Moje przemyślenia

Recenzja COOKOO watch: smartzegarek ze smartkukułką do smartfona

GM
Grzegorz Marczak
16

Autorem recenzji jest Arkadiusz Widawski Od jakiegoś czasu chodzą plotki o wypuszczeniu zegarka przez Apple, choć jak dotąd nikt nie potwierdził, że firma w ogóle nad nim pracuje. Dla tych fanów nowych technologii, którzy nie mogą się doczekać, pojawił się COOKOO watch wyprodukowany przez nieznan...

Autorem recenzji jest Arkadiusz Widawski

Od jakiegoś czasu chodzą plotki o wypuszczeniu zegarka przez Apple, choć jak dotąd nikt nie potwierdził, że firma w ogóle nad nim pracuje. Dla tych fanów nowych technologii, którzy nie mogą się doczekać, pojawił się COOKOO watch wyprodukowany przez nieznaną dotychczas szerszej publiczności firmę ConnecteDevice Ltd.

Tak na dobrą sprawę nie jestem pewien, która z reklamowanych funkcjonalności sprawiła, że go kupiłem. Do wyboru miałem wersję czarno-niebieską i białą (producent oferuje jeszcze inne kolory, ale warszawski dystrybutor ściągnął „dla próby” tylko te dwa. Mówi, że idą jak woda). Wybrałem ten czarny. Bardziej mu do twarzy przy czarnym iPhonie 5, bo właśnie razem z tym telefonem testuję COOKOO watch. Nie dajcie się także zwieźć reklamie. Mimo że ewidentnie widać na niej też inne telefony niż Apple, to w tej chwili zegarek ten działa tylko zgodnie z deklaracją producenta z iPhone 4S, iPhone 5 oraz iPad 3/4. Spróbowałem go także połączyć z iPad Mini. Też działa.


http://youtu.be/jYgDAQVZLQo

Zegarek na rękę, opakowanie na drzewo

Moim oczom ukazało się coś, co wyglądało jak domek na zegarek. Opakowanie było tak solidne, tak miłe w dotyku, tak sugestywnie oklejone ikonami funkcjonalności, że bez zaglądania do środka stwierdziłem, że ten zegarek musi być także co najmniej wyjątkowy. Zatrzymałem się tak dłużej przy opakowaniu, bo pomysł na nie jest przedni. Otóż przed wyciągnięciem zegarka, naszym oczom ukazuje się rada, aby nie wyrzucać opakowania, tylko wykorzystać je na… karmnik dla ptaków!

Czy ten pomysł nie jest urzekający? Jest na tyle, by po otwarciu opakowania, odłożyć zegarek na bok i zacząć zachwycać się tym pudełkiem. Niby plastik, ale tu przemyślany otwór, a że tu się wkłada jedzenie, a tam zawiesza, a tu szybka, przez którą się obserwuje ptaki. Trochę mały ten karmnik, ale podobno wystarczy na systematyczne dokarmianie wróbla. Przyznam, że sprawdza się doskonale. Czego nie do końca mogę powiedzieć o samym zegarku.

Ciemność, widzę ciemność

Po przedniej zabawie opakowaniem uświadomiłem sobie, że jeszcze czeka mnie deser w postaci mądrego zegarka. Po wyciągnięciu z pudełka jakoś gorzej wyglądał bez domku. Jakby taki ciemny, ledwo widoczne wskazówki przy słabszym oświetleniu, gumowy pasek i nie najlepiej wyglądający niebieski przycisk z boku. Trochę tak, jakby górny przycisk na iPhonie nagle był jasnoniebieski i wulgarnie plastikowy. Początkowo nie byłem w stanie do końca powiedzieć, którą godzinę pokazują analogowe wskazówki, bo cały zegarek jest jakiś taki ciemny.

Znalazłem jednak guzik odpowiadający za podświetlenie. Wieczorem to jedyna metoda, która pozwala odczytać wskazówki zegarka. W dzień jest nie najgorzej. Generalnie pierwsze wrażenie z COOKOO watch jest takie, że jest dość ciemny (przypuszczam, że biała wersja ma czytelniejszą tarczę także przy słabszych warunkach oświetlenia) i co by nie mówić wygląda dość tanio. A czy 399zł to tanio, to pozostawiam Waszej ocenie.

Konfiguracja

Przed pierwszym uruchomieniem COOKOO watch trzeba sparować ze smartfonem lub tabletem. Robi się to za pomocą specjalnej aplikacji dostępnej bezpłatnie w AppStore. Po jej zainstalowaniu, iPhone sam szuka zegarka i dobiera w parę. Następnie automatycznie go rejestruje i łączy z naszym kontem na Facebooku. Po kilkunastu sekundach zegarek jest skonfigurowany i połączony z telefonem za pośrednictwem Bluetooth.

Irytacja przychodzi szybko

Zegarek jest wyposażony w cechę, która powinna być jego największą zaletą, ale uważam, że szybko obraca się w jego największą wadę. Otóż zegarek „pika” i wibruje, gdy oddalisz się od swojego iPhone’a i stracisz połączenie Bluetooth. Teoretycznie gdy wyjdziesz z domu bez telefonu, zegarek o tym przypomni i sprawi, że po niego wrócisz. Niestety wystarczy nieznaczne oddalenie się od telefonu, aby zegarek zaczął krzyczeć, że nie ma przy Tobie iPhone’a. Ta odległość to zaledwie kilka metrów! W praktyce ciężko wyjść do łazienki bez telefonu w kieszeni, bo zegarek zaczyna tęsknić za iPhonem.

Co gorsza, gdy nie było Cię kilka minut i z powrotem pojawisz się w pobliżu telefonu, to zegarek nie sparuje się automatycznie z telefonem. Także jeśli rozmawiasz przez telefon, to po kilku minutach następuje przerwanie połączenia z zegarkiem i po rozłączeniu urządzenia się nie widzą. W konsekwencji należy wejść do aplikacji w telefonie i ponownie go połączyć. Czy na pewno o to chodziło? Sama aplikacja jest też niestety nieintuicyjna i znajdowanie ustawień, czy domyślenie się, w jaki sposób ponownie sparować z telefonem jest wyzwaniem. W instrukcji o jej obsłudze ani słowa.

Zegarek także dwukrotnie podczas tygodnia tak się rozłączył, że nie umiał ponownie połączyć się z telefonem i niezbędny był twardy reset – raz poprzez wyciągnięcie baterii, a raz poprzez odinstalowanie aplikacji na telefonie i zainstalowanie jej ponownie. COOKOO nie radzi sobie też z przełączaniem się pomiędzy urządzeniami i wymaga od użytkownika wierności. Nie da się go używać czasem jako para do iPhone’a, a czasem jako para do iPada. Po rozłączeniu z tabletem, zegarek nie umie ponownie znaleźć automatycznie telefonu. Twardy reset za to pomaga.

Kolejną ważną funkcjonalnością COOKOO jest znajdowanie iPhone’a. Jeżeli nie wiecie, gdzie go zostawiliście, wystarczy przycisnąć guzik na zegarku, a z iPhone’a zaczyna wydobywać się dziwny dźwięk kukułki (teraz już wiem skąd nazwa „cookoo”). Dźwięk jest jednak cichy i co bardzo ważne - należy zawsze gubić telefon w odległości kilku metrów od zegarka, bo inaczej rozłączy się i już go nie znajdziemy.

Centrum powiadomień

Zegarek oprócz tradycyjnej roli czasomierza, służy do powiadamiania użytkownika o nadejściu niektórych zdarzeń na telefonie, jak: połączenie przychodzące, nieodebrane połączenie, przypomnienie w kalendarzu, informacja o nadejściu wiadomości na Facebooku, czy powiadomienie o konieczności naładowania iPhone’a. Dodatkowo w drugą stronę zegarek pozwala na meldowanie się na Facebooku, upuszczenie pinezki na mapie (zdaje się, że możemy potem dzięki temu przypominać sobie, gdzie byliśmy) oraz wspomniana już funkcja szukania telefonu i możliwość zrobienia zdjęcia zdalnie (coś jak samowyzwalacz).

Po tygodniu obcowania z COOKOO zastanawiam się jaka jest tak naprawdę rzeczywista funkcjonalność tego zegarka. Otóż stwierdzam, że może on się przydać osobom, które wrzucają telefon do torebki lub torby. Wtedy gdy ktoś zadzwoni na taki numer, użytkownik dostaje powiadomienie na zegarek i może zacząć szukać telefonu w torbie. Oczywiście jak wyślecie SMS-a, to zegarek już go nie zauważy. Inną sytuacją, w której przydaje się ten zegarek, to wtedy gdy macie wyłączony dźwięk telefonu, a i tak chcecie otrzymywać powiadomienie o zdarzeniu na iPhonie. Tylko czy nie wyciszamy telefonu z jakiegoś powodu?

Designed in France, Engineered in USA, made in Hong Kong

Pamiętacie jak część z użytkowników wytykała Apple, że na iPhonie zamieszczono sformułowanie “Designed in California” zamiast po prostu „Made in China”? COOKOO idzie o krok dalej. Otrzymujemy otóż informację, że zegarek nie tylko zaprojektowano we Francji, ale także skonstruowano w USA. Ani słowa o tym, gdzie go wyprodukowano.

Doszukałem się w papierach malutką czcionką, że w Hong Kongu. W instrukcji znajdziemy też ciekawą informację, że powiadomienia o e-mailach, czy SMS-ach pojawią się wraz z nową wersją iOS. Czyli jak zakładam wraz z iOS7. Twórcy COOKOO watch muszą zatem mieć bardzo dobrego informatora w siedzibie Apple.

Podsumowując, ten zegarek to absolutny gadżet, który w dodatku nie wygląda najlepiej. W mojej ocenie nie sprawia, że życie stało się łatwiejsze lub przyjemniejsze. No może oprócz życia ptaków, które mogą teraz korzystać z karmnika zrobionego z opakowania po COOKOO watch. Przyznaję, nadal nie mogę wyjść z zachwytu tym pudełkiem.

PS. To był mój pierwszy wpis na Antyweb. Dzień dobry!

Arkadiusz Widawski – pomysłodawca i twórca magazynu drukowanego Online Marketing Polska oraz Kongresów Online Marketing. Fascynat nowych technologii – ciągle poszukuje ich zastosowań zarówno w życiu firmowym, jak i codziennym. Lubi gadżety, ale szczególnie ceni te, które są przydatne. Będąc online, nie zapomina, że prawdziwe życie odbywa się w offline.

 
 
Kontakt:
Na Twitter: twitter.com/arekwidawski
Na Facebook: facebook.com/arkadiusz.widawski
Mailem: arek[at]widawski.pl

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu