18

Tak wyobrażano sobie 2019 rok. Cóż, raczej przestrzelono z oczekiwaniami

Niedawno mieliśmy do czynienia z dniem, który był tłem dla wydarzeń w Blade Runner z 1982 roku. Kalifornia, Los Angeles w smogu, coś w stylu futuro-noir. Absolutna dystopia, upadek fundamentalnych wartości, latające auta i ogromne, interaktywne billboardy. Jak jest teraz? Czy żyjemy w dystopii? I czy samochody latają?

Samochody jeżdżą, a samoloty latają (i trochę jeżdżą). Od 1982 roku niewiele się zmieniło, no, może poza tym, że stoimy w drzwiach rewolucji w dziedzinie napędów dla aut. O samochodach latających nikt obecnie nie myśli całkiem poważnie – obecny układ doskonale się sprawdza i nikt nie zamierza tego na razie zmieniać. Wiele natomiast robi się w dziedzinie autonomizacji pojazdów – niewykluczone więc, że za dekadę będziemy bardzo poważnie myśleć o tym, czy nie kupić sobie „autonomika”.

Czytaj więcej: Cyberpunk 2077 coraz lepszy i większy

Ridley Scott nieco więc przestrzelił, ale niczym on to zrobił, potężnie przestrzelił również Philip K. Dick, który napisał powieść, na której oparto film.

Ale chwila, chwila. Pokazano również inne oblicza przyszłości. Pamiętacie The Running Man z 1987 roku? Wtedy wyobrażano sobie, że ludzkość pogrąży się w dystopii (jakie to typowe) i powróci do starej idei „chleba i igrzysk”. A w igrzyskach będą brać ludzie, którzy jeżeli zginą, to… zginą naprawdę. Wszystko to odbywa się w oparach reality-show, które jest transmitowane wszędzie. Wieszczono upadek moralny cywilizacji i całe szczęście, najgorsze co nas spotkało w kontekście reality-show to produkcje pokroju Warsaw Shore i… patostreamerzy.

Akira natomiast, anime z 1988 roku zaproponowało przede wszystkim stylistykę, która będzie rządzić w 2019 roku. Przede wszystkim, mieliśmy koncentrować się w ultrawieżowcach funkcjonujących jak miasta oraz borykać się z falą nowoczesnej przestępczości w miastach (tak jak w pokazanym tam Tokio). Oprócz tego, wszędzie miały pojawiać się mocne neony oraz billboardy. Czy rzeczywiście tak jest obecnie? Cóż, nie przesadzajmy, aż tak źle nie jest.

The Island (2015) natomiast proponuje świat, w którym bogaci tego świata mogą sobie zrobić swojego klona – tak po prostu. Ich całe „armie” znajdują się właśnie na wyspie. A zatem filmowi futuryści uznawali, że w niedługim stosunkowo czasie rozwiążemy nasze dylematy moralne i zaczniemy klonować samych siebie. Że będziemy tworzyć ludzi dosłownie na nasz obraz i podobieństwo, zabawimy się w boga / bogów.

Czy świat w 2019 roku jest nudny?

Ależ nie! Wiele rzeczy, które „przewidywano” w bardzo naiwnych przekazach nie sprawdziło się. Niemniej, w pewnym sensie spełniła się… dystopia, która jest niezwykle subtelna w samoorganizujących się społeczeństwach takich jak nasze. Nie oszukujmy się, na naszym poziomie rozwoju cywilizacji nie dojdzie do tak jaskrawych zjawisk jak w Blade Runnerze, czy Cyberpunku – nikomu by na tym nie zależało. Ale, przyznajcie, że obecnie prywatność znaczy tyle co nic. Panuje społecznościowy ekshibicjonizm i napędzany danymi dyktat technologicznych hegemonów. Tyle, że to nie wygląda tak, że jesteśmy do cna eksploatowani przez najmożniejszych tego świata: oni dają coś nam, a my… świadomie lub nie – płacimy naszą wydajnością. I to wszystko.

Może nie mamy latających samochodów, ale skłaniamy się ku energii elektrycznej do napędzania takich pojazdów. Są również drony, wspierane przez sztuczną inteligencję. SI natomiast wcale nie chce nam dokopać, ani nie widzi w nas zagrożenia – zdaje się nam głównie pomagać w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące nas pytania.

Mamy coraz więcej leków na choroby, które dekady temu wydawały się być nieuleczalne. Możliwe, że rozwiązaliśmy zagadkę skutecznego leczenia choroby Alzheimera. Kilka lat dzieli nas na leki na chorobę Parkinsona. Nie tak dawno temu rdzeniowy zanik mięśni przestał być dla nas nieuleczalny. Coś dobrego na tym świecie mimo wszystko się stało.

To nie jest tak, że krytykuję absolutnie wszystkich, którzy próbowali zająć się przyszłością w filmach. Wręcz przeciwnie – świetnie, że takie produkcje powstają. To, co w nich się pokazuje to osobista wizja twórcy, jednak podana w taki sposób, by i widz mógł się w to odpowiednio zagłębić. A przyszłość? Przyszłość i tak nas zaskoczy. Zobaczycie.