73

Samobójstwo czy nowy, dobry trend? – Pixel 5 będzie miał dużo wolniejszy procesor od poprzednika

Coraz więcej znaków na niebie i ziemi wskazuje, że plotki o tym, że Google zamierza wyposażyć swojego nowego flagowca w średnio-półkowy procesor Qualcomm Snapdragon 765 nabierają wiarygodności. W efekcie dojdzie do dość bezprecedensowej sytuacji, w której poprzedni model będzie wyraźnie szybszy od swojego następcy. Nie mówimy tutaj o drobnych różnicach, Snapdragon 855 napędzający Pixela 4, w testach syntetycznych wygrywa z 765 nawet o 30%.

Jak zinterpretować tak nietypowy krok? Czy decyzja Google to powolne samobójstwo tego brandu i jego markowych telefonów, czy też nowy trend oznaczający koniec technologicznego wyścigu, nieliczącego się z portfelami nabywców? A może wręcz przeciwnie, może to próba budowy fałszywego flagowca, który pozwoli wyśrubować marże przy pomocy tanich komponentów?

Klątwa Snapdragona 865

Już jakiś czas temu pisałem na łamach Antyweb, że Qualcomm strzelił sobie w kolano, wypuszczając na rynek bardzo drogiego Snapdragona 865 z zewnętrznym modemem 5G X55. Nie dość, że cena zestawu winduje koszty budowy smartfonów, wymusza wygospodarowanie nowego miejsca na dodatkowy chip, to dodatkowo pogarsza efektywność energetyczną.

Efekty widzimy już wśród mniejszych firm, których najwyższe modele korzystają najczęściej z lekko podkręconej wersji średniaka, czyli Snapdragona 765G. Jakby nie patrzeć Google nie jest jednak firmą tak małego kalibru, a same Pixele, choć słabo eksponowane i dziwacznie sprzedawane, wyrobiły sobie renomę i szczególnie w Stanach. Są tam ustawiane w jednym rzędzie z iPhonami czy flagowcami Samsunga. Wydaje się więc, że dla skupionego na amerykańskim rynku Google, koszty same w sobie nie powinny być aż tak ważne jak reputacja.

iPhone SE à rebours?

Może więc za tą decyzją stoi, trochę filozoficzna, próba odwrócenie tendencji rynkowych polegających na bezgranicznym pędzie za coraz szybszymi procesorami i coraz droższymi smartfonami? Z tą filozofią oczywiście żartuje, firmy pokroju Apple czy Google, gdyby rynek ich nie zmusił, wycisnęłyby klientów jak cytrynę. Jednak w ostatnim czasie to właśnie u kupujących daje się zauważyć zmęczenie tym wyścigiem.

Skoro tak, firmy muszą odnaleźć się w nowych warunkach i wydaje się, że Pixele idą drogą, którą można by nazwać lustrzanym odbiciem taktyki przyjętej przez Apple. Koncern z Cupertino zdecydował się wypuścić wyglądającego oldschoolowo iPhona SE, który pod maską posiada najnowsze technologie, jakimi dysponuje firma, a jednocześnie pozostawić telefony premium na dość wysokiej półce cenowej, prawdopodobnie po to, żeby cały czas podtrzymać część luksusowej legendy tej marki i demonstrator nowych technologii.

W przypadku Pixela, zarówno telefon dla ludu, jak i flagowiec mają oferować nowoczesną formę, przystępną (jak na każdą z półek) cenę i znaki rozpoznawcze Google, czyli najlepsze na rynku przetwarzanie fotografii. Jednocześnie oba mające mieć w niedalekiej perspektywie czasu premierę smartfony, czyli średniak 4a i 5 będą korzystały z takiego samego, niezbyt szybkiego procesora. Pytanie co jeszcze zaoferuje flagowiec, żeby odróżnić się od swojego dużo tańszego kuzyna.

Optymalizacja zamiast kolejnych rdzeni i setek Ghz?

Wydaje się, że sukces lub porażka takiej taktyki zależałaby głównie od tego, jak dobrze działałby na takim flagowcu Android. Pomimo że według najnowszych doniesień Pixel 5 ma być relatywnie tani, mówi się o cenie 699 dolarów, klienci poszukujący jakości premium nie wybaczą tego, jeśli oszczędności byłyby wyraźnie widoczne w działaniu systemu.

Pozostaje więc pytanie, czy za taką decyzją poszłyby poważne prace optymalizacyjne Androida, które pozwoliłyby tym telefonom działać przynajmniej tak płynnie, jak poprzednicy. Przyznam, że myśl o tym, że firma odpowiedzialna za Androida postanawia skupić się na dopracowaniu tego co ma pod maską, wydaje się bardzo kusząca. Od dawna uważam, że zbyt dużo energii wkłada się w rozwój hardware’u, generując śmieci w postaci szybko starzejących się urządzeń, a zbyt mało pracuje nad optymalizacją software’u, gdzie mamy spore „zapasy” mocy.

Programy pisze się na szybko, zbyt dużo jest różnego rodzaju uniwersalnego badziewia, pozwalające na szybko portować kompletnie niezoptymalizowane aplikacje, po których uruchomieniu komputery chcą startować, a smartfony zmieniają się w grzałki. Tutaj widzę też największe zagrożenie, dla tego typu taktyki. Nawet jeśli Google chciałby dopracować Androida, czy same optymalizacje systemu wystarczą, żeby nie spadła wydajność w często słabo napisanych aplikacjach firm trzecich? To raczej pytanie retoryczne…

Brak pomysłu na siebie

Cóż, powyższa wizja wydaje się bardzo atrakcyjna, ale ja jednak nie jestem w tej kwestii takim optymistą. Wydaje się, że Google nie ma żadnego pomysłu na siebie jako producenta smartfonów. Na dziś chce po prostu zaoszczędzić kasę na procesorach Qualcomma, a jednocześnie jakoś zaznaczyć, że dalej jest obecne na rynku premium i wskoczył na pokład 5G. Jednym słowem chce mieć ciastko i zjeść ciastko równocześnie. Może po kosztach chciałby dojechać do momentu, aż zmaterializuje się ich autorska odmiana ARM-a?

Moim zdaniem ten skok się nie uda, a tak skonfigurowany „flagowiec” zniszczy dobrą reputację Pixeli, przy najmniej wśród droższych telefonów. Paradoksalnie, jego porażka może mieć miejsce równolegle z sukcesem Pixela 4a, który ma potencjał na powtórzenie drogi iPhone SE. A sukces tych dwu telefonów może niechcący zmienić reguły gry na całym mobilnym rynku na lepsze. I tego jako klienci powinniśmy sobie życzyć, patrząc z uśmiechem na zmierzającego ku katastrofie rynkowej Pixela 5. O ile oczywiście Google nie zmieni tego  projektu, ponieważ kolejne plotki mówią też przesunięciu premiery tego modelu.

Wizualizacja Pixela 5: Sarang Sheth