logo samsung
39

Czarne chmury nad Samsungiem – szef może trafić do aresztu

Media skupiały się dzisiaj na Samsungu z kilku powodów, najwięcej uwagi poświęcono chyba kłopotom z Note 7 - możliwe, że niebawem poznamy przyczyny samozapłonów smartfonów. Ale ważniejszym tematem jest prawdopodobnie skandal korupcyjny, który jakiś czas temu wstrząsnął Koreą Południową. Kolejna odsłona tej afery dotyczy wiceprezesa koreańskiego giganta. Możliwe, że niebawem trafi on do aresztu.

Samsung pojawił się w dzisiejszej prasówce z obu wspomnianych powodów, jedną informację można uznać za dobrą (z punktu widzenia firmy), druga… Nie napiszę, że to byłoby trzęsienie ziemi, które zachwiałoby firmą, ale pewnie sporo by się o tym mówiło, akcje azjatyckiego giganta mogłyby na tym ucierpieć. Zacznijmy jednak od akumulatorów.

Jeśli wierzyć doniesieniom Reutersa, za tydzień Samsung Electronics poda przyczynę samozapłonów Note 7. To dobra informacja, ponieważ przez długi czas nie było jasne, co wywołuje awarię. A czy można ufać producentowi, jego urządzeniom, jeśli nie wiadomo, co było przyczyną awarii groźnych dla zdrowia? Tę sprawę podobno już rozwiązano, wadliwe okazały się… akumulatory. Nie błędy konstrukcyjne, nie kłopoty z oprogramowaniem, lecz same baterie. Wystarczy usunąć ten defekt i można wracać do gry – wspominałem, że firma spodziewa się dobrych wyników finansowych, jeśli afera z Note 7 zostanie szybo ugaszona, to rok 2017 powinien być dla korporacji udany. Zacznie się odrabianie miliardów dolarów strat, na które naraził firmę pechowy flagowiec.

Na tym kończą się dobre wieści. Zdecydowanie bardziej moją uwagę przykuł dzisiaj wątek afery korupcyjnej w Korei Południowej. Pisałem o niej pod koniec listopada:

Afera trwa już kilka tygodni, początkowo wydawało się, że jej zasięg jest niewielki, a cała sprawa ma raczej komiczny charakter: prezydent bogatego, wysokorozwiniętego kraju korzysta z porad szamanki. Z czasem wypływały jednak kolejne fakty i poszlaki. Okazało się, że owa wróżka ma dostęp np. do wstępnych wersji przemówień głowy państwa. Istnieje też podejrzenie, że wykorzystywała swoje wpływy do robienia interesów z koreańskimi firmami. Przy czym słowo „interes” zasługuje na cudzysłów, bo chodzi raczej o wymuszenia.[źródło]

W tarapaty wpadła pani prezydent i jej szamanka, gorąco zrobiło się wokół biznesmenów. Niedawno przesłuchiwany był Jay Y. Lee, wiceprezes Samsung Group i faktyczny szef giganta. To wnuk założyciela firmy, syn człowieka, który uczynił z niej giganta (ten ostatni od dłuższego czasu przebywa w szpitalu). Media donoszą, że prokuratura domaga się jego aresztowania, sąd ma podjąć decyzję w tej sprawie za dwa dni. Powód? Koreańczyk oskarżany jest m.in. o wręczanie łapówek (dziesiątki milionów dolarów) oraz krzywoprzysięstwo.

Wyobraźcie sobie tylko: człowiek uznawany za jednego z najpotężniejszych na świecie, nazwany przez Forbesa najbardziej wpływowym w Korei Południowej (wraz z ojcem), może trafić do aresztu. Miliarder za kratkami – byłby szok i skandal do kwadratu. Rynek musiałby zareagować na te wydarzenia, kapitalizacja koncernu pewnie by się skurczyła, bo sprawa dotyczy „następcy tronu”. Nie ma sensu pisać, że to wykończyłoby firmę, ale Samsung z pewnością miałby problem. Zwłaszcza, że społeczeństwo może się domagać ukarania winnych wielkiej afery polityczno-biznesowej.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w przypadku Samsunga nie byłaby to pierwsza afera tego typu – kilka lat temu w podobne tarapaty wpadł ojciec Jay Y.Lee. Jak skończyła się tamta sprawa? Rozeszła się po kościach:

Lee Kun-hee kierował firmą przed ponad dwie dekady, w kwietniu 2008 rok ustąpił w związku z oskarżeniami o przestępstwa finansowe. Został potem skazany na trzy lata więzienia w zawieszeniu. Ułaskawił go prezydent Korei, tak by Lee mógł pomóc w staraniach o organizację Igrzysk Olimpijskich w 2018 roku.[źródło]

Niezorientowanych poinformuję, że IO 2018 odbędą się w koreańskim Pjongczangu. Udało się… Nie można wykluczać, że syn będzie miał równie dużo szczęścia i nawet jeśli zostanie skazany (póki co przyjmujemy oczywiście, że jest niewinny), to władze rzucą mu koło ratunkowe. Z drugiej jednak strony: władze mają teraz większy problem, muszą zrobić porządki w swoich szeregach, więc mogą nie być skore do pomocy.

Ciekawe rzeczy dzieją się w Korei Południowej…