Moje przemyślenia

Recenzja Lenovo U310 - świetny Ultrabook w cenie zwykłego laptopa

JR
Jan Rybczyński
42

Ultrabooki to komputery które mają pogodzić mobilność z wydajnością, czyli dwie rzeczy, które do niedawna wzajemnie się wykluczały. Szybko okazało się, że jest to jak najbardziej możliwe, pokazała to chociażby moja wcześniejsza recenzja Asus UX31E, niestety oprócz wydajności, cena również była ultra...

Ultrabooki to komputery które mają pogodzić mobilność z wydajnością, czyli dwie rzeczy, które do niedawna wzajemnie się wykluczały. Szybko okazało się, że jest to jak najbardziej możliwe, pokazała to chociażby moja wcześniejsza recenzja Asus UX31E, niestety oprócz wydajności, cena również była ultra, albo przynajmniej po prostu wysoka. Lenovo swoim modelem U310 pokazał, że wcale nie musi tak być. Co więcej, chociaż oczywiście wiele parametrów U310 jest słabszych, ma też sporo istotnych przewag nad starszym i prawie dwukrotnie droższym modelem Asusa, które powodują, że nie zamieniłbym się na droższy model tak łatwo.

Budowa zewnętrzna – estetyka, wykonanie

Pierwsze co rzuca się w oczy, laptop nie jest aż tak cieniutki jak niektóre ultrabooki, zwłaszcza z przodu, gdzie inne konstrukcje często się zwężają, podczas gdy Lenovo jest identycznej grubości z każdej strony. Takie podejście okazało się dla mnie istotną zaletą. Dzięki temu wszystkie porty w komputerze są normalnej wielkości. Zamiast mini czy micro HDMI, jest normalne, pełnowymiarowe

gniazdo. Nie jest również potrzebna przejściówka do podłączenia kabla Ethernet. Zamiast dwóch, w komputerze znajdują się trzy złącza USB, z czego dwa z nich to nowsza wersja 3.0. Grubość urządzenia nie sprawia jednak kłopotu, jest dokładnie taka, żeby największy z portów - Ethernet - się zmieścił. Osobiście zdecydowanie wolę to, niż noszenie ze sobą przejściówek, które nigdy nie wiadomo kiedy będą potrzebne. Efekty widziałem na własne oczy przy okazji targów IFA, kiedy w hotelu była jedynie skrętka w pokojach, a WiFi było tylko w holu. Znajomi dziennikarze i blogerzy, którzy nie zabrali swoich przejściówek, okupywali wejście do hotelu przez pół nocy przesyłając materiały.

Jak na ultrabooka przystało, obudowa wykonana jest z aluminium, mowa zarówno o klapie jak i spodzie laptopa. Podoba mi się minimalizm designu. Oprócz wspomnianych portów znajdziemy jeszcze tylko czytnik kart SD, wejście na słuchawki i dwie diody informujące o stanie baterii i laptopa. Mój model, jak widać po zdjęciach, jest w kolorze matowo grafitowym, ale producent oferuję dość szeroką gamę różnych kolorów, nie wykluczając różowego.

Jeżeli chodzi o jakość wykonania, to spasowanie materiałów jest bardzo dobre, nic również nie trzeszczy, natomiast budowa jest zauważalnie mniej sztywna niż w przypadku Asusa. Zwłaszcza jeżeli chodzi o spód laptopa. Nie ryzowałbym noszenia tego laptopa wraz z ciężkimi przedmiotami w jednej przegródce plecaka czy torby. Osoby mające tendencję do bardzo intensywnego eksploatowania sprzętu w terenie powinny mieć to na uwadze.

Po otworzeniu klapy estetyka jest równie dobra co na zewnątrz. Warto jednak wspomnieć, że choć ciężko zorientować się na pierwszy rzut oka, wnętrze laptopa nie jest już aluminiowe lecz plastikowe. Ponownie miejscami brakuje sztywność, głównie pod klawiaturą i tuż pod ekranem, ale w praktyce nie jest to odczuwalne, chyba, że ktoś pisze na klawiaturze, jak na starej maszynie do pisania.

Na koniec warto wspomnieć, że na zewnątrz obudowy znajduje się przycisk uruchamiający komputer w specjalnym trybie, który pozwala wybrać przywracanie systemu, zarówno do ustawień fabrycznych, jak i do obrazu systemu wykonanego przez użytkownika, ustalić z którego nośnika ma zostać uruchomiony komputer lub wejść do biosu. Tym sposobem nie trzeba czaić się czekając na odpowiedni moment by wcisnąć klawisz funkcyjny i wejść do biosu w czasie uruchamiania systemu, jak również można przywrócić system, gdy ten całkowicie odmówił współpracy i się w ogóle nie uruchamia.

Specyfikacja, wydajność i bateria

Komputer wyposażony jest w procesor i5 najnowszej generacji 3317U 1,7 GHz (Turbo 2,6 GHz), karta graficzna jest wbudowana w procesor - Intela HD 4000, do tego 4 GB pamięci RAM DDR 3 1333MHz. Za przechowywanie danych odpowiadają dwa rodzaje pamięci: dysk twardy 500GB i 32 GB pamięć SSD spełniająca rolę pamięci podręcznej.

Procesor zapewnia wystarczając moc obliczeniową do wszystkich zdań jakich podejmuję się na laptopie, włącznie z Photoshopem. Karta graficzna jest standardem w tego typu komputerach i poradzi sobie ze średnio wymagającymi grami, jednak na odpalenie najnowszych tytułów AAA jak Far Cry 3 czy Crysis 2 nie ma co się nastawiać, to nie jest laptop dla gracza. Ciekawym rozwiązaniem jest mały dysk SSD. Co prawda o wydajności pełnego dysku SSD nie ma co marzyć, ale szybkość działania jest wyraźnie lepsza niż komputera posiadającego tylko i wyłącznie dysk talerzowy. To konieczny kompromis doz zachowania rozsądnej ceny i wyjście zdecydowanie lepsze niż sam dysk talerzowy.

Podsumowując wydajność: przeglądanie internetu, multimedia i wszystkie zadania, których można oczekiwać od komputera biznesowego, wykonywane są sprawnie. Oczywiście procesor i7 zapewniłby jeszcze większą moc obliczeniową, ale ciężko byłoby to wyczuć podczas korzystania z przeglądarki czy Office'a, a grom i tak już nie pomoże, bo dla nich wąskim gardłem będzie ta sama karta graficzna.

U310 całkiem przyzwoicie radzi sobie bez dostępu do gniazdka. Z praktyki wynika, że niezależnie od obciążenia nie powinien działać krócej niż 5 godzin, a gdy służy nam głównie do pisania czas działania dochodzi nawet do 8 godzin. To naprawdę niezły wynik i w moim przypadku sprawdza się nawet na targach, gdzie cały dzień biegam bez dostępu do prądu.

Jest jednak jeden problem, którego się nie spodziewałem. Mój model nie posiada Bluetootha. Jest to dla mnie zaskoczenie o tyle, że sądziłem iż jest standardem, nawet w tanich laptopach, nie wyłączając wielu netbooków w cenie poniżej 1500zł. Bluetooth na USB w wersji 4.0 kosztuje mniej niż 40 zł, a starszej wersji nawet kilkanaście. Bez Bluetootha wykluczone jest korzystanie z myszki korzystającej z tej technologii, czy bezprzewodowe przesyłanie dźwięku do sprzętu audio. Szkoda.

Ekran

Tutaj nie ma specjalnych zaskoczeń. Rozdzielczość 1366 × 768 nie zaskakuje niczym specjalnym, jest wystarczająca do pracy, ale oczywiście mogła by być większa. Dodatkowo matryca jest błyszcząca i ma dość niedużą jasność - ustawienie jej na maksimum jest podobne do mojego monitora stacjonarnego z jasnością na 30%. Podczas pracy w pomieszczeniu to nie przeszkadza, ale gdy światło pada prosto na ekran może okazać się, że jest nieczytelny. W praktyce podczas pracy nad tekstem i tak zwykle obniżam jasność o połowę, ale tylko w domu. Dodatkowo kąty widzenia są nie najlepsze i podczas małego odchylenia jasność dodatkowo spada. Jeśli ktoś często pracuje na powietrzu, albo zwraca szczególną uwagę na jakość ekranu powinien wcześniej samemu sprawdzić w sklepie, czy ten w U310 mu odpowiada.

To co najważniejsze - klawiatura i myszka

Dopiero Lenovo U310 pokazał mi, że reszta parametrów nie ma większego znaczenia, jeśli nie można wygodnie pracować na komputerze. Do tej pory nie miałem laptopa, którego mógłbym obsłużyć wygodnie bez zewnętrznej myszki. Nawet Asus UX31E miał poważne problemy z touchpadem i w efekcie jak zawsze sięgałem po zewnętrznego gryzonia, do tego klawiatura była najwyżej średnia. W U310 jest zdecydowanie lepiej pod tym względem. Zarówno klawiatura jak i gładzik są po prostu wygodne i spełniają swoje zdanie. Skok klawiszy nie jest duży, ale wystarczający, zarazem miękki i jednoznaczny. Duży touchpad z klawiszami schowanymi pod jego powierzchnią jest precyzyjny i przewidywalny. Obsługuje kilka przydatnych gestów. Jedynie z rzadka prawy klawisz nie zdziała jak trzeba, ale nie jest to częsty problem. Całe szczęście, że touchpad jest dobry, bo wykluczenie myszki na Bluetooth oznacza zajęcie jednego z trzech portów USB, jeśli chcemy korzystać z zewnętrznego gryzonia.

Zasadniczo jedyne do czego mogę się przyczepić, to brak podświetlenia klawiatury, poza tym U310 pod względem klawiatury i gładzika deklasuje wiele droższych konstrukcji, a ponieważ dużo piszę, jest to dla mnie szczególnie istotne.

Głośność i dźwięk

Minusem jest to, że chłodzenie działa cały czas, bez względu na to czy komputer jest w stanie bezczynności, czy nie. Plusem natomiast jest to, że jest dość ciche, a gdy komputer zaczyna pracować pod obciążeniem wiatraki nie wchodzą na wysokie obroty. W praktyce komputer słychać tylko w całkowitej cieszy np. wieczorem na kanapie. Podczas normalniej pracy w typowych warunkach, gdy nie ma całkowitej ciszy, wiatraki są praktycznie niesłyszalne. Sam laptop nie grzeje się również wyczuwalnie, zarówno od spodu, jak i od strony klawiatury. Wylot chłodzenia znajduje się z boku, z lewej strony.

Jeśli chodzi o głośniki jest całkiem dobrze. Oczywiście brakuje w nich niskich tonów i nie są przesadnie głośne, ale za to dźwięk pozbawiony jest charczenia i innych słyszalnych zniekształceń. Do celów multimedialnych, jakich można spodziewać się po laptopie tej wielkości są całkowicie wystarczające. Nikt rozsądny nie będzie w ten sposób delektował się muzyką, bez podłączenia słuchawek czy zewnętrznych głośników, ale film można obejrzeć bez problemu.

Podsumowanie

Lenovo U310 sprawdza się świetnie jako komputer dla osób dużo piszących, a to głównie za sprawą niezłej klawiatury i gładzika oraz dużej mobilności. Mówię to nie po tygodniach, lecz po miesiącach testów. Oferuje wystarczająco długi czas pracy na baterii, żeby spędzić dzień poza biurem, a jego wydajność wystarcza do obróbki zdjęć i prostej edycji filmów. Nie czuje się żadnego dyskomfortu podczas korzystania z przeglądarki, nawet w stosunku do komputera stacjonarnego z procesorem i7 i większą ilością pamięci RAM, czego nie mogłem powiedzieć o sowim starszym, i znacznie większym laptopie z procesorem i3 poprzedniej generacji. Sam sprzęt prezentuje się elegancko i jeśli ktoś nie traktuje go zbyt brutalnie, powinien długo służyć swojemu właścicielowi.

Największe zastrzeżenia mam do braku Bluetooth i stosunkowo przeciętnej jakości ekranu. Sprzęt częściowo rekompensuje to pełnowymiarowymi portami, ale przede wszystkim ceną. To jest największe zaskoczenie, już w dniu premiery ultrabook kosztował w Polsce około 3100 zł, co już wydaje się ceną promocyjną jak na tę kategorię urządzeń. Obecnie zaglądając do największych sklepów komputerowych najczęściej spotykamy się z ceną oscylującą w okolicy 2600 zł. Tyle do niedawna kosztowały laptopy, które z ultra nie miały nic wspólnego, były znacznie większe, cięższe i wolniejsze. Z tego względu jeśli ktoś akceptuje brak Bluetootha i błyszczący ekran, pozostaje mi tylko ten sprzęt polecić. Moim zdaniem sprzedawałby się nawet za tysiąc złotych więcej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu