19

Kapitalna platformówka, świetny remake. Recenzja Ratchet & Clank

Ratchet & Clank to seria, której początki sięgają 2002 roku. Właśnie wtedy pojawiła się jej pierwsza część, która była jedną z najlepszych platformówek na PlayStation 2. W tym roku mamy obejrzeć animowany film, można się więc było spodziewać, że recenzowany dziś przeze mnie remake będzie tylko próbą łatwego zarobienia na kinowej produkcji. Tymczasem Insomniac Games stworzyło fantastyczną platformówkę, która przy okazji jest jedną z najładniejszych gier na PlayStation 4.

Lombax to humanoidalne stworzenie pochodzące z planety Fastoon w Galaktyce Polaris. Kompletnie nie wiem, czemu Wam o tym piszę, wystarczy przecież, że poznacie jego imię – Ratchet. No dobrze, głównym bohaterem jest więc pomarańczowy stworek, ale kim jest Clank? To mały robot, nieudana produkcja pochodząca z wielkiej fabryki śmiercionośnych maszyn. Mamy więc dwóch sympatycznych bohaterów, których drogi krzyżują się przypadkiem. Ratchet marzy o tym, by zostać Strażnikiem Galaktyki, mały Clank musi przekazać tym samym strażnikom wiadomość – przebiegły Drek chce zniszczyć Galaktykę Solana. Bohaterom nie pozostaje nic innego, jak połączyć siły i stawić czoła niebezpieczeństwu. Doprowadzi ich to do wspólnej przygody, przesyconej humorystycznymi perypetiami, spełnianiem marzeń, ratowaniem napotkanych postaci i ścieraniem się z zastępami przeciwników. Opowieść to jeden z mocniejszych punktów Ratchet & Clank i chociażby dla poznania całej historii warto zwiedzać kolejne planety i przedzierać się przez zastępy wrogów, rozwiązując przy okazji proste i przyjemne zagadki.

 

Gra przepełniona jest humorem, który złapiecie bez problemu dzięki polskiemu dubbingowi. Wiem, że część osób nie przepada za polskimi wersjami gier, ale tej dajcie szansę. Można nie lubić Maćka Musiała jako aktora czy celebryty, ale jeśli chodzi o podkładanie głosów, jest naprawdę świetny. Pamiętam go doskonale z dwóch części Samolotów, gdzie wcielał się w głównego bohatera (Dusty Popylacz) i w przypadku roli Ratcheta postarał się równie mocno. Jego głos usłyszymy też w filmie kinowym i po tym, co pokazał w grze, nie mam wątpliwości, że doskonale pasuje do roli Lombaxa. Warto dodać, że cała historia jest niejako opowieścią widzianą z perspektywy Strażnika Galaktyki, Copernicusa L. Qwarka. Świetny pomysł, który bardzo fajnie się „przeżywa”.

Wspominam o dubbingu nie bez powodu, bo to element, który sprzeda w naszym kraju tę grę. Mnóstwo tu dialogów, humoru, bohaterowie cały czas rozmawiają – jeśli nie ze sobą, to z napotkanymi postaciami. Naprawdę fajnie się tego słucha, dialogi odpowiednio budują klimat i pozwalają zżyć się z herosami, a o to w takich grach chodzi. By po napisach końcowych (które zobaczycie po około 10-11 godzinach) stwierdzić — kurczę, ale fajnie mi się z nimi spędziło czas. Brawa dla polskiego oddziału Sony za polską wersję gry, dla odmiany Microsoft przy okazji Quantum Break (gdzie język jest dość trudny) nie pokusiło się nawet o polskie napisy.


































Próg wejścia w Ratchet & Clank jest naprawdę niski i nie mam wątpliwości, że nikt się o niego nie potknie. Gra od początku tłumaczy co do czego służy, jak należy wykorzystywać nowe zdobycze, jak efektywnie poruszać się i walczyć. A to ważne, bo produkcja nie należy do najłatwiejszych i są momenty, które trzeba powtarzać. Oczywiście nie jest to poziom Dark Souls, ale gra potrafi postawić małe wyzwania, przez co nie miałem wrażenia, że po prostu prę do przodu, a Ratchet i Clank biegają sami.

Ratchet & Clank, niezłe przystojniaki

Oprawę wizualną zostawiam na ogół na koniec recenzji, bo nie ona jest w grach najważniejsza. Insomniac Games odwaliło jednak tak dobrą robotę, że czułbym się nie fair spychając wizualny aspekt gry na sam koniec. 1080p i 30 klatek nie jest szczytem możliwości PlayStation 4 i trochę żałuję, że nie próbowano wyciągnąć tej mistycznej konsolowej 60-tki, szczególnie, że to gra na wyłączność dla stacjonarnej konsoli Sony. Zapomniałem jednak o tym po chwili, bo owe 30 klatek jest stałe i ani razu nie zdarzyło mi się by gra chrupnęła, nawet gdy na ekranie działy się cuda.

A cuda dzieją się tam co chwila, gra jest przepiękna. Każda planeta została pieczołowicie przygotowana, przez co wizualna nuda nie wkrada się nawet przez chwilę. Kapitalnie dopracowano animacje, rozbłyski, tła są prześliczne. Kolorystyka nie dołuje, kolory są żywe – na Ratchet & Clank po prostu świetnie się patrzy, szczególnie w ruchu. Nie przesadzę pisząc, że to jedna z najładniejszych gier na PlayStation 4 i dowód na to, że nawet robiąc grę, która ma zachęcić ludzi do odwiedzenia kina, można przysiąść i zrobić wszystko na tip-top, a nie wspierać próbować ulepszyć oprawę ze starej produkcji. Nowy Ratchet & Clank jest nowy w każdym aspekcie i choć to wciąż opowieść, którą już znamy, dostajemy ją w zupełnie nowej oprawie, poprawionej mechanice i dodatkami. Nawet przez chwilę nie miałem wrażenia, że gram w odgrzewanego kotleta. Wspominałem o świetnie zrealizowanych filmikach przerywnikowych? Nie? To pamiętajcie, że są i ogląda się je tak, jak animowane hity znane z ekranów kin.

Precz z nudą

Sam kręgosłup rozgrywki jest prosty – Ratchet jest główną postacią, która pokonuje większość poziomów na poszczególnych planetach. Lombax wraz z rozwojem opowieści zdobywa kolejne gadżety, które pozwalają mu na przykład latać, ślizgać się po podniebnych torach czy wchodzić na pionowe ściany. Czasem oznacza to, że po zdobyciu danej umiejętności trzeba się będzie wrócić do którejś z planet – bo zasadniczo możemy trochę manipulować fabułą i odwiedzać miejscówki niekoniecznie w tej kolejności, którą sugeruje opowieść. W małym stopniu, ale jednak mamy tu pewną swobodę. Lombax ma też możliwość rozbudowywania swojego arsenału. Podstawowym narzędziem rozprawiania się z przeciwnikami jest klucz służący do walki na krótki dystans. Zabawa zaczyna się jednak wraz z pierwszymi zakupami – za zebrane na planszach śrubki kupicie, a następnie ulepszycie broń palną, granaty, wyrzutnię rakiet, kule energetyczne czy dyskotekową kulę, która skupia przez chwilę uwagę wrogów umożliwiając Wam prucie w nich wszystkim, co pod ręką. Kończąca się amunicja czasem bywa problemem, warto więc rozbijać wszystkie kolorowe skrzynie i zbierać „naboje”. Jest i specjalne narzędzie hackujące drzwi, możecie się więc spodziewać kilku niezbyt trudnych zagadek logicznych z wykorzystaniem laserów w zamkach.

Żałuję, że Clank nie dostał kilku poziomów więcej, bo dzięki fragmentom z jego udziałem ciężko się tu nudzić. Mały robot występuje najczęściej w roli poszukiwacza włącznika – przechodzi przez wąskie korytarze próbując utorować drogę Ratchetowi. Może przyłożyć przeciwnikom z piąchy, ale jego główną umiejętnością jest przeprogramowywanie małych robocików. I tu wkrada się element logiczny – czasem trzeba zrobić ze znajdźki most, innym razem element zasilający generator albo trampolinę. Poziomy Clanka nie są trudne, ale czasem trzeba ruszyć głową.

Werdykt

Nowy Ratchet & Clank to przykład tego, jak powinno robić się nowe wersje gier. Może i kilka miesięcy temu byłem do niego trochę sceptycznie nastawiony, ale po pierwszym kwadransie wiedziałem, że gra przyciągnie mnie do konsoli i nie będzie chciała puścić. Tak się też stało, a ja jestem nową produkcją Insomniac Games oczarowany. Bawiłem się fantastycznie, nie mogąc przy okazji nacieszyć oczu i uszu – gra jest przepiękna, a polski dubbing robi kapitalną robotę.

Zaskakująca jest cena – gra kosztuje „jedynie” 150 zł, co mam nadzieję przełoży się na fajną sprzedaż. Bo jeśli tak mają wyglądać remake’i niegdysiejszych hitów, chcę ich jak najwięcej. Kapitalna gra, dla każdego.

Ocena: 9/10

Kup Ratchet & Clank w Avans.pl. Kliknij!