Samsung Galaxy Note 7 od minionego czwartku jest w naszych rękach. Możemy się zatem podzielić z Wami wrażeniami po tych kilku dniach użytkowania. Jak spisuje się najlepszy aktualnie smartfon (phablet) w portfolio Samsunga?

Na finalny test Galaxy Note 7 będziecie musieli jeszcze chwilę poczekać. Urządzenie trafiło do mnie dopiero w czwartek, a więc testuję je zaledwie kilka dni – to zdecydowanie za krótko, aby wystawić werdykt. Już teraz chcę się jednak z Wami podzielić pierwszymi wrażeniami po kilku dniach korzystania z Note’a 7 jako głównego smartfona. A przy okazji zajrzeć tu i ówdzie…

Na przykład do pudełka. Galaxy Note 7 jest pod tym względem bardzo dobrze wyposażony. Słuchawki, ładowarka, kabelek USB – to znajdziemy we większości topowych smartfonów. Tutaj producent dodaje nam jeszcze dwie przejściówki: USB-C – Micro USB oraz USB-C – USB 3.0. Wszystko to dopełnia zestaw końcówek do rysika wraz z metalowymi szczypcami do ich wymiany. Oczywiście nie zabrakło też kluczyka do szufladki na kartę SIM i zestawu papierowych broszurek.

Wygląd i wykonanie

Konstrukcja Galaxy Note’a 7 przyjemnie zaskakuje swoją świeżością i nieszablonowym podejściem producenta. Urządzenie wykonano z dwóch zakrzywionych tafli szkła zabezpieczonych powłoką Gorilla Glass 5 oraz metalowej ramki – grubszej krótszych bokach i zauważalnie cieńszej na dłuższych. Taka postać obramowania pełni nie tylko rolę estetyczną, ale też po prostu poprawia ergonomię. Smartfon leży bowiem fantastycznie w dłoni. Jest bardzo wygodny, fajnie się dopasowuje i nie sprawia wrażenia, jakby miał nam się za chwilę wysunąć (choć trzymają telefon za 4 tys. złotych, zawsze się odczuwa dziwny niepokój). Warto tutaj od razu zauważyć, że Galaxy Note 7 jest wyjątkowo… mały. Urządzenie mierzy zaledwie 153,5 x 73,9 x 7,9 mm – patrząc na to aż trudno uwierzyć, że zastosowano tutaj ekran 5,7 cala. Idzie to w parze z niewielką wagą – 169 g. Całość jest przy tym odporna na działanie wody oraz kurzu, co poświadcza norma IP68.


Ekran stanowi aż 78 proc. całej powierzchni przedniego panelu. Fenomenalny wynik.

Przyczynę niewielkich gabarytów smartfona widać już na pierwszy rzut oka. Zastosowany wyświetlacz jest zakrzywiony po bokach, przez co urządzenie wydaje się nie posiadać tutaj żadnej ramki (w rezultacie ona istnieje, ale mierzy zaledwie 1-2 mm). Nad i pod ekranem również nie pozostawiono zbyt wiele wolnej przestrzeni. Widać to chociażby po logotypie producenta, który wydaje się być tutaj niemalże wciśnięty na siłę. Tuż obok niego mamy obiektyw przedniej kamery, czujniki światła i zbliżeniowy, głośnik rozmów oraz tegoroczną nowość – skaner tęczówki oka. Ten niestety nie działa tak dobrze, jakby się tego od niego oczekiwało. Niezbędne jest bardzo dobre światło, ale nawet ono nie gwarantuje sukcesu przy pierwszej próbie. Często będziemy musieli się zatem uzbrajać w cierpliwość, co jest, delikatnie mówiąc, rozczarowujące. Przeciwległy kraniec obudowy to już standard – fizyczny przycisk home z wbudowanym czytnikiem linii papilarnych oraz dwa dotykowe, podświetlane po bokach – multitasking i back. Ogółem ekran stanowi aż 78 proc. całej powierzchni przedniego panelu. Fenomenalny wynik.

Krawędzie zagospodarowano w sposób bardzo klasyczny. Na lewej mamy dwa guziczki do regulacji głośności, a na prawej przycisk home. Wszystkie mają bardzo wyczuwalny i dość wysoki skok. U góry znajdziemy szufladkę Hybryd SIM, która kryje sloty na kartę MicroSD oraz Nano SIM. Tuż obok umieszczono dodatkowy mikrofon do redukcji szumów i rejestrowania wideo/dźwięku. W oczy rzucają się też dwie szare wstawki z plastiku, które mają usprawniać łączność bezprzewodową. Identyczne znajdziemy na dole. Tutaj jednak towarzyszą im (począwszy od prawej): złącze słuchawkowe 3,5 mm minijack, port USB-C, mikrofon rozmów, głośniczek multimedialny (przeciętnie grający) oraz gniazdo rysika. Tu warto zatrzymać się przy samym złączu – jak się okazuje, jego przepustowość jest ograniczona do USB 2.0. Zmieniono zatem wyłącznie rodzaj wtyczki i nie mamy co liczyć na szybką transmisję danych po kabelku. Dziwne.

Zajrzyjmy jeszcze na tyły Galaxy Note’a 7. Tutaj obyło się bez niespodzianek – pojedynczy obiektyw aparatu 12 Mpix, fazowy autofocus oraz dioda doświetlająca LED. W centralnej części znajdziemy też duże logo Samsunga.

Galaxy Note nie były Galaxy Note’m, gdyby nie posiadał rysika. Ten w tegorocznym wydaniu nie zmienił się aż tak bardzo. Producent poprawił co prawda jego parametry, zwiększając liczbę wykrywanych punktów nacisku do 4096 (wcześniej 2048) i redukując opóźnienie. Na uwagę zasługuje ponadto bardzo praktyczny przycisk gumki, a także możliwość rysowania po mokrym ekranie, czego wcześniej robić nie mogliśmy. Dodano też szereg funkcji software’owych, o których szerzej potem. Ogólna filozofia pozostała jednak bez zmian. Rysik jest mały, zgrabny i zaskakująco precyzyjny. Fani notowania będą z całą pewnością zachwyceni.

Wyświetlacz i bateria

Czasy gdy AMOLED-y w telefonach kojarzyły się z przerysowanymi, cukierkowatymi barwami już dawno odeszły w niepamięć.

Samsung już przyzwyczaił nas do wysokiej jakości swoich wyświetlaczy Super AMOLED. W przypadku Galaxy Note’a 7 sytuacja wygląda równie dobrze. Jak już wspomniałem, zastosowanie znalazł tutaj ekran o przekątnej 5,7 cala. Jego rozdzielczość wynosi 2560 x 1440 px, a to przekłada się na zagęszczenie pikseli na poziomie 518 PPI. Szczerze wątpię, żeby ktokolwiek życzył sobie więcej. Obraz jest wyrazisty, ostry oraz bardzo szczegółowy. Do plusów wyświetlacza trzeba też zaliczyć bardzo satysfakcjonujący poziom jasności oraz fantastyczne odwzorowanie kolorów. Czasy gdy AMOLED-y w telefonach kojarzyły się z przerysowanymi, cukierkowatymi barwami już dawno odeszły w niepamięć. W Galaxy Note 7 obraz jest naturalny i przyjemny dla oka. Idzie to w parze z bardzo głęboką czernią (co nie dziwi), doskonałym kontrastem i bardzo szerokimi kątami widzenia. Nie przesadzę na pewno pisząc, że jest to obecnie jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) ekranów na rynku.

Z ekranem wiążą się dwie nowości (które de facto nowościami nie są, bo spotkaliśmy je już w innych urządzeniach Samsunga). Pierwsza to oczywiście zakrzywienie. Mamy tutaj do czynienia z nieco innym rodzajem zaokrąglonych krawędzi niż dotychczas w smartfonach z serii Edge. Są one po prostu bardziej subtelne i delikatne, przez co nie musimy się obawiać, że podczas trzymania obudowy uruchomimy jakiekolwiek funkcje. To duży plus.

Ogółem smartfon działał maksymalnie 1-1,5 dnia, co nie jest zachwycającym wynikiem.

Druga kwestia to Always-On Display. Rozwiązanie to już było obecne w Galaxy S7. Polega ono po prostu na tym, że po wygaszeniu ekranu jakaś jego część pozostaje stale aktywna i wyświetla godzinę, datę, stan baterii oraz informacje o powiadomieniach. Zużycie energii jest wówczas naprawdę małe, bo w panelach AMOLED nie musi być podświetlana cała powierzchnia matrycy – wystarczą pojedyncze piksele. Efekt jest bardzo fajny i praktyczny, choć spotkałem się z różnymi opiniami na jego temat.

Co z baterią? Po tych kilku dniach trudno mi wystawić jeszcze oceny, bo rozładowałem Galaxy Note’a 7 zaledwie trzy razy. Ogółem smartfon działał maksymalnie 1-1,5 dnia, co nie jest zachwycającym wynikiem. Zastosowanie znalazło tutaj ogniwo o pojemności 3500 mAh, a więc niezbyt pojemne. Jego naładowanie trwa stosunkowo krótko, bo zaledwie 90 minut. Rozładowanie niestety też – na ogół współczynnik SOT (Screen-On-Time) w moim przypadku pokazywał 4 – 4,5 godziny. Skromnie, jak na flagowego smartfona.

System, aplikacje i wydajność

Galaxy Note 7 pracuje pod kontrolą Androida 6.0.1 Marshmallow z nakładką graficzną TouchWiz. Samsung tym razem, delikatnie ją odświeżył, dodając przy tym szereg nowych funkcji. Ogólna stylistyka pozostała niezmieniona, choć w oczy rzucają się m.in. zaokrąglone ikonki aplikacji czy przebudowany całkowicie strumień newsów na głównym ekranie (pulpit po lewej stronie). Zmieniła się też stylistyka paska stanu. Po rozwinięciu zobaczymy wyłącznie pięć podstawowych przełączników ustawień i powiadomienia. Dopiero „mocniejsze” rozwinięcie panelu odkrywa przed nami całą jego zawartość z paskiem regulacji głośności czy wyszukiwarką. Uproszczony został ponadto ekran ustawień. Przywodzi on teraz trochę na myśl pierwsze wydania Androida. Samsung postawił na podstawowe kategorie i w nich „poupychał” te setki przełączników oraz opcji, dopełniając to wszystko wyszukiwarką.

Zmiany wprowadzono również w podstawowym zestawie aplikacji, jaki otrzymujemy wraz z telefonem. Przede wszystkim zrezygnowano z trzech aplikacji do notowania na rzecz jednej – Samsung Note. A skoro o tym mowa, w Galaxy Note 7 pojawił się też szereg innych funkcji związanych z notowaniem. Możemy na przykład wykonywać notatki przy wygaszonym ekranie – wystarczy wyjąć rysik i zacząć pisać. Wówczas będziemy stawiać białe linie na czarnym tle. Ponadto rysik pozwala nam teraz na tworzenie GIF-ów z właściwie dowolnego miejsca w systemie, co stwarza niemal nieograniczone spektrum możliwości. Ponadto możemy też wykorzystać Google Translate do tłumaczenia każdego wyświetlanego tekstu.

Z innych funkcji warto wymienić wsparcie dla Vulkan API, a także możliwość odtwarzania wideo z HDR (Galaxy Note 7 jest pierwszym smartfonem, który to potrafi). Nie zabrakło też funkcji zabezpieczających, jak np. prywatny katalog, które możemy chronić za pomocą odcisku palca lub skanu tęczówki oka.

Pod maską Galaxy Note’a 7 znajdziemy topowe podzespoły: Exynosa 8890 (4 × 2,3 GHz + 4 × 1,6 GHz) z GPU Mali-T880 MP12, 4 GB RAM i 64 GB pamięci wewnętrznej. Przekłada się to oczywiście na nieskazitelnie płynne działanie smartfona. Właściwie trudno tutaj wskazać jakiekolwiek słabe strony.

Aparat

Galaxy Note 7 posiada identyczny aparat, jak Galaxy S7. Nie zmieniło się tutaj praktycznie nic. Zastosowanie znalazł tutaj sensor Hybrid Pixel z matrycą o rozdzielczości 12 megapikseli. Pojedyncze piksele mają imponujące rozmiary 1,4 mikrometra, a zastosowana optyka jasność f/1,7. Wszystko to dopełnia stabilizacja obrazu OIS oraz ręczny tryb fotografowania, w którym możemy puścić wodze wyobraźni i samodzielnie dostosowywać wszelkie parametry fotografii. Zmian próżno również szukać na przodzie – tutaj mamy matrycę 5 Mpix i tę samą przysłonę. Przykłady zdjęć znajdziecie poniżej.

Podsumowanie

Galaxy Note 7 to fantastyczne urządzenie. Niestety sen z powiek spędza cena smartfona

Galaxy Note 7 to fantastyczne urządzenie – przepiękne, nowoczesne, bardzo szybkie i nafaszerowane innowacjami. Niestety sen z powiek spędza cena smartfona – 3999 złotych. Dla wielu osób będzie to kwota wręcz zaporowa i trudno się dziwić. Dotąd za flagowe urządzenia płaciliśmy maksymalnie 3 tys. złotych. Chińscy producenci, jak Huawei, pokazali natomiast, że da się zrobić to taniej o nawet 500 złotych. Samsung nie idzie na kompromisy i ustawia poprzeczkę bardzo wysoko. Czy aby nie za bardzo dla polskiego klienta?

Po tych kilku dniach z Galaxy Note 7 jestem nastawiony do urządzenia bardzo entuzjastycznie. Póki co udało mi się zwrócić uwagę na dwie wady – przeciętną baterię oraz nieefektywny skaner tęczówki. Myślę, że nie zaszkodziłoby też zastosowanie lepszego aparatu. Ten z Galaxy S7 jest fantastyczny i to nie podlega dyskusji. Potencjalni klienci mogą jednak być rozczarowani stagnacją na tym polu.

Jestem przekonany, że Galaxy Note’a 7 bym nie kupił, bo nie wyobrażam sobie wydania takiej kwoty na smartfona. Z pewnością jednak znajdą się osoby, które to zrobią. Jest to bowiem bez wątpienia najlepszy Galaxy Note jaki wyszedł, a przy tym świeżo wyglądający i innowacyjny.