderach.

Oprócz tego widać, że wyspa na aparaty jest tak masywna, że obudowa nie jest w stanie tego wyrównać, wobec czego ta także wystaje. Etui, które dodatkowo zakrywa ekran wcale nie jest wiele lepsze - ma bowiem tendencje do ślizgania się po ekranie. Patrząc na to, jak wyglądają alternatywne obudowy firm trzecich dochodzę jednak do wniosku, że chyba w tym wypadku jednak nie dało się tego zaprojektować w taki sposób, by zachować funkcjonalność i jakąkolwiek estetykę urządzenia.

To trochę ironiczne, że dziś kupując telefon za 6500 zł  (za co dałoby się kupić nie taki zły samochód) musisz iść na tak duży kompromis. W zamian za pełną funkcjonalność, za którą płacisz (czyli wygodne używanie ekranu przy pomocy S-Pena) musisz pożegnać się z tym, że Twój telefon jest ładny, smukły i symetryczny. Jestem ciekaw ile osób rzeczywiście będzie chciało na niego pójść, a ile zrobi to, bo nie będzie innego wyjścia by S-Pena nie zgubić. W obu przypadkach, obudowa ląduje na mojej liście najbrzydszych gadżetów do smartfona.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: