11

Recenzja Samsung NX Mini – calowa matryca w bardzo atrakcyjnej cenie

Samsung NX Mini to pierwszy aparat tego producenta, który miałem okazję przetestować. Jest to ciekawa propozycja z kilku względów, do których przede wszystkim można zaliczyć bardzo kompaktowe rozmiary połączone z wymienną optyką i matrycą jednocalową, a także, co niezmiernie istotne, z atrakcyjną ceną. Wszystko to powoduje, że grono odbiorców tego aparatów będzie znacznie większe niż […]

Samsung NX Mini to pierwszy aparat tego producenta, który miałem okazję przetestować. Jest to ciekawa propozycja z kilku względów, do których przede wszystkim można zaliczyć bardzo kompaktowe rozmiary połączone z wymienną optyką i matrycą jednocalową, a także, co niezmiernie istotne, z atrakcyjną ceną. Wszystko to powoduje, że grono odbiorców tego aparatów będzie znacznie większe niż w przypadku Sony RX100 III, czy innych aparatów z calową matrycą. Przejdźmy zatem do rzeczy.

Budowa i wykonanie – kompaktowo, solidnie i estetycznie

Samsung NX Mini to wyjątkowo kompaktowy aparat pod względem rozmiarów, posiadający jednocześnie wymienną optykę. Jest lżejszy zarówno od Sony RX100 III i Panasonica GM1, jest również najcieńszy z nich, przynajmniej jeżeli chodzi o sam korpus. Chociażby z tego względu NX Mini to aparat wyjątkowy. Z stałoogniskowym obiektywem 9mm bez problemu mieści się w każdej kieszeni, z wyłączeniem najbardziej obcisłych dżinsów. Jeśli ktoś planuje zakup aparatu, który może niemal zawsze nosić przy sobie, jest to niebagatelna zaleta. Nawet wśród aparatów z niewymienną optyką, swobodne noszenie w kieszeni nie jest powszechne. Oczywiście podłączenie większego obiektywu noszenie w kieszeni wyklucza, chociażby jedyny dostępny zoom 9 – 27mm jest już do tego celu zbyt wystający. Nawet wówczas mamy do czynienia z lekkim aparatem.

Rozmiar to nie jedyna zaleta. Podobnie jak Panasonic GM1, Samsung NX Mini można określić mianem ładnego aparatu. Wielu osobom, które go widziały się on po prostu podobał. Połączenie srebrnych, metalowych elementów z brązowym tworzywem o fakturze skóry nadaje urządzeniu elegancki, klasyczny wygląd, chociaż producent uniknął zbyt dalekiego sięgania do klasycznych aparatów i nie znajdziemy żadnych udziwnień w stylu retro. Wręcz przeciwnie, ale o tym za chwilę.

Co równie istotne, aparat jest wykonany solidnie i budzi tym zaufanie. Nie obawiałem się nosząc go w kieszeni, bez dodatkowego, ochronnego pokrowca, że uszkodzę go podczas chodzenia czy jazdy na rowerze. Podłączenie większego obiektywu również nie powinno stanowić przeszkody i obaw o wyrwanie mocowania obiektywu z korpusu. Wszystkie srebrne elementy faktycznie zostały wykonane z metalu, włączenie z obiektywami i oferują znacznie lepszą wytrzymałość, niż większość aparatów kompaktowych, w których wszystkie elementy są z plastiku.



































Na koniec warto podkreślić, że aparat współpracuje z kartami micro SD, czyli takimi jak w urządzeniach mobilnych, a nie pełnowymiarowymi SD. Posiada standardowy gwint statywowy oraz dwa porty, USB służący do ładowania i transferu danych, oraz micro HDMI do wyświetlania obrazu na ekranie telewizora prosto z aparatu.

Ergonomia – ukłon w stronę fotografii mobilnej

Z charakterystycznych cech aparatu należy wymienić dotykowy, odchylany o 180 stopni ekran. Umożliwia on zarówno fotografowanie tuż przy samej ziemi, jak i wykonanie autoportretu. Odchylenie ekranu do selfie automatycznie włącza aparat, nawet jeżeli był wyłączony i nie dotykaliśmy przycisku zasilania. Po wciśnięciu spustu migawki aparat odlicza 3 sekundy, aby uniknąć niechcianego poruszenia kadru, można więc jeszcze skontrolować czy wszystko jest jak należy. Ekran gorzej sprawdza się w przypadku kadrów znad głowy.

U góry obudowy, patrząc od lewej, znajduje się zawias ekranu, przykryte zaślepką gniazdo na zewnętrzną lampę błyskową, ale we własnym standardzie Samsunga – na gorącą stopkę zwyczajnie jest tutaj za mało miejsca. Aparat posiada wbudowaną lampę błyskową, która przydaje się w pewnych sytuacjach, jednak z oczywistych względów ma małą moc i trzeba o tym pamiętać. Dalej mamy przycisk bezprzewodowego łączenia WiFi, przycisk zasilania i spust migawki.

Tył obudowy to dedykowany przycisk do włączania nagrywania wideo, przycisk menu, oraz kolejny guzik do zmiany trybów. Jest też czterokierunkowy krzyżak z klawiszem potwierdzania wyboru umieszczonym centralnie. Są do niego przypisane funkcje: zmiany zestawu informacji wyświetlanych na ekranie, zmiany pracy autofocusa, przełączania pomiędzy pojedynczym zdjęciem, serią, czasowym wyzwalaczem itp., a także przycisk który umożliwia regulację ekspozycji poprzez przełączanie się pomiędzy przysłoną lub czasem otwarcia migawki (zależnie od programu), korekcją ekspozycji i ustawieniem ISO. Pod krzyżakiem znajduje się przycisk podglądu i przycisk kasowania plików.

To co jest charakterystyczne dla NX Mini, to fakt, że nie posiada ani jednego pokrętła, czy to do zmiany trybów, czy do regulacji parametrów. Nawet krzyżak nie posiada pierścienia obrotowego. Do obsługi służą tylko przyciski, których nie ma zbyt wiele, ze względu na niewielką ilość miejsca, oraz oczywiście dotykowy ekran. Takie rozwiązanie wymusza określone podejście do fotografowania i moim zdaniem najbliżej mu do fotografii mobilnej, gdzie również kluczową rolę odgrywa dotykowy ekran.

Nie jest tak, że wszystkie funkcje są trudno dostępne, bo każdy element na ekranie dotykowym jest interaktywny. Dotknięcie przysłony wyświetli pasek regulujący jej wartość. Dotknięcie informacji ISO Auto wyświetli listę dostępnych czułości, dotknięcie pola Fn wyświetli listę najważniejszych parametrów i ustawień, włącznie z ustawieniami lampy błyskowej, balansu bieli, filtrów, sposobu pomiaru światła, działania autofocusa, wykrywania twarzy itd. Jeśli jednak aparat weźmie do ręki fotograf, który od lat przyzwyczajony jest do regulowania parametrów pokrętłami umieszczonymi pod palcem wskazującym i kciukiem, bez wątpienia poczuje się mocno zagubiony. Mi zajęło dobrą chwilę zanim się zorientowałem co i jak, a nie należę do konserwatywnych fotografów.

Nie znaczy to, że każda operacja zajmuje więcej czasu, dla przykładu ustawienie dotknięciem do ekranu gdzie ma znajdować się ostrość jest błyskawiczne i bez porównania szybsze niż regulowanie tego na przyciskach i pokrętłach, jak ma to miejsce w aparatach Sony. Nie pogardziłbym jednak chociaż jednym pokrętłem. Panasonic pogodził obsługę tradycyjną z dotykowym ekranem i to jest dla mnie złoty środek. Bez pokrętła, chociaż sobie radzę, czuje się nieswojo i trochę nieporęcznie. Zapewne osobie nie przyzwyczajonej do bardziej klasycznych aparatów nie zrobi to jednak większej różnicy.

Na koniec dodam, że trzymanie palca na ekranie dotykowym blokuje wyzwalanie migawki, jeśli więc użytkownik ma większe dłonie i niezdarnie złapie aparat szybkim ruchem, może zdarzyć się, że fragment kciuka będzie zahaczał o ekran i zdjęcie nie zostanie zrobione. Nie jest to nagminny problem, ale przydarzył mi się kilkakrotnie i raz straciłem przez to cenne dla mnie ujęcie. Prawdopodobnie jest to kwestia nabrania pewnej prawy.

Matryca – duża jak na kompakt, nie tak duża dla aparatu z wymienną optyką

Matryca rejestruje 20 megapikseli, ale to nie jest cecha która decyduje o jakości zdjęć. Robi to jej rozmiar, który jest kluczowy dla jakości otrzymywanych obrazów, oraz technologia w której matryca została wykonana. W przypadku NX Mini mówmy o matrycy jednocalowej. Jest to nowy standard oferujący najwyższą jakość, w najmniejszych aparatach fotograficznych. Przez ponad 2 lata jednym aparatem kompaktowym mającym taką matrycę był Sony RX100 i dwóch jego następców. Wprowadził on nową jakość wśród aparatów kompaktowych, jednocześnie znacząco podnosząc cenę. Teraz pojawia się więcej aparatów tego typu, chociażby Canon G7 X. Były też aparaty z wymienną optyką i matrycą jednocalową, chociażby Nikon 1. Samsung NX Mini jako pierwszy chce połączyć oba światy – jest mały jak najmniejsze aparaty kompaktowe, ma jednocalową matrycę i jednocześnie wymienną optykę. Wśród aparatów z wymienną optyką, matryca calowa jest jedną z mniejszych, ale wśród aparatów tej wielkości, jedną z największych – posiada powierzchnię przynajmniej cztery razy większą niż typowy aparat kompaktowy podobnych rozmiarów (tanie kompakty mają matryce dziesięciokrotnie mniejsze). Dodatkowo technologia BSI zwiększa czułość matrycy i zmniejsza ilość szumów.

Z tego właśnie powodu Samsung NX Mini charakteryzuje się szerokim zakresem czułości do ISO 25600, a zdjęcia mają wysoką jakość. Mówiąc obrazowo i jednocześnie dość ogólnikowo, ten mały aparat oferuje jakość, przynajmniej w kategorii matrycy,lepszą od pierwszych kilku serii lustrzanek cyfrowych, a za obecnymi niedrogimi lustrzankami konsumenckimi nie jest daleko w tyle. To mniej więcej podobny rząd jakości. Oczywiście droższe i lepsze aparaty z większą matrycą oferują jeszcze lepszą jakość, ale jednocześnie znacznie większe rozmiary i wagę.

Istotne jest, że z powodu swoich rozmiarów Samsung NX Mini nie posiada mechanicznej migawki, jedynie migawkę elektroniczną, czyli po prostu zastępuje migawkę krótkim momentem odczytywania obrazu z matrycy. Upraszcza to znacząco konstrukcję i eliminuje mechaniczny element, który ulega zużyciu, skraca również minimalny czas „otwarcia migawki” do 1/16000, ale niesie pewne ograniczenia. W pewnych sytuacjach może być widoczny rolling shutter effect, czyli zniekształcenie wynikające z faktu, że obraz nie jest odczytywany z całej matrycy jednocześnie, a linia po linii. W przypadku Samsunga NX Mini nie spotykałem się z tym problemem prawie wcale. Jedynie zdjęcia barierek na autostradzie, zrobione z szybko jadącego auta zdradzają ten efekt, ale tylko na pierwszym planie. Można więc w zasadzie uznać, że problemu prawie nie ma.

Natomiast kilkakrotnie pojawiły się zdjęcia, w których wystąpił jakiś błąd odczytu matrycy, czy zapisu obrazu na karcie. Najczęstszym objawem jest prawie całkowicie biała klatka, z małym fragmentem zdjęcia u samej góry, inny przykład to fragment poprzedniej klatki zachodzący na nowe zdjęcie, czy dziwaczne wzory w całym kadrze. Wszystkie te zdjęcia umieszczam w galerii. Tego rodzaju nieudane zdjęcia stanowiły mniej niż 1% wszystkich uwiecznionych przeze mnie kadrów, ale mimo wszystko w innych aparatach nie spotkałem się z takimi problemami.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Samsung NX Mini kosztuje poniżej półtora tysiąca złotych to mamy do czynienia z najtańszym aparatem z calową matrycą o niewielkich rozmiarach. Tańsze mogą być tylko modele starsze, które zostały zastąpione nowszymi wersjami. To niewątpliwie jedna z mocniejszych stron tego aparatu – stosunek ceny do jakości.

Obiektywy – jest kompaktowo, ale ciemno i doskwiera ubogi wybór

W tej chwili są na rynku dwa obiektywy, które posiadają mocowanie zastosowane w NX Mini, czyli NX-M. Pierwszy z nich to stało ogniskowy obiektyw 9 mm i jasności F3.5, drugi to obiektyw typu zoom o zakresie ogniskowych 9 – 27 mm i jasności F3.5 – 5.6. Po przeliczeniu przekłada się to na ogniskową 24 mm oraz zakres ogniskowych 24 – 72 mm.

Jak widać, obiektywy nie różnią się jasnością, więc to co przede wszystkim je odróżnia to wielkość. Samsung NX Mini z podpiętą stałką mieści się w niemal każdej kieszeni, czy to w koszuli czy marynarce, czy w spodniach. Stałka minimalnie wysuwa się po uruchomieniu aparatu, ale robi to błyskawicznie i bezgłośnie, więc nie ma opóźnienia podczas uruchomienia aparatu. Co ciekawe, mniejszy z obiektywów nie posiada żadnego dekielka. Fort jest gładki, tak aby nie zbiera paprochów. Być może Samsung zastosował przednie szkło o podwyższonej odporności na zarysowania. W każdym razie mimo obaw, nie odczułem negatywnie braku dekielka, przynajmniej przez okres trwania testów, za to komfort sięgania po aparat był wyraźnie większy w przypadku tego obiektywu.

Zoom dla odmiany jest przeszło dwa razy grubszy, nawet w pozycji zsuniętej do transportu. Wówczas aparat już nie mieści się w wielu kieszeniach, a te w których się mieści mocno wypycha, konieczny staj się więc jakiś pokrowiec na aparat. Zakres ogniskowych jest uniwersalny. Trzeba jednak pamiętać, że przed zrobieniem pierwszego zdjęcia, po włączeniu aparatu, trzeba obiektyw wysunąć do pozycji, w której normalnie pracuje, podobnie jak w przypadku Panasonica GM1. W efekcie uruchomienie aparatu zajmuje ciut więcej czasu i zdarza się, że o owym wysunięciu można zapomnieć, zastanawiając się, czemu ekran jest ciemny, zanim przeczytamy komunikat – wysuń obiektyw. Za to przesuniecie podczas fotografowania pierścienia zooma poza zakres pracy, co spowoduje jego złożenie, nie zdarza się. Zapobiega temu specjalna blokada. Aby złożyć obiektyw, w odpowiednim miejscu trzeba odciągnąć pierścień w stronę przeciwną do korpusu aparatu.

Oba obiektywy posiadają metalowe obudowy i jak na swoją wielkość i niską wagę są wykonane zaskakująco solidnie. Problem leży gdzie indziej, oba szkła są po prostu ciemne. Daleko im do ładnego rozmywania tła w fotografii portretowej czy robinia zdjęć w trudnych warunkach oświetleniowych. Rozumiem to w przypadku zooma, ale w przypadku stałki ciężko znaleźć uzasadnienie inne niż zachowanie najmniejszego możliwego rozmiaru. Aż prosi się aby była ona jaśniejsza niż zoom. Nie mówię o jasności F1.2, ale chociażby F1.8.

Nie ma też żadnego innego, jasnego obiektywu w ofercie, który dedykowany byłby matrycy jednocalowej. Jest co prawda przejściówka pozwalająca podłączyć obiektywy z mocowanie NX, dedykowane matrycy PAS-C. Są to jednak szkła zdecydowanie zbyt duże, aby miało to sens na dłuższą metę.

Dlatego czekam z niecierpliwością na nowe obiektywy z bagnetem NX-M, które pozwolą NX Mini rozwinąć skrzydła. Obecne szkła nie dorównują temu co oferują aparaty kompaktowe z niewymienną optyką i matrycą tej samej wielkości, które są oczywiście również znacznie droższe.

Wspomnę jeszcze, że wraz z zoomem w pudełku znajduje się zewnętrzna lampa błyskowa, która jest mocniejsza niż lampa wbudowana i znajduje się dalej od osi obiektywu, co jest zaletą, ale w porównaniu z pełnowymiarowymi lampami błyskowymi jest wagi super lekkiej – nie posiada własnego zasilania ani możliwości regulowania nachylenia palnika.

Programy automatyczne, nagrywanie filmów i WiFi

Aparat Samsunga posiada również szereg trybów automatycznych, które w swoim wyglądzie (miniaturki demonstrujące do czego służą) i działaniu bardzo przypominają to co możemy znaleźć w smartfonach i tabletach tego producenta. Dla przykładu panorama działa w ten sposób, że trzymamy wciśnięty spust migawki i przesuwamy aparat w dowolnym kierunku, a on sam wykrywa w którą stronę się przesuwamy i automatycznie skleja ujęcia. Jest to bardzo wygodne i intuicyjne, natomiast rozdzielczość panoramy sięga około 10 megapikseli, a więc znacznie mniej, niż gdyby została posklejana na komputerze z poszczególnych klatek. Mniej nawet od pojedynczego zdjęcia.

Samsung jest szczególnie doświadczony, jeżeli chodzi o bezprzewodową komunikację między aparatem a innymi urządzeniami. O ile zdalny wizjer i obsługa za pomocą smartfona to już dziś niemal standard, podobnie jak przesyłanie obrazu na telewizor, to są jeszcze funkcje niespotykane u innych producentów, jak możliwość automatycznego przesyłania robionych zdjęć na smartfony znajomych (kilku osób jednocześnie), np. gdy robimy zdjęcia na wspólnej imprezie.

Aparat nagrywa również filmy 1080p z prędkością 30 klatek na sekundę. Zmniejszenie rozdzielczości nie podwyższa klatkarzu – zawsze wynosi 30 fps. Filmy zapisywane są w kompresji ok 16 Mbps. Wszystko to powoduje, że nie jest to raczej wybitna propozycja dla wideoamatorów. Mechaniczny pierścień zooma daje nawet niezłą kontrolę, ale o kontrolowaniu ostrości i innych parametrów nie można już tego powiedzieć. Jednak jako filmom z urlopu trudno cokolwiek zarzucić. Nagrania są wystarczająco ostre i szczegółowe, żeby zadowolić większość typowych użytkowników.

Bateria – jest wyśmienita

Trzeba to powiedzieć jasno – jak na wielkość aparatu, oraz fakt, że jest to bezlusterkowiec, który wymaga nieustannej pracy matrycy i wyświetlacza podczas kadrowania, żywotność baterii jest po prostu rewelacyjna. Normy mówią o 650 zdjęciach na jednym ładowaniu, co jest wartością dwu, lub nawet trzykrotnie lepszą niż u konkurencji. Bateria wydaje się nie mieć końca. Rozładowanie aparatu podczas jednego dnia wydaje się niemożliwe w przypadku standardowego wykorzystania (możliwe np. w przypadku time lapse). Będąc na wyjeździe, na którym nocowałem w namiocie przesz 10 nocy i mając mocno ograniczony dostępu do elektryczności, ani razu nie odczułem dyskomfortu dotyczącego zasilania aparatu. Ładowałem go tylko raz i tylko na wszelki wypadek. Jeśli dodać do tego fakt, że Samsung NX Mini posiada baterię wyglądającą na identyczną z tymi stosowanymi w telefonach tego producenta, a więc z dokupieniem dodatkowych akumulatorów nie powinno być kłopotów, okazuje się, że aparat może być wyśmienitym towarzyszem na naprawdę długie wyprawy z dala od cywilizacji.

Podsumowanie – dla kogo Samsung NX Mini?

Podstawowe zalety NX Mini to połączenie atrakcyjnej ceny poniżej półtora tysiąca złotych, wysoka jakość matrycy, zwłaszcza jak na rozmiar aparatu, który jest na tyle mały aby zmieścił się w kieszeni, oraz rewelacyjna bateria. W cenie trochę lepszego aparatu kompaktowego można nabyć bezlusterkowca z wymienną optyką i nosić go zawsze przy sobie.

Głównym problemem jest fakt, że system jest bardzo młody i nie posiada jeszcze portfolio godnych uwagi obiektywów, które pozwalałby go rozbudować, a dostępne obiektywy nie dorównują jasnością tym zastosowanym kompaktach takich jak RX100, chociaż tu należy przypomnieć, że najnowsza wersja RX100 kosztuje prawie dwa i pół razy więcej. Pytanie czy i kiedy pojawią się jasne szkła dla NX Mini?

Warto mieć również na uwadze, że aparat nie posiada żadnych pokręteł do regulacji i większości przypadków należy sięgać do dotykowego ekranu. Sprawdza się to rewelacyjnie w przypadku wybierania punktów ostrości, jednak sama regulacja ekspozycji niespecjalnie przypadła mi do gustu. Tutaj nawet Canon G15, ze znacznie mniejszą i słabszą matrycą posiada bardziej przyjazną doświadczonym fotografom obsługę.

Dlatego miejsce Samsunga NX Mini widzę pomiędzy niekoniecznie bardzo drogimi aparatami kompaktowymi, mam tu na myśli początek średniej półki za niewiele ponad tysiąc złotych, a bardziej zaawansowanymi i przede wszystkim większymi bezlusterkowcami i lustrzankami. Samsung NX Mini oferuje więcej niż zdecydowana większość kompaktów, z nadzieją na rozszerzenie systemu w przyszłości. Nawet gdyby odpuścić zakup jaśniejszych szkieł, jeśli powstaną, aparat Samsunga i tak zaoferuje więcej niż wiele aparatów w podobnej cenie, chociażby tylko ze względu na wielkość matrycy. Szczególnie zadowoleni będą miłośnicy mobilnej fotografii, którzy z dotykowymi ekranami są za pan brat.

NX Mini niesie największy potencjał jako aparat dla podróżnika (niekoniecznie profesjonalnego fotografa) i jako sprzęt, który mamy zawsze przy sobie, jednak osobiście preferuję bardziej rozbudowaną manualną kontrolę i jaśniejsze szkła, dlatego będę obserwował jak system NX-M będzie się rozwijał w najbliższych latach.