Mobile

Rbrowser to zoptymalizowany pod Snapdragony Chromium. Zdecydowanie warto!

TP
Tomasz Popielarczyk
18

Jeżeli macie smartfona ze Snapdragonem, zdecydowanie powinniście przetestować Rbrowser. Jest to niezależny projekt, który narodził się na deweloperskim forum XDA. Przeglądarkę oparto na tym samym fundamencie, co Chrome, zoptymalizowano pod procesory Qualcomma i dopakowano m.in. funkcją blokującą rek...

Jeżeli macie smartfona ze Snapdragonem, zdecydowanie powinniście przetestować Rbrowser. Jest to niezależny projekt, który narodził się na deweloperskim forum XDA. Przeglądarkę oparto na tym samym fundamencie, co Chrome, zoptymalizowano pod procesory Qualcomma i dopakowano m.in. funkcją blokującą reklamy i pop-upy.

Rbrowser (znana na XDA jako SWE Browser) to całkowicie niezależny projekt rozwijany przez jednego dewelopera. Przeglądarkę oparto na Chromium, a więc pod względem fundamentów nie różni się ona specjalnie od popularnego Chrome. Diabeł tkwi w szczegółach. Kiedy bowiem Chrome idzie w kierunku integracji z usługami Google'a, która z wydania na wydanie staje się coraz silniejsza, Rbrowser oferuje nieco inne doświadczenia.

Przede wszystkim przeglądarkę zoptymalizowano pod kątem działania na urządzeniach napędzanych procesorami Qualcomm Snapdragon. Różnica w wydajności w stosunku do zwykłego Chrome ma wynosić tutaj od 5 do nawet 40 proc. - jest to mocno uzależnione od kontekstu. Ja testowałem aplikację na Nexusie 6 ze Snapdragonem 805, gdzie Chrome działa również bardzo płynnie, więc moje spojrzenie nie jest mocno subiektywne. Przeglądarka działa po prostu szybko - jak każda inna aplikacja na tym smartfonie. Niestety nie mam dostępu do żadnego low-endowego modelu ze Snapdragonem, aby sprawdzić ją w takich okolicznościach (Kruger&Matz Live 3 dopiero do nas jedzie...). Autor chwali się natomiast wysokimi wynikami w benchmarkach: 6106 punktów w Octane, 691,5 ms w SunSpider (niestety nie wiadomo na jakiej platformie przeprowadzano testy).

Pod względem dostępnych funkcji Rbrowser może śmiało rywalizować z czołówką rynku. Przeglądarka posiada zaimplementowany moduł blokujący reklamy, mechanizmy śledzące użytkownika oraz okienka popup. Dla każdej strony www możemy wywołać panel z ustawieniami prywatności i zadecydować, do jakich informacji będzie miała ona dostęp. Widać, że kwestia bezpieczeństwa naszych danych oraz prywatności jest tutaj traktowana bardzo poważnie.

Jak przystało na przeglądarkę internetową, mamy tutaj dostęp do podstawowych funkcji: zakładek, historii, trybu incognito, a także możliwości zintegrowania z dowolną wyszukiwarką. Strony są wyświetlane na kartach. Użytkownik ma też możliwość ręcznego wymuszenia wersji stacjonarnej serwisu oraz dostosowania jego zawartości (np. wyłączenia wszystkich grafik, co pewnie przyda się po wyczerpaniu pakietu danych).

Na tym nie koniec. Rbrowser pozwala nam też zapisywać zakładki do stron w postaci ikon na pulpicie, a także pobierać je do przeglądania w trybie offline. Mamy również dostęp do trybu czytania bez rozpraszania, w którym artykuł zostaje okrojony z obrazków i zbędnych elementów. Takich smaczków jest tutaj cała masa: tryb nocny, tryb oszczędzania energii, możliwość ukrycia pasków stanu i nawigacyjnego w celu uzyskania większej przestrzeni na wyświetlanie strony. Świetnym dodatkiem jest też sprawnie działający mechanizm autouzupełniania formularzy. Wszystko to dopełnia możliwość nawigowania po stronach z użyciem krawędzi ekranu (przesunięcie zza lewej działa jak przycisk wstecz, a zza prawej - jak dalej). Program jest naprawdę potężny.

Wszystko to zamknięto w interfejsie wykorzystującym elementy Material Design oraz zgodnym ze wskazówkami Google'a (przynajmniej w pewnym stopniu).  Trzeba zatem przyznać, że wygląda dobrze i nie bije po oczach niedoróbkami. Do plusów można również dodać spolszczony interfejs, choć w kilku miejscach natknąłem się na anglojęzyczne komunikaty.

Jeżeli drażni Was Chrome (lub inna dotychczas używana przeglądarka) i szukacie alternatywy, zdecydowanie polecam Rbrowser. Wydaje się on bardzo sensownym projektem z dużym potencjałem. Pytanie, na jak długo autorowi starczy zapału i siły, aby rozwijać aplikację. W przeciwieństwie do rozwiązań, za którymi stoją wielkie firmy, tutaj nie możemy być niczego pewni.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu