Mobile

Już wiadomo, dlaczego nowe smartfony mają absurdalnie dużo pamięci RAM

KR
Krzysztof Rojek
64

Dlaczego smartfony mają po 16 GB pamięci RAM? Bo ludzie tego chcą. Dla wielu jest to najważniejszy wyznacznik mocy telefonu.

Każdy z nas wybierając smartfon kieruje się innymi priorytetami. Jedni chcą mieć najmocniejszy z możliwych procesorów, inny świetny ekran, a jeszcze inni - najlepszy dostępny zestaw aparatów. Producenci skrupulatnie badają rynek i wiedzą, na jakich elementach najlepiej jest się skupić, aby sprzedać jak najwięcej modeli. Wykorzystują tutaj też fakt, że znakomita większość ludzi nie interesuje się smartfonami na tyle, by wiedzieć, z czego wynikają poszczególne parametry.

Dlatego właśnie mamy smartfony z 16 bądź 20 GB pamięci RAM

Portal 91mobiles jak co roku przeprowadził badanie, w którym sprawdzał, w jaki sposób ludzie wybierają nowe smartfony. Pierwszą część tego badania opisaliśmy wam tutaj - wynikło z niej że OnePlus przez swoje działania stracił swój wyjątkowy status wśród konsumentów. Teraz portal przygotował drugą część, w której pokazuje, na jakiej postawie ludzie wybierają swoje nowe smartfony. Na początku warto przyjrzeć się temu, jak wygląda to w podziale na ogólne kategorie.

Jak widzimy, najważniejsze dla potencjalnych właściciel jest to, jak telefon działa, i absolutnie nie ma się temu co dziwić. Na drugim miejscu są aparaty i, co może zaskakiwać, na trzecim - marka urządzenia.  Dalej już nie zostaje wiele miejsca, ponieważ dużo mniej osób zwraca uwagę na takie kwestie jak bateria, wygląd czy (o dziwo) wyświetlacz. Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego ekran znalazł się na szarym końcu listy, ale gdybym miał strzelać, obstawiałbym, że z obrazem (podobnie jak z dźwiękiem) umiejętność oceny wyrabiamy sobie poprzez porównywanie z innymi urządzeniami, a jeżeli nie recenzuje się zawodowo smartfonów, możliwości takiego porównania są ograniczone.

Jednak takie ogólne zestawienie nie mówi nam o wielu rzeczach, przede wszystkim o tym, co tak naprawdę ludzie uważają za wyznacznik wydajności. I tutaj zaczyna się niemałe kuriozum.

 

Jeżeli bowiem zobaczymy, że dla ludzi najważniejszym wyznacznikiem mocy smartfona jest... liczba GB pamięci RAM, możemy łatwo zgadnąć, dlaczego obecna sytuacja na rynku jest taka, jak jest. Nie ma się co dziwić, że firmy oferują smartfony z 16 GB pamięci oraz możliwość "rozszerzenia" RAMu o dodatkowe GB, skoro jest to najważniejszy wskaźnik w najważniejszej kategorii, jeżeli chodzi o wybór telefonu. Co ciekawe, na kolejnym miejscu jest marka samego procesora (to, że jest to ważne obserwujemy bardzo wyraźnie także na Antyweb) i dopiero na końcu jakakolwiek zmienna, która faktycznie mocno wpływa na wydajność, czyli częstotliwość taktowania. Jeżeli chodzi o benchmarki, to tylko 5 proc. uważa je za rzetelny wskaźnik tego, czy telefon jest wydajny.

To dobrze i źle, ponieważ o ile faktycznie większość firm robi przekręty w benchmarkach do tego stopnia, że kompletne zaufanie takim zestawieniom doprowadziłoby do bardzo błędnych wniosków, to nie można benchmarków wykluczyć całkowicie. W ostatnim czasie pojawiło się dużo narzędzi pozwalających sprawdzić, jak telefon sprawuje się przez długi czas pod obciążeniem i jest to funkcja, która zdecydowanie jest w stanie dobrze pokazać, jak telefon sprawdzi się w codziennych zastosowaniach - jak się nagrzewa, jak szybko throttluje i jak szybko zużywa baterię. Niestety, jeżeli zobaczymy na drugą, najpopularniejszą kategorię, aparaty - wcale nie robi się o wiele lepiej.

Tutaj widać, że lata prób edukacji, że rozdzielczość to nie najważniejszym parametrem aparatów raczej idą w piach. Im więcej Mpix tym lepiej i dlatego właśnie firmy takie jak Samsung robią sensory będące w stanie wypluć zdjęcie w rodzielczości aż 200 Mpix. Na dalszym miejscu są tzw. "wodotryski", takie jak slow motion czy inne funkcje związane z wideo. Niestety, jakakolwiek funkcja mówiąca o faktycznej jakości zdjęć, czyli przesłona, to tylko 6 proc. Oczywiście, można się kłócić, że w dzisiejszych smartfonach umiejętności oprogramowania w kwestii foto są znacznie ważniejsze (bo są), ale jednoczesnie jest to coś, czego przed zakupem tak naprawdę nie sposób zweryfikować, ponieważ w przekazie marketingowym żaden producent nie wchodzi w detale tego, jak jego oprogramowanie rzeczywiście wpływa na zdjęcia.

Patrząc na to nie ma się co dziwić, dlaczego rynek wygląda jak wygląda, a sądząc po tym, że trendy te nie uległy zmianie od jakiegoś czasu, można przewidywać, że szybko się to nie skończy.

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu