google home głośnik
10

Google Home nie zmienił mojego życia. Przynajmniej na razie

Inteligentne głośniki - od czasu, kiedy pojawiły się tego typu urządzenia stały się obiektem mojego nadto żywego zainteresowania. Zawsze lubiłem wirtualnych asystentów, rozwiązania automatyzujące codzienne czynności oraz sztuczną inteligencję. Fascynowałem się Cortaną, nieco rozczarowałem Siri, Alexa mnie nie porwała, a Asystent Google... cóż. Mam takiego w domu na co dzień. I wiecie, co Wam powiem? Moje życie nie zmieniło się, w ogóle.

Google Home przyjechał do mnie prosto z Ameryki. Z wyglądu przypomina nieco „zbyt ładny” odświeżacz do powietrza. Muzykę odtwarza tak, jak trzeba. Bez fajerwerków, odpowiednio głośno – nadaje się, o ile nie jesteśmy nadto wybredni. Konfiguracja jest tak prosta, że rozpracuje ją nawet malutkie dziecko. No i Asystent, który jest naprawdę świetny w tym, do czego go przeznaczono. Jest jednak jeden, malutki haczyk. Będzie on genialny tylko w wypadku, gdy znajduje się w miejscu, gdzie może rozwinąć swoje skrzydła.

 

Zobacz recenzję głośnika Google Home napisaną przez Konrada!

 

Ten tekst nie będzie typową recenzję Google Home’a – taką na Antywebie stworzył Konrad i jeżeli szukacie szerszego opisu tego urządzenia, odsyłam Was do tej publikacji. Moim celem jest jednoznaczne stwierdzenie, czy Google Home jest warty tego, aby go kupić w Polsce. Jest to bardzo specyficzna decyzja, bowiem przyjdzie nam zapłacić taką samą cenę, jak w przypadku rynków obsługiwanych przez głośnik za okrojony pakiet funkcji. To wbrew pozorom spora zagwozdka dla pasjonatów nowych technologii – może się okazać, że lepszym dla nas zakupem będzie zwyczajnie… wybór zwykłego, dobrze grającego głośnika multimedialnego. Musimy jednak dobrze wiedzieć, czego oczekujemy.

google home - front

Google Home. Najpierw ekscytacja, a potem…

Niedługo minie mój drugi miesiąc z tym głośnikiem. Doskonale pamiętam pierwsze okresy fascynacji urządzeniem. Sprzęt niebrzydki, funkcjonalny, obiecujący coś zupełnie nowego w moim domu. Świetnie reaguje na komendy głosowe, radzi sobie nawet z „kalekim angielskim” małych dzieci, które doń zwracają się „Hej, gugu”. Asystent Google opowie trochę o Księżycu, coś tam zaśpiewa, opowie czerstwy żart, a nawet w zabawny sposób skomentuje nasz żart w stronę głośnika. Brzmi jak gadżeciarski raj, prawda? Nic z tych rzeczy.

Najbardziej w tym głośniku przeszkadza mi to, że… nie jestem w stanie wykorzystać jego pełnego potencjału z oczywistych powodów. Ale przecież na to się godziłem od samego początku. Google Home z powodu nieobecności naszej rodzimej wersji asystenta ma sporo bolączek, o których nie myślimy tuż przed zakupem takiego głośnika. Na przykład – o ile zamówienie Ubera za pośrednictwem Google Home jest możliwe, to problem może wystąpić z polskimi nazwami ulic. Nieraz trzeba się nagimnastykować, żeby Google Home domyślił się, o jaką ulicę nam chodzi, a wszystko to przez specyficzną wymowę w języku polskim. Sam fakt konieczności prowadzenia konwersacji w języku angielskim nie jest dla mnie przeszkodą. Ba, to nawet świetny pomysł na zachęcenie dzieci do jego nauki przez w miarę naturalną konwersację z asystentem. Ale jak widać, istnieją pewne problemy, które mogą obniżyć komfort korzystania z głośnika.

Google Home to urządzenie wprost stworzone do obsługiwania inteligentnego domu, o ile go w ogóle macie. Albo przynajmniej jego pomniejsze elementy. Dogada się z żarówkami Hue, ogarnie Chromecasty znajdujące się w tej samej sieci WiFi i kilka innych urządzeń. Ale musicie je przede wszystkim mieć. Tego typu akcesoria w naszych domach nie są jeszcze zbyt popularne, a i ja jeszcze się na takie coś nie zdecydowałem. Po prostu tego nie potrzebuję (jeszcze), może kiedyś. Ale na pewno nie teraz, więc Google Home nie sprawdza się u mnie i pod tym względem. Żaden to dla mnie minus głośnika, ale musicie też o tym pamiętać.

Google Home - widok z boku

Skoro Google Home nie zmienił Twojego życia, to co on w ogóle u Ciebie robi?

Raz na jakiś czas funkcjonuje jako głośnik dla treści odpalanych ze Spotify. Rzadko, bo rzadko nakazuję mu odtwarzać dźwięk z komputera lub telefonu, gdy coś oglądam, a krzątam się po domu. Poza tym jest ciekawostką, którą pokazuję znajomym, rodzinie. Niestety, Google Home nie zamówi dla mnie jeszcze pizzy, kwiatów, zakupów, z trudem radzi sobie z zamawianiem taksówki Ubera, nie zapytam go o drogę z punktu A do B. Brakuje mi polskiego asystenta. Wam też będzie.

Dlatego też, jeżeli przymierzacie się do kupna jakiegokolwiek inteligentnego głośnika, przemyślcie ten krok. Czy to będzie Alexa, czy Asystent Google, a może nawet Cortana lub Siri – nie wykorzystacie ich potencjału w pełni. Kluczowa dla sztucznej inteligencji stojącej za głośnikiem jest dostępność wewnętrznych usług pozwalających na szersze wykorzystanie możliwości idących wraz z posiadaniem tego typu sprzętu. Jeżeli potrzebujecie fajnego głośnika bezprzewodowego do domu, wybierzcie zupełnie inny sprzęt. Jeżeli jesteście gadżeciarzami i nie razi Was brak polskiego Asystenta Google, czy innej sztucznej inteligencji w głośniku – kupujcie. Ale nie bądźcie rozczarowani po czasie.