Filmy

Ratchet & Clank na kinowym ekranie poradzili sobie dużo gorzej niż w nowej wersji gry. Szkoda

PW
Paweł Winiarski
2

Sam już nie wiem jak powiązać film Ratchet & Clank z nową wersją gry o tym samym tytule. To obraz na bazie gry, czy może gra na bazie filmu będąca również inną wizją hitu z PlayStation 2? Jedno jest jednak pewne, obok interaktywnej opowieści dostaliśmy kinowy film, który miałem wczoraj okazję obejrzeć przed premierą.

Nową, grową wersję przygód Ratcheta i Clanka recenzowałem niedawno, wystawiłem grze mocna dziewiątkę i wciąż chętnie do niej wracam. To świetna przygodówka z fajnym humorem, piękną oprawą i wciągającym modelem rozgrywki. Była dla mnie pewnym zaskoczeniem, spodziewałem się bowiem, że tytuł w pewien sposób promujący kinowy film może zostać zrobiony „na kolanie” nawet przez tak zdolną i fajną ekipę jak Insomniac Games. Nie spodziewałem się natomiast, że z kina wyjdę w pewien sposób rozczarowany.

Ratchet & Clank, wybawcy galaktyki

W telegraficznym skrócie - film opowiada tę samą przygodę, co gra. Sympatyczny Lombax imieniem Ratchet spotyka na swojej drodze równie sympatycznego robota Clanka, a znajomość prowadzi do zaangażowania się w wielką intrygę, w której ważą się losy galaktyki. Poza parą znanych ze świata gier bohaterów zobaczymy również głupkowatego kapitana Qwarka, pozostałą dwójkę Strażników Galaktyki, złowrogiego doktora Nefariousa i przebiegłego dyrektora Dreka, przywódcy Blargów. Historia kręci się wokół niecnego planu, który pokrzyżować mogą jedynie tytułowi bohaterowie.

Wizualnie cieżko się do czegoś przyczepić, animacja nie tylko wygląda świetnie, ale ma również znany z gier klimat. Bardzo dobrze spisali się polscy aktorzy dubbingowi, z Maćkiem Musiałem na czele. Oglądałem film po polsku, nie ocenię więc oryginalnych wypowiedzi - ale celuję, że polscy tłumacze położyli większość żartów i nawiązań do kultury masowej. Młodsi odbiorcy kompletnie ich nie rozumieli, starsi natomiast puszczali je mimo uszu - nie dość, że nie pasowały do opowieści, wydawały się…lekko żenujące

Chciałbym napisać, że film poprowadzony jest zgrabnie, ale było w nim kilka momentów, które śmiało można przyciąć, inne natomiast rozwinąć - nadałoby to obrazowi większej dynamiki i opowiedziało trochę więcej o bohaterach ratujących galaktykę. Kiedy jednak dochodziło do akcji, wszystko było jak trzeba. Dynamicznie, szybko, efektownie - podobnie jak w grach, oczywiście z całą konsekwencją różnic wynikających ze sposobu przedstawiania zarówno opowieści jak i akcji - bo te przecież w tych dwóch światach rozrywki są.

Wiecie jak odebrał film 34-latek, który zna większość gier, w których wystąpili bohaterowie filmu. Zaskakująco dobrze bawił się natomiast mój syn, który poznał uniwersum przy okazji mojej przygody z nową odsłoną pierwszej części przygód Ratcheta i Clanka. Na tyle dobrze, że wyszedł z kina uśmiechnięty, chciał rozmawiać o tym, co widział i prosił o wyjaśnienie kilku rzeczy, których w filmie nie dopowiedziano. No właśnie - ale jak mogły odebrać film osoby, które kompletnie nie znają uniwersum? Nowa kinowa marka prawie zawsze ma pod górkę, wiele obrazów potrafiło jednak rozkochać w sobie widzów już przy pierwszym kontakcie, filmowi Kevina Munroe'a się to niestety nie uda.

Czegoś brakuje

Mówiąc szczerze, spodziewałem się po kinowej adaptacji Ratchet & Clank czegoś więcej. I nie mówię tego wyłącznie z perspektywy fana gier. Żarty mogłyby być śmieszniejsze, niektóre fragmenty mniej rozciągnięte - ale największą wadą jest brak tego jednego kluczowego elementu, który sprawia, że animacja jest wyjątkowa i zapada w pamięć. Miało tę cechę mnóstwo bajek Disneya czy animacji Pixara, brakuje jej w przygodach Lombaxa i małego robocika. Doceniam starania, ale można było zrobić ten film lepiej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: