Felietony

Samsung Avila - może i był beznadziejny, ale za to dotykowy!

Tomasz Szwast
17

Samsung Avila zdobył w Polsce wielką popularność. Tak wielką, że swego czasu był najczęściej spotykanym na ulicach telefonem, tuż obok zbliżonej konstrukcji z Korei – LG Cookie. Tak wielkiej rozpoznawalności nie można się dziwić, wszak Samsung Avila był telefonem dotykowym.

Był czerwiec 2007 roku. Kiedy wielu z nas właśnie rozpoczynało wakacje, gdzieś w Stanach Zjednoczonych odbyło się wydarzenie, które na zawsze odmieniło rynek urządzeń mobilnych. Steve Jobs w charakterystycznym dla siebie stylu zaprezentował sprzęt, który miał być odtwarzaczem muzycznym, komunikatorem internetowym i telefonem w jednym. Każdy doskonale wie, że tym urządzeniem był pierwszy iPhone.

Choć nie był to pierwszy telefon z ekranem dotykowym, to właśnie iPhone kompletnie zmienił podejście do tej kategorii sprzętu mobilnego. Do tej pory telefony wyposażone w ekrany dotykowe kojarzyły się bowiem wyłącznie z  urządzeniami dedykowanymi najbardziej zaawansowanym użytkownikom. Miały być pomocne w biznesie, by ich posiadacz mógł zdalnie wykonywać wiele zadań, do których dotychczas potrzebował komputera. Pierwszy iPhone nawet nie zbliżał się do kategorii sprzętu dla profesjonalistów. Miał być urządzeniem dla każdego: przyjaznym, przystępnym i bardzo łatwym w obsłudze. Co istotne, interfejs dotykowy był w pełni dostosowany do obsługi przy pomocy palców. W czasach, gdy większość dotykowego sprzętu wymagała rysika, była to nie lada rewolucja.

Dotykowy interfejs iPhone'a do tego stopnia urzekł klientów, że bardzo wielu chciało korzystać właśnie z tego urządzenia. Istniały jednak dwie przeszkody, przez które mnóstwo ludzi musiało obejść się smakiem. Po pierwsze dostępność pierwszych iPhone'ów, która była relatywnie niska, ograniczona do wybranych krajów i operatorów. Po drugie cena. Jak przystało na iPhone'a, było drogo.

Samsung Avila w wielu krajach sprzedawany był pod nazwą Samsung Star

Modę na telefony dotykowe błyskawicznie podchwycili inni producenci. Wśród nich był oczywiście Samsung, który podszedł do tematu nieco inaczej. A gdyby tak zaprojektować i sprzedawać telefon dotykowy, który byłby nie tylko powszechnie dostępny, ale też relatywnie tani? Telefon dotykowy, na którego zakup mógłby pozwolić sobie każdy? Błyskawicznie wzięto się za jego realizację i już początkiem 2009 roku na rynku zadebiutował on – Samsung Avila. Telefon ten znany był również pod nazwą Samsung Star czy Samsung S5230, w zależności od konkretnego rynku. Co oferował? Ekran dotykowy! Cała reszta nie była istotna.

Samsung Avila miał ekran dotykowy. Na tym możemy skończyć

Na czym można było zaoszczędzić, by telefon z ekranem dotykowym był jak najtańszy? Dosłownie na wszystkim. Jaki był Samsung Avila? Rzućmy okiem na wymiary i specyfikację techniczną. Jak na współczesne realia, był to telefon bardzo kompaktowy. Miał 104 milimetry wysokości, 53 milimetry szerokości i 11,9 milimetra grubości. Ważył 93,5 grama, a ekran, który udało się zmieścić w takiej obudowie miał przekątną 3 cale i rozdzielczość 240 na 400 pikseli. W obudowie wykonanej z tak tandetnego plastiku, jak tylko było to możliwe ukryto wymienną baterię o pojemności 1000 mAh. Było również miejsce na kartę SIM w standardowym rozmiarze oraz kartę micro SD. Oprogramowanie układowe urządzenia pozwalało na instalację aplikacji Java, a interfejs systemowy otrzymał nazwę TouchWiz. Co ciekawe, Samsung pamiętał również o zaimplementowaniu aparatu z matrycą o rozdzielczości 3,2 Mpix. Kamerka do selfie? Nie była istotna, wystarczyło lusterko obok głównego aparatu.

Jak można opisać telefon Samsung Avila w kilku słowach? Był tanim telefonem z aparatem i ekranem dotykowym. To właśnie dotyk miał być tym, co popchnie klientów do zakupu właśnie tego urządzenia. Czy to się udało? Jeszcze jak! Samsung Avila sprzedawał się jak ciepłe bułeczki, czemu wydatnie sprzyjało to, że można było go otrzymać od operatora za symboliczną złotówkę nawet wtedy, gdy wybraliśmy jeden z najtańszych abonamentów czy ofertę typu mix. Samsung Avila szturmem zdobył serca klientów w Polsce, którzy mogli cieszyć się czymś, co kształtem przypominało słynnego iPhone'a. Na tym jednak podobieństwa się kończyły. Samsung Avila był po prostu kiepskim telefonem, z którego korzystało się bardzo źle. Co istotne, największą wadą okazało się być coś, co miało być je go niezaprzeczalną zaletą. Niestety, rzekoma zaleta była wyłącznie chwytem marketingowym. Kojarzycie reklamy elektromarketów, w których atutami laptopa mają być procesor Inteldysk tysiąc, a w rzeczywistości okazuje się że to najtańszy Celeron i dysk tak wolny, że do komputera trzeba pisać podania o uruchomienie czegokolwiek? Właśnie tak było z ekranem dotykowym w popularnej Avilce.

Selfie Samsungiem Avilą? Jasna sprawa, wystarczy użyć lusterka

A idź pan z takim dotykiem!

Co było nie tak w interfejsie dotykowym Samsunga Avili? Mnóstwo rzeczy. Zacznijmy od samego ekranu, który w rzeczywistości nie był nawet ekranem pojemnościowym. Był to ekran oporowy, który nie dość, że działał jedynie punktowo, co wynika z samej technologii ekranów oporowych, to jeszcze wymagał naciskania z użyciem siły, a nie delikatnego muskania, do którego jesteśmy przyzwyczajeni za sprawą współczesnych smartfonów. Punktów czułych na nacisk było dość mało, dlatego o jakiejkolwiek precyzji obsługi nawet nie było mowy. Owszem, z biegiem czasu zaczynała działać pamięć mięśniowa, przez co palce łatwiej trafiały w punkty rejestrujące dotyk, zwłaszcza podczas pisania na klawiaturze. Nie było to jednak coś, co można nazwać komfortową obsługą urządzenia elektronicznego.

Jak przekonaliśmy się w późniejszych czasach, nazwa TouchWiz oznaczała kłopoty. Nie inaczej było w przypadku Samsunga Avili. Interfejs dotykowy pod doskonale rozpoznawalną nazwą działał dokładnie tak, jak przystało na TouchWiza  – wolno, ospale, ociężale, bez jakiejkolwiek płynności. Największa zaleta? Obsługa kilku widżetów, które mogliśmy umieścić na głównym ekranie. Kiedy do tego wszystkiego dodamy problemy z niską dostępnością aplikacji Java dostosowanych do interfejsu dotykowego i rozdzielczości 240 x 400 pikseli otrzymamy przepis na całkowitą porażkę pod względem UX. Pod kątem komfortu obsługi Avila z TouchWizem była daleko w tyle chociażby za Nokiami z Symbianem, które były lepsze dosłownie we wszystkim za wyjątkiem jednego – nie miały ekranu dotykowego.

Choć Samsung Avila działał fatalnie, ludzie go pokochali. Wybierali go znacznie chętniej, niż chociażby wspomniane wcześniej Nokie właśnie dlatego, że mogli go obsługiwać przy pomocy dużego ekranu i własnych palców. Co było dalej? Samsung stał się największym producentem smartfonów na świecie a Nokia nie produkuje ich wcale (marką Nokia posługuje się HMD). A wystarczyło przekonać się do dotyku...

Ekran dotykowy Avilki był okropny, ale nie przeszkodziło to w podbiciu serc klientów

Może i kiepski, ale za to powszechnie lubiany

Mimo tych wszystkich wad, Samsung Avila był telefonem naprawdę lubianym przez klientów. Choć obsługiwało się go tragicznie, ludzie zdawali się po prostu do tego przyzwyczajać i cieszyć jego zaletami, których było przynajmniej kilka. Po pierwsze oprogramowanie Samsunga Avili było naprawdę rozbudowane, a jeśli nawet czegoś brakowało, można to było doinstalować jako aplikacja Java. Po drugie aparat, który był bardzo słaby, ale jednak był. Owszem,  zdjęcia robione przez Avilę nijak miały się do tych, które robił chociażby Sony Ericsson K800i, jednak mało kogo to obchodziło. Avilka była przecież dotykowa! Mogła również służyć za odtwarzacz muzyczny. Ulubione utwory wystarczyło zgrać na kartę pamięci by następnie odtwarzać je przy pomocy wbudowanego programu do multimediów. Muzyka w pamięci się znudziła? Żaden problem, Samsung Avila posiadał wbudowane radio.

Myślę, że można powiedzieć o Samsungu Avili, że był to całkiem niezły telefon do obsługi multimediów. Robił zdjęcia, nagrywał filmy, odtwarzał muzykę i można było na nim grać. Czego chcieć więcej? Gdyby tylko jego obsługa nie była katorgą zapamiętałbym go zdecydowanie lepiej.

Samsung Avila w jednej z pierwszych reklam

Choć był to telefon pełen irytujących wad, okazało się, że Samsung trafił w sam środek tarczy. Ludzie bardzo potrzebowali takiego telefonu. Chcieli urządzenie z ekranem dotykowym a Samsung im je dał (a właściwie to sprzedał za niewielkie pieniądze). Co na to konkurencja? O dziwo niewiele. Właściwie jedyną alternatywą dla Avili, jaką zapamiętałem z tamtych czasów, był LG Cookie. Swoją drogą, to bardzo podobny telefon do wspominanego w tym materiale Samsunga, który również znalazł bardzo szerokie grono nabywców. Czy był lepszy od Avili? Niestety, nie miałem ani jednego, ani drugiego, jedynie sporadycznie zdarzało mi się z nich korzystać, gdy demonstrował ich możliwości ktoś ze znajomych. Być może wśród naszych czytelników znajdzie się ktoś, kto lepiej zapamiętał obydwa telefony i może je porównać. Jeżeli tak, będę wdzięczny za kilka słów komentarza.

Jak pokazuje Samsung Avila, telefon wcale nie musi być szczególnie udany, by odnieść rynkowy sukces. Wystarczy dobra cena i to coś, czego ludzie w danym momencie chcą najbardziej. Później Samsung jeszcze nie raz udowodnił, że doskonale rozumie oczekiwania klientów i jest w stanie skutecznie na nie odpowiedzieć. To właśnie dzięki temu jest dziś największym producentem smartfonów na świecie. A pomyśleć, że jednym z kamieni milowych była właśnie niepozorna Avilka...

 

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu