Moje przemyślenia

Rząd chce pomagać polskim twórcom gier. Nadchodzi nowy Music Master Chopin?

KO
Kamil Ostrowski
59

Jak donosi Puls Biznesu rząd będzie w konkretny sposób wspierał polski gamedev, pomimo odejścia wicepremiera Pawlaka, który uznawany był za wielkiego entuzjastę aktywnej pomocy rodzimym twórcom gier wideo. W jaki sposób? Wysyłając ich na targi. Skąd takie informacje? Podobno Ministerstwo Gosp...

Jak donosi Puls Biznesu rząd będzie w konkretny sposób wspierał polski gamedev, pomimo odejścia wicepremiera Pawlaka, który uznawany był za wielkiego entuzjastę aktywnej pomocy rodzimym twórcom gier wideo. W jaki sposób? Wysyłając ich na targi.

Skąd takie informacje? Podobno Ministerstwo Gospodarki rozpisało przetarg na wybór podmiotu, który ma całą tę akcję zorganizować. Finansowani z budżetu państwa deweloperzy mieliby rozstawić się w Hanowerze podczas CeBIT, w Los Angeles podczas E3 i w Kolonii podczas Gamescomu. Nie wiadomo nic o Tokyo Games Show, ale w planach są także wycieczki na CES w Las Vegas i do Doliny Krzemowej. Jak rozumiem, te dwie ostatnie miały by charakter raczej edukacyjny i poszerzający horyzonty.

Co do zasady jestem wielkim, ale to wielkim przeciwnikiem dopłat, subsydiowania czy jakiejkolwiek formy pomocy ze strony państwa. Kilkukrotnie w swoim życiu zetknąłem się z inicjatywami, które organizowane były za publiczne pieniądze i jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ich nie marnotrawiono. Nie wspominając o tym, że psuje to rynek – wystarczy spojrzeć na kondycję polskiego kina (let the shitstorm begin!). Nie potrafię zmusić się do entuzjazmu również w tym przypadku. Idea jest oczywiście szlachetna i w idealnym świecie byłaby to świetna sprawa, niestety jestem niemal pewien, że rozbije się brutalnie o rzeczywistość...

Okej – ze wszystkich sposobów na pomoc polskim deweloperom ten jest najmniej szkodliwy. Rozłożenie się na takich targach to przede wszystkim szansa na zrobienie hype’u wokół swojej produkcji. Niejednokrotnie wystarczy kilka przychylnych grze artykułów, żeby nakręcić machinę, która sprawi, że dany tytuł zyska wielką popularność – za przykład niech posłuży Hotline Miami, które wypłynęło na bardzo dobrych recenzjach w Rock Paper Shotgun i Eurogamerze.

Pytanie tylko – jak dobierze się studia, które otrzymają dofinansowanie? Rozumiem, że nie ma sensu pomagać dużym firmom jak Techland czy CD Projekt RED. W takim razie małe studia, gry niezależne, dobrze rozumiem?

Tylko skąd urzędnik ma się znać na grach? A może któryś z wybitnych przedstawicieli polskiego gamedevu zechce za marną urzędniczą pensję zasiąść za biurkiem w Ministerstwie Gospodarki i zamiast zarabiać duże pieniądze na tym co kocha, porzuci marzenia, zajmie się przeglądaniem wniosków i ogrywaniem prototypów?

Dlaczego mam wrażenie, że na E3 polecą twórcy flashówek i gier społecznościowych, których, przy całym szacunku dla ich twórców i ze świadomością, że mają swoje miejsce na rynku, nikt ze zgromadzonych w Los Angeles dziennikarzy nie zainteresują? Czemu mam przeczucie, że to Music Master Chopin, a nie Eternal Sonata miało by szanse na prezentację na targach, gdyby zgłoszono taki projekt z prośbą o dofinansowanie?

Czytając dalej dochodzę do zdania, które mówi o tym, Polacy będą wystawiani w jednym miejscu i pod wspólnym szyldem. Trochę pachnie mi to Iranem, który również niejednokrotnie prezentował się na targach gier wideo jako monolit, stając się raczej ciekawostką i obiektem delikatnych drwin, niż poważnym elementem świata gamedevu. Nie widziałem podczas Gamescomu osobnych stref dla Niemców, Kanadyjczyków czy Francuzów. Rozumiem, że resort widzi w grach wideo okazję do zaprezentowania Polski "na zewnątrz" jako nowoczesnego i rozwiniętego kraju (co, na marginesie mówiąc, wydaje się być jednym z priorytetów miłościwie nam panujących), ale w tym przypadku łatwo możemy się ośmieszyć.

Mam złe przeczucia. Potęgują je takie wiadomości jak powstanie Krajowej Izby Gospodarki Cyfrowej, która również zrodziła się z pięknej idei – chęci bronienia interesów twórców oprogramowania. Pytanie tylko ile wody upłynie w Wiśle, zanim stanie się znienawidzona, podobnie jak inne instytucje, we wszystkich pozostałych gałęziach gospodarki i życia.

Nie lepiej cieszyć się z tego, że twórcy gier wideo mają się dobrze, rozwijają się i zostawić ich w spokoju? Świetnie sobie radzili do tej pory.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu